Gorący temat

Authority tom 2 – bezkompromisowa parafraza “Kingdom Come. Przyjdź, Królestwo” [recenzja]

„Authority” spod ręki Warrena Ellisa już było komiksem bardzo dobrym. Kiedy przejął je Mark Millar – ze swoją tendencją do wywracania do góry nogami wszelkich konwencji i schematów – seria urosła do rangi swoistego arcydzieła, korespondującego zresztą mocno z inną komiksową ikoną – „Kingdom Come. Przyjdź Królestwo” Marka Waida. I – jak każde dzieło wybitne – nie trafi do każdego i nie każdemu się spodoba.

Rośnie globalne znaczenie Authority jako obrońcy Ziemi przed coraz to nowymi, spektakularnymi zagrożeniami. Ich zwiększająca się popularność i ogólne uwielbienie ze strony społeczeństwa, jakim grupa jest obdarzana nie w smak jest rządzącym wielkich mocarstw, których rola i możliwości kreowania sytuacji politycznej maleje wykładniczo. Zwłaszcza, że Authority nie przebiera w środkach i nie stroni od brutalnych, ale efektywnych działań, polegających na trwałym usuwaniu zagrożeń poprzez skuteczną eliminację przeciwników. To już nie są bohaterowie w starym stylu, w nieskończoność wtrącający superzłoczyńców do więzienia, z których to oni co rusz uciekają i historia zatacza koło. Członkowie grupy nie wahają się podejmować kroków ostatecznych, nie stronią od widowiskowego zabijania lokalnych watażków, czy nawet przestępców z supermocami, którzy stają im na drodze. I choć dalecy są od wymuskanego, wyidealizowanego moralnie wizerunku znanego choćby z klasycznych postaci Marvela (np. zdarzy im się ruszyć do akcji na srogim kacu, wionąc alkoholem), to jednak nikt nie może odmówić im skuteczności. A to z kolei – jak wspomniałem – zaskarbia im społeczną aprobatę z jednej strony i kamuflowaną, kuluarową niechęć elit rządzących, którzy czują własną utratę kontroli.

W wyniku planu światowych przywódców Authority zostają uwięzieni i zastąpieni inną, stworzoną w ramach eksperymentu supergrupą, którą cechuje przede wszystkim służalczość względem grona oficjeli trzymających władzę oraz całkowity relatywizm moralny. Skupieni są oni tylko na wykonywaniu poleceń, z całkowitym lekceważeniem społecznych i moralnych norm. I – oczywiście – bez zwracania jakiejkolwiek uwagi na ofiary, dopóki nie są one zauważalne przez media i władze. Authority znajduje się w sytuacji podbramkowej, zwłaszcza, że jedyną szansą jest dla nich odnalezienie Jenny Quantum – nowo narodzonej inkarnacji Ducha XXI wieku, (następczyni Jenny Sparks), która, choć jest jeszcze niemowlęciem, to już dysponuje niewyobrażalną mocą…

Drugi tom „Authority”, pisany głównie przez legendarnego scenarzystę Marka Millara, uzupełnianego przez kilka innych nazwisk w krótszych, łącznikowych historyjkach, okazuje się tym wszystkim, za co pokochaliśmy serię zapoczątkowaną wcześniej przez Ellisa. Millar nie tylko dobrze dopełnia koncept fabuły niezwykłej supergrupy, ale wynosi ją na jeszcze wyższy poziom. W dodatku nie da się nie zauważyć bardzo bezpośredniej korespondencji z „Przyjdź, Królestwo” Marka Waida. Jednak jej wydźwięk jest wyraźnie odmienny od wizji autora „Kingdom Come”. Millar kreuje swoich bohaterów jako swoistą kontrę do wyidealizowanych, moralnie nieskalanych superbohaterów „starej daty”, reprezentowanej symbolicznie przez Supermana. Kiedy Waid bardzo silnie podkreślał nieludzkie pochodzenie postaci, wraz z jego wolnością od ludzkich wad i słabości, tak postacie kreślone przez Millara, przez swoje supermoce uznają się za kategorię nadludzi, jednocześnie ogniskując wręcz wiele społecznych przywar. To nie jednostki kryształowe, nieskalane, idealne. Owszem, mają supermoce, jednak nie czynią ich one nadistotami w sensie duchowym, czy moralnym. Wręcz przeciwnie. Wielka moc jest dla nich nie tyle nośnikiem wielkiej odpowiedzialności, co swoistym uprzywilejowaniem i wyniesieniem ponad społeczne normy.

Reprezentują pogląd charakterystyczny dla „nowej fali superbohaterów” z komiksu Waida, stojący w ofensywie do mentalnego podejścia starej gwardii z Supermanem na czele. I za takim postrzeganiem tematu zdecydowanie opowiada się Millar w swojej wizji rozwoju historii Authority.

Jest mniej grzecznie, bardziej bezkompromisowo i widowiskowo, niż było kiedykolwiek. I to działa. Chyba nawet lepiej, niż udało się to Waidowi, który opierając się na biblijnych odniesieniach wykreował wizję epicką, ale nieco przefilozofowaną. Odwołującą się do etosu pierwszych superbohaterów, która nieco nie przystaje do współczesnej wizji herosów i komiksu jako takiego. Millar za to przesunął w „Authority” granicę moralnie akceptowalnych zachowań i nie ocenia rzeczywistości zerojedynkowo, ale z uwzględnieniem „większego dobra”, w imię którego określone ofiary – zwłaszcza po stronie przeciwnika – są jak najbardziej akceptowalne.

Graficznie jest naprawdę dobrze. Choć style poszczególnych rysowników są zróżnicowane, to jednak nie na tyle, by któryś wybijał się szczególnie. Zwłaszcza w sensie negatywnym. W całości tomu prym wiedzie Frank Quitely i dobrze wypełnia swoją rolę. Nie jest to subtelna, malarska stylistyka prac Alexa Rossa (jeśli już pozostajemy w sferze porównań do „Przyjdź, Królestwo”), a dużo bardziej „komiksowa” kreska, ale dobrze pasuje ona do stylu i tempa opowiadanej historii. I całość stanowi znakomitą lekturę, w moim odczuciu zdecydowanie trafiającą do komiksowej topki.

„Authority”. Tom 2 to jeden z najlepszych komiksów superbohaterskich, jakie miałem okazję czytać. Wysmakowana, ciut szalona, daleka od schematu i nie uznająca granic, a w dodatku solidnie zilustrowana seria to gratka dla każdego miłośnika trykociarskich opowieści w nieco mniej klasycznym stylu.

Authority Tom 2

Nasza ocena: - 95%

95%

Scenariusz: Mark Millar i inni. Rysunki: Frank Quitely i inni. Wydawnictwo Egmont 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Dziki Zachód, tom 2: Dziki Bill – z szerszej perspektywy [recenzja]

Drugi tom “Dzikiego Zachodu” wita nas przepięknym portretem jednego z najsłynniejszych bohaterów tych niebezpiecznych czasów …

Leave a Reply