BBPO, tom 9: Piekło na Ziemi #4 – różnorodność motywów [recenzja]

Dziewięć solidnych tomów po około czterysta stron to musi być kawał epickiej sagi. W przypadku “BBPO” rzeczywiście tak jest, bowiem seria praktycznie od samego początku nie tyle utrzymuje bardzo wysoki poziom, co często podbija go jeszcze wyżej. Innymi tak solidnymi i konsekwentnymi tytułami jakie przychodzą mi na myśl są jeszcze “Usagi Yojimbo” i “Invincible”.

Czwarty tom “Piekła na Ziemi” to już ostatnia prosta do tytułowej apokalipsy. Ta oczywiście trwa w najlepsze, ale dziki BBPO i sprzymierzonym organizacjom jej finał jest skutecznie przesuwany.  Mignola i Arcudi z godną podziwu precyzją przerzucają uwagę czytelnika z jednego ogniska zapalnego do drugiego. Liz i Fenix wracają do Kolorado gdzie mierzą się ze złem z czasów Trevora Bruttenholma, a grupa Johanna Kraussa trafia do Japonii, gdzie uczestniczy w walce wielkich potworów, będącej cudownym hołdem dla kina gatunkowego spod znaku kaiju. Z kolei w Santa Fe ukazują czas apokalipsy oczami zwykłych cywilów, którzy pomimo ciągłego zagrożenia starają się pracować i żyć dalej według starych zasad. 

Cudowne jest to jak autorzy eksplorują i rozwijają swój świat. Robią to na zasadzie małych kroków przeplatanych z wielkimi susami. Najpierw rozwijają postacie, określają ich motywacje, pragnienia i cele, wrzucają ich w opowieści typu okruchy życia ale oczywiście przefiltrowane przez konwencję. Wydaje się, że są to nikomu niepotrzebne wypełniacze, ale w pełni wybrzmiewają one właśnie w trakcie tych susów, gdzie dochodzi do dramatycznych wydarzeń determinujących określone zachowania. Dzięki temu bohaterowie posiadają niesamowite osobowości potrafiące przyciągnąć uwagę bardziej niż kolejne starcia z potworami. Oprócz tego “BBPO” to festiwal różnorodności motywów, gdzie jest miejsce na wątki apokaliptyczne, prehistoryczne, paranormalne i horror, a co za tym idzie – ciągłe zaskakiwanie czytelnika.

Mignola i Arcudi nie biorą jeńców, nie idą na kompromisy, to ich świat, nad którym mają pełną kontrolę i nie wahają się jej wykorzystać. To świat, który ciągle mutuje, gdzie jest miejsce na wartką akcję i dramatyzmy, kwestionowanie zasad i ciągłe parcie do przodu. W końcu to świat, gdzie wszystko ma sens, jest precyzyjnie zaplanowane i podomykane, gdzie nie ma zbędnych słów i wątków. Można się pokusić o tezę, że uczeń przerósł mistrza, czyli “BBPO” przeskoczyło “Hellboya”, którego jest przecież spin-offem.

Kto jeszcze nie zna tej serii niech zrobi sobie prezent i zaopatrzy się w nią w najbliższym możliwym terminie. To sporo albumów, łącznie będzie ich pewnie jedenaście, ale warte są każdego grosza i minuty spędzonej na ich czytaniu.

BBPO, tom 9: Piekło na Ziemi #4

Nasza ocena: - 90%

90%

Scenariusz: Mike Mignola, John Arcudi. Rysunki: Cameron Stewart, Chris Roberson, James Harren, Tyler Crook i inni. Egmont 2020

User Rating: Be the first one !

Paweł Deptuch

Avatar
Redaktor, publicysta, autor kilku opowiadań i scenariuszy komiksowych. W latach 2004-2010 redaktor naczelny portalu Carpe Noctem. Od 2006 r. współpracuje z miesięcznikiem Nowa Fantastyka, a w latach 2018/2019 z polską edycją magazynu Playboy, gdzie pisał o nowych technologiach. Publikował też w zinach (Ziniol, Biceps) i prasie specjalistycznej (Czachopismo, Smash!). Od 2008 r. elektor Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego, a od 2019 r. juror Nagrody Nowej Fantastyki w kategorii Komiks Roku. Tata dwóch przepełnionych energią chłopaków.

Zobacz także

Descender, tom 6: Wojna maszyn – satysfakcjonujący finał [recenzja]

Na okładce finałowego tomu “Descendera” robot Tim-21 unosi się w przestrzeni na tle wielkiego wybuchu. …

Leave a Reply