Gorący temat

Batman. Budowniczowie Gotham – echa mrocznej przeszłości [recenzja]

W albumie “Batman. Budowniczowie Gotham” mamy okazję zanurzyć w się w mroczną historię z przeszłości miasta Człowieka Nietoperza. I jak to zazwyczaj bywa w opowieściach z Batmanem, będzie ona miała niebagatelny wpływ na teraźniejszość metropolii znajdującej się pod kuratelą najpopularniejszego superbohatera DC.

“Batman. Budowniczowie Gotham” to historia, którą w pierwszej chwili może być czytelnikowi trudno umiejscowić w chronologii uniwersum DC Comics. Na okładce albumu widnieje nazwisko Scotta Snydera, jednak nie jest to jego najnowsze dzieło, a projekt którym zajmował się między tworzeniem albumów “Batman. Mroczne Lustro” oraz “Batman, tom 1: Trybunał sów”. Mamy zatem kolejną, wypełnioną lukę w przygodach obrońcy Gotham, która dosyć dobrze pokazuje inklinacje Snydera do kształtowania jego własnej wersji mitologii Batmana, która jest mocno osadzona w odległej przeszłości jego miasta. Dlatego można traktować “Budowniczych Gotham” jako rodzaj przygrywki przed “Trybunałem Sów”, który mocno zmienił układ sił w świecie Batmana i rozbudował nie tylko genezę superbohatera, ale przede wszystkim genezę jego miasta. 

Rzecz w tym, że w “Budowniczych Gotham” Batmanem wcale nie jest Bruce Wayne, tylko zastępujący go w tej roli Dick Grayson. Bohater ów kostium Człowieka-Nietoperza nosił już we wcześniejszej opowieści Snydera, czyli w “Mrocznym Odbiciu”, a sam Bruce był w tym czasie filarem globalnej organizacji Batman Incorporated, zaś serię pod tym właśnie tytułem tworzył Grant Morrison. Fakt ów w zasadzie ma minimalny wpływ na wydarzenia przedstawione w albumie, a czytelnik nie czuje jakiejś dużej różnicy, kiedy po Gotham biega, jeździ i walczy  nie Bruce Wayne, tylko Dick Grayson w kostiumie Batmana. Ważne że historia jest odpowiednio zajmująca, a do tego podana w rzadkiej dla opowieści z Mrocznym Rycerzem oprawie graficznej. 

W “Budowniczych Gotham” mamy bowiem nawiązania do secesyjnego stylu wykorzystującego również steampunkowe elementy, co razem dobrze prezentuje się na planszach i stanowi odmianę od tego, co dostajemy aktualnie w regularnych seriach z Batmanem. Rysunki  są w większości dziełem Trevora McCarthy’ego, któremu udało się  zarówno w Gotham z przeszłości jak i w Gotham z teraźniejszości wprowadzić nastrój tajemnicy, a szczególnie w scenach sprzed lat oddać hołd rysunkowej klasyce, ale na własnych, autorskich warunkach. Wizualnie ten album zostaje zatem w pamięci, a jak wypada sama fabuła?

W teraźniejszym Gotham działa tajemniczy złoczyńca, który wysadza kluczowe mosty i budynki w mieście, wysyłając jednocześnie do prasy enigmatyczną wiadomość, że “Rodziny spotka los Gate’ów”. Rozwiązanie tej zagadki kryje się w przeszłości, w której poznajemy losy dwóch architektów zaangażowanych w rozbudowę miasta we współpracy z najważniejszymi rodzinami Gotham (w tym rzecz jasna z rodziną Wayne’ów). Kolejne etapy intrygi główny scenarzysta albumu, Kyle Higgins (Scott Snyder pełni tu rolę pomysłodawcy) zdradza stopniowo, nie spiesząc się, aż do finałowej i zarazem pomysłowej konkluzji, która jest bardzo zgodna z duchem miasta słynącego z niebezpieczeństw i powodujących je szaleńców. W efekcie dostajemy mroczną historię, w której twórcy w równym stopniu wymieszali elementy tragizmu i przypadku i pokazali jak mocno mogą one wpłynąć na teraźniejszość superbohaterów i mieszkańców miasta. Właśnie z tą teraźniejszością jest nieco gorzej, fabularnie nie jest tak dobrze rozegrana jak w scenach z przeszłości, wszystko dzieje się za szybko i za mocno, ale te niedociągnięcia wynagradzają ciekawie nakreślone relacje w grupie młodych  obrońców Gotham pod nieobecność w nim Bruce’a Wayne’a.

Na dokładkę mamy jeszcze historię pod tytułem “Nightrunner”, w której opuszczamy miasto Batmana i obserwujemy narodziny nowego, tytułowego superbohatera w Paryżu. Co prawda nie wiąże się ona z dopiero co przedstawioną nam historią, po prostu jest jeszcze jednym twórczym występem duetu Higgins i McCarthy, ale za to czyta się ją z prawdziwą przyjemnością, bo pokazuje nie tylko genezę nowego superbohatera, ale również stopniowe  konstytuowanie się jego symbolicznej roli w świadomości mieszkańców europejskiego miasta. Poza tym mamy tu okazję spotkać się z Brusem Wayne’m i zajrzeć na moment za kulisy jego projektu Batman Incorporated. A już po lekturze całości albumu pozostajemy z pozytywnym wrażeniem, że wreszcie uciekliśmy od męczącej formuły od eventu do eventu (co ostatnio równa się od Jokera do Jokera) i po prostu przeczytaliśmy solidną opowieść, w której twórcom w ciekawy sposób udało się opowiedzieć o przeszłości Gotham.

Batman. Budowniczowie Gotham

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Kyle Higgins, Scott Snyder i inni. Rysunki: Trevor McCarthy i inni. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Egmont 2021

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Kobiety dzikiego zachodu – trudy życia w pionierskich czasach [recenzja]

“Kobiety dzikiego zachodu” to już trzeci album z westernowej serii włoskiego mistrza komiksu realistycznego, Paolo …

Leave a Reply