„Widzę, że interesuje cię ciemność” to powieść reklamowana jako mroczny kryminał, ale niedalece jej do rasowej opowieści grozy. A przywołane w okładkowym blurbie przez Wojtka Chmielarza porównania do „Twin Peaks” są jak najbardziej trafione.
Owszem, nie jest określanie powieści Illariona Pawliuka mianem mrocznego kryminału błędem sensu stricte, bo fabuła powieści oscyluje przede wszystkim wokół dwóch, powiązanych ze sobą wątków – seryjnego mordercy polującego w małej mieścinie na młode kobiety oraz zagadkowego zaginięcia małej dziewczynki. Jednak im bardziej się w powieść wczytujemy, im dalej brniemy w oniryczną, duszna atmosferę książkowej fabuły, tym bliżej jest całości do estetyki grozy. Horror unika tutaj jednak pulpowej, przaśnej dosadności, bazując bardziej na onirycznym, „twinpeaksowskim” anturażu, w którym zaczynamy- na równi z głównym bohaterem – kwestionować zastaną rzeczywistość.
Bo wszystko w Busłowym Sadzie mocno odbiega od normalności. Nawet zrzucając na karb prowincjonalności tę senną, ponurą, przesyconą beznadzieją atmosferę, ten marazm i swoistą zmowę milczenia na temat tragicznych – jakby nie patrzeć – wydarzeń, to szybko uświadamiamy sobie (znacząco szybciej, niż bohater) – że mocno zgrzyta tutaj coś już w elementarnej podwalinie rzeczywistości. Busłowy Sad ne jest odizolowaną przez miejsce i porę roku oraz upadek dawniej cukrowni (największego zakładu w rejonie) mieściną. Jest swoistą aberracją, gdzie niewiele rzeczy jest tym, czym się zdaje, a ludzie zachowują się jakby żadne zaginięcia, czy zbrodnie w ogóle nie miały miejsca… Andrii Hajster – główny bohater, śledczy wysłany w delegację, by pomóc w sprawie lokalnym władzom – ma trudny orzech do zgryzienia. Z jednej strony gonią go duchy przeszłości, z drugiej przytłacza zarówno samobójcza śmierć byłej partnerki, ale i uratowana przedwcześnie, tkwiąca w inkubatorze maleńka córka… Do tego dziwaczna w osnowie miejscowość oraz jej mieszkańcy, którzy zdają się zupełnie nie rozumieć, po co się zjawił. Jakby informacje zawarte w pękatej teczce dowodowej były fałszywe, jakby napisano nieprawdę, jakby wszystko zostało sfabrykowane. I może tak właśnie jest, skoro wiele materiałów zdaje się wskazywać na zdarzenia, jakie dopiero mają wydarzyć się w przyszłości. Ale z rozmów, opowieści i zeznań mieszkańców zdaje się, że wydarzył się (najmniej niektóre z nich), w odległej przeszłości…
Kto kłamie, kto mówi prawdę? Czy społeczność przyjęła ciężar zmowy milczenia? Czy uległa zbiorowemu zaćmieniu pamięci? A może to sam Andrij uległ ułudzie, jego zbyt przeciążony umysł zaczął zaburzać postrzeganie? Czy to przestrzeń zaczęła rozłazić się w szwach, czy to zmysły śledczego uległy zaburzeniu?
Dziwna to powieść, oscylująca pomiędzy klasycznym, ponurym kryminałem, o mieścinie, w której rządzi bezwzględny burmistrz i w której wszyscy mieszkańcy zdają się funkcjonować w zależności do niego, tak społecznej, jak i ekonomicznej. Zależności, która budzi nie tyle podziw, co służalczość i… strach. Z drugiej strony, to rasowy horror, okraszający kryminalną intrygę wątkami nadnaturalnymi, które wypaczają do cna realizm świata przedstawionego. Można by doszukiwać się tutaj analogii do maniery Stephena Kinga (a jakże!), ale w formie wschodniosłowiańskiej, mroczniejszej, brudniejszej, opartej na dusznej, onirycznej atmosferze.
Jednocześnie wprawny i uważny czytelnik dostrzeże zarówno gatunkowe klisze, jak i tropy, podpowiadające, czym tak naprawdę jest Busłowy Sad i co się w miasteczku naprawdę dzieje…
Mam tu na myśli postać zagadkowego kierowcy w czerwonym płaszczu, jego oczywiste imię, wątek z monetą i przekraczanie granicznego mostu na rzece, zresztą również o znaczącej nazwie, nawiązującej do fińskiego bóstwa… To tropy niepozorne, ale mówiące wiele o zamyśle ogólnym, jaki przyświecał Pawliukowi, a zarazem plasującym powieść właśnie w kategorii rasowego horroru.
Nie chcę zdradza nadmiernie fabuły, nie chcę obnażać zbyt mocno zaplanowanych przez autora twistów, bo służą one do budowania odpowiedniej, onirycznej atmosfery i podtrzymania napięcia. Ale fakt faktem, im dalej w opowieść, tym trudniej w ryzach utrzymać rzeczywistość, tym bardziej jej osnowa w szwach się rozłazi, a całość staje się coraz mocniej horrorowa…
Oczywiście wspomniane tropy, którymi autor raczy nas praktycznie od początku prowadzą, niby po sznurku, do oczywistego finału. Nie jest to jednak finał przez swą oczywistość mniej satysfakcjonujący, czy za mało efektowny. Jest spodziewany, ale utkany elegancko, wpleciony w cały tok fabularny i konsekwentnie zapowiadany przez praktycznie całą historię.
Wspominany na wstępie blurb Wojtka Chmielarza, porównujący powieść Pawliuka do „Miasteczka Twin Peaks” jest rzeczywiście bardzo trafny, bo nie sposób nie dostrzegać analogii, czy to w prezentacji samej mieściny, czy w onirycznej, oscylującej na pograniczu weirdu atmosfery zaburzonej rzeczywistości, jaka stanowiła przecież kwintesencję lynchowskiej kreacji. Oczywiście, tu inny jest nacisk na tło na specyfikę, osadzoną przecież nie w sztafażu amerykańsko – kanadyjskiego pogranicza, ale na wschodnioeuropejską prowincję, ale zestaw narzędzi używanych przez twórców obydwu dzieł jest zbliżony.
„Widzę, że interesuje cię ciemność” może nie kusi przegadanym nieco tytułem, ale już na poziomie wykonawstwa celuje w solidną, warsztatową robotę, zdecydowanie wartą uwagi dla miłośników ambitniejszego horroru. Nie drażni tutaj spodziewany, ale również dość pozytywny – względem całej historii – finał, a całość świetnie gra na niedopowiedzeniach i budowaniu napięcia, oraz powolnym, ale konsekwentnie coraz głębszym podważaniu logiki rzeczywistości.
Trochę się bał chyba wydawca kwalifikować powieść Pawliuka jako horror. Mroczny kryminał zdaje się być marektingowo określnikiem pewniejszym, bardziej nośnym. Ale z pewnością miłośnicy grozy mogą sięgnąć po ten tytuł, sądzę, że będą zadowoleniu. Zwolennicy klasycznego kryminału mogą zaś się trochę odbić od tej kumulacji wątków nadprzyrodzonych, od zafałszowanej chronologii, demonicznego miejscami anturażu i przedmiotów, które wyraźnie wykraczają poza typowy materiał dowodowy.
To powieść dla miłośników nieoczywistej gatunkowej przynależności i odkształcania, zaburzania rzeczywistości rodem z „Miasteczka Twin Peaks”. Zdecydowanie, jedna z ciekawszych tegorocznych publikacji na polskim rynku. I przykład, że wydawcy niekoniecznie słusznie obawiają się literatury spod znaku szeroko rozumianej grozy. Fani powieści Artura Urbanowicza mogą się tą powieścią zachwycić.
Sprawdź, gdzie kupić:
Widzę, że interesuje cię ciemność
Nasza ocena: - 85%
85%
Illarion Pawliuk. Tłumaczenie: Iwona Czapla. Wydawnictwo Insignis 2026
Badloopus W pętli popkultury