Gorący temat

Batman/Spawn – popis graficznej kreatywności [recenzja]

Album “Batman/Spawn” z pewnością ucieszy wielu polskich czytelników i jednocześnie narobi smaku tym, którzy “Spawna” jeszcze nie poznali. Wciąż czekamy na nowe wydanie komiksów z tym bohaterem po wydawniczych próbach sprzed lat, a na razie mamy tylko ów zbiór crossoverów, który w większym stopniu jest ucztą dla oczu, niż ciekawie opowiedzianymi historiami. 

Komiksy z Batmanem to w na naszym rynku już stały element, każdego miesiąca ukazują się jakieś tytuły z tym superbohaterem. Spawn stoi po przeciwnej stronie – od lat fani czekają, aż jakiś wydawca podejmie się trudu publikowania przygód tego bohatera, wymyślonego wiele lat temu przez Todda McFarlane’a. Na razie jednak trzeba obejść się smakiem i cieszyć z albumu, w którym Batman występuje razem ze Spawnem.

A przecież Spawn to legenda amerykańskiego komiksu, tak samo jak jego twórca, Todd McFarlane, czyli jeden z najbardziej dziś cenionych w branży i przez fanów rysowników. Opowieść o Alu Simmonsie przemienionym w wysłannika piekieł ma już ponad grubo 300 zeszytów, wiele lat temu została nawet sfilmowana i wciąż jest legendą niezależnego komiksu – bo przecież McFarlane wydał “Spawna” po odejściu z innymi twórcami z Marvela. Zresztą sam fakt powstania crossoverów z Batmanem świadczy o popularności Spawna, bo takich występów doświadczają tylko wybrańcy wśród komiksowych postaci. No więc mamy wydany przez Egmont crossover, a w zasadzie trzy – bo tyle pojedynczych historii dostajemy w albumie “Batman/Spawn”.

Tę ostatnią z niniejszego albumu, czyli “Spawn/Batman” komiksowi weterani poznali w 2006 roku za sprawą wydawnictwa Mandragora, które również wydawało zeszyty oryginalnej serii “Spawna”. Co ciekawe, w 2006 roku to był również jeden z bardzo niewielu komiksów z Batmanem na naszym rynku, takie to były czasy. Po latach lektura tej historii stworzonej przez dwóch wielkich komiksowych mistrzów – za scenariusz odpowiadał Frank Miller, za rysunki Todd McFarlane – broni się nadspodziewanie dobrze. Mimo nieco nadętej narracji, sama historia wciąż jest dynamiczna i balansuje na granicy parodii, a dialogi między bohaterami są ostre, szczególnie w wykonaniu Batmana. Powód tego ostatniego jest taki, że ta opowieść dzieje się w uniwersum znanym z “Powrotu Mrocznego Rycerza”, w którym jak pamiętamy, wiekowy już Gacek nie patyczkował się w starciach ze złoczyńcami. A takim jest dla niego również Spawn, który przez całą fabułę stara się temperować zachowanie Batmana, zwłaszcza że ten ostatni panoszy się nie w swoim mieście. Dodajmy jeszcze do tego znakomite rysunki McFarlane’a, który miał swój świetny, można powiedzieć, że minimalistyczny patent na wygląd Batmana świetnie sprawdzający się na planszach. Mocna rzecz, która wciąż robi wrażenie.

Nieco inaczej jest z pozostałymi historiami w albumie. Nie wiem, dlaczego  w opisie albumu napisane jest o kontynuacji, bo żadna z historii ze sobą się nie łączy, w każdej z nich Batman i Spawn widzą się po raz pierwszy. A zaczynamy od najpóźniejszej z nich, tym razem dla odmiany zatytułowanej “Batman/Spawn”. Bo teraz to Spawn pojawia się na terenie Batmana i zalicza bliskie spotkania nie tylko z Człowiekiem-Nietoperzem, ale też ze znanym nam z runu Scotta Snydera Trybunałem Sów. Za scenariusz odpowiada tu nie kto inny, jak Todd McFarlane, a za rysunki inny świetny rysownik, czyli Greg Capullo, który niewiele ustępuje talentem starszemu koledze. Gorzej, że historia którą przedstawia nam McFarlane jest nudna, pompatyczna i pozbawiona tej energii, co o wiele wcześniejsza  Franka Millera. Jednak chyba nie o to tu chodzi. A o co? Głównie o wspólny występ superbohaterów i efektowne graficznie nawalanki – pod tym względem “Batman/Spawn” sprawdza się znakomicie.

W środku zbioru mamy jeszcze rodzaj niespodzianki, czyli historię z 1994 roku (czyli z tego samego co “Spawn/Batman”), “Batman/Spawn. War Devil”. Za rysunki odpowiada tu kolejna legenda komiksu, czyli Klaus Janson, a za scenariusz aż trzech twórców dobrze nam znanych z sagi “Batman. Knightfall” – Alan Grant, Chuck Dixon i Doug Moench. To już pełną gębą klimat lat dziewięćdziesiątych, zarówno scenariuszowo i rysunkowo (wciąż mam przed oczami cudowną plansze Jansona z ruszającymi z cmentarza szkieletami). Diabelskie sprawki  w Gotham, z którymi muszą wspólnie (po tym jak skoczą sobie do gardeł) zmierzyć się Batman i Spawn bardzo pochłoną tę dwójkę i choć fabuła nie jest specjalnie pomysłowa, to ma urok i rytm tamtych lat i czyta się ją z przyjemnością i lekkim, ale takim fanowskim zażenowaniem. 

I cóż, cały ów album to teoretycznie nic wielkiego, rodzaj crossoveru jakich wiele, ale mamy tutaj jeszcze obszerne dodatki nie tylko w postaci galerii różnych okładek, ale także sporej dawki oryginalnych plansz Grega Capullo i Klausa Jansona, które robią tu wielką robotę. W obu przypadkach widzimy, jak wiele uroku oryginału zabiera późniejsza obróbka kolorem i dymkami dialogowymi. W tych surowych, oryginalnych rysunkach czuć wielką twórczą pasję i ekspresję, która jest nie do podrobienia – tutaj mamy dopiero prawdziwą ucztę dla oczu, którą można się sycić przez długie chwile. Czemu jednak zabrakło tutaj podobnej dawki oryginałów McFarlane’a? Cóż, to pytanie zostaje bez odpowiedzi, a ten jeden pin-up na samym końcu albumu wystarcza, żeby w finale poczuć, że mamy do czynienia z niezwykłym, kreatywnym artystą. Taki właśnie jest “Batman/Spawn” – to popis kreacji przede wszystkim w warstwie graficznej, a scenariusze jedynie służą jej eksponowaniu i jakoś zbytnio mi to nie przeszkadza, choć z pewnością wypacza końcową ocenę – czujemy bowiem potrzebę, żeby wyśmiac ten album za jego warstwę fabularną, ale z drugiej strony wpatrujemy się w rysunki jak cielę w malowane wrota. I cóż, czasami to wystarcza, żeby bardzo cieszyć się z lektury. 

Batman/Spawn

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Frank Miller i inni. Rysunki: Todd McFarlane i inni. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Egmont 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Opowieści makabryczne – graficzne adaptacje klasycznej nowelistyki grozy [recenzja]

Joan Boix – „Opowieści makabryczne” to uzupełnienie kolejnej z białych plam na mapie komiksowego horroru …

Leave a Reply