Chata na krańcu świata – ta paskudna kwestia wyboru [recenzja]

Materiały promocyjne wydawcy

Paul Tremblay to autor dla horroru zasłużony już choćby „Głową pełną duchów”, którą zgarnął Nagrodę Brama Stokera. Poźniej przyszła niewydana w Polsce „Disappearance at Devil’s Rock”, a napisana po niej „Chata na krańcu świata” niedawno trafiła na półki naszych księgarń dzięki specjalistom od książkowej grozy, Wydawnictwu Vesper. I nie ma co kryć – jest równie dobra, co wcześniejsza twórczość Amerykanina.

W przypadku „Chaty na krańcu świata”, Tremblay ogrywa jeden z bardziej rozpoznawalnych motywów w literaturze grozy – kilkoro bohaterów zostaje zamkniętych w niewielkiej przestrzeni z antagonistami i pomimo beznadziejnej sytuacji, próbuje podjąć z nimi walkę.

Tak też przedstawia się kręgosłup fabuły powieści. Na pierwszym planie mamy tu Andrew i Erica, dwójkę mężczyzn którzy wraz z adoptowaną córką Wen udają się na wymarzone wakacje do położonej w lesie z dala od cywilizacji tytułowej chaty. Brak internetu i zasięgu w komórkach wydaje się idealną odskocznią od codziennych problemów – przynajmniej do czasu gdy pod drzwiami trójki bohaterów nie pojawia się czwórka zagadkowych postaci. Redmond, Adrianne, Leonard i Sabrina, jak twierdzą są posłańcami obdarzonymi wizjami apokalipsy, a przybywają do rodziny z jasną wiadomością: jeżeli jedno z nich nie złoży dobrowolnej ofiary, świat przestanie istnieć.

„Chata na krańcu świata” od samego początku intryguje tajemniczością  i Tremblay doskonale zdaje sobie z tego sprawę, grając z naszą czytelniczą niepewnością. Czy owa czwórka nieznajomych to w rzeczywistości posłańcy końca? A może otumanieni wspólną paranoją szaleńcy? Jaki związek z siódemką postaci mają koniki polne z mozołem łapane do słoika przez Wen? Podobnych pytań Amerykanin mnoży w trakcie lektury całe mnóstwo, świadomie unikając jednoznacznych odpowiedzi. Tym samym argumentów za opowiedzeniem się po którejś ze stron mamy zawsze tyle samo i tylko od nas zależy, komu zdecydujemy się przyznać rację. Sprytne i przemyślane podejście gwarantuje rozbudzoną ciekawość i snucie własnych scenariuszy do ostatnich stron, a to nie jedyna zaleta książki.

Literacka groza jest często zwierciadłem naszych własnych strachów i autor doskonale zdaje sobie z tego sprawę, nieustannie popychając nas w kierunku atawistycznego lęku o dobro najbliższych. Pieczołowicie odmalowane relacje i drobne sygnały o tym, że wspólnie zbudowana tarcza przez horrorem rzeczywistości zaczyna kruszeć wywołują w nas dreszcz niepokoju i refleksję nad tym ile my sami gotowi bylibyśmy poświęcić, by chronić rodzinę. Ponadto Tremblay doskonale wie w jakie tony uderzać, by dobitnie uświadamiać nam, że najgorsze dla bohaterów dopiero nadchodzi. Stosunkowo niewinne sytuacja stopniowo zaogniają się, a tuż poza granicą wzroku ukrywa się nieunikniona eskalacja przemocy. Łącząc to z bohaterami którzy dostają ekspozycji na tyle sporo, byśmy zdążyli się z nimi polubić, Amerykanin sprawia, że w pewnych momentach naprawdę drżymy o ich los. A że potrafi być brutalnie bezlitosny w przedstawianiu związków na linii przyczyna-skutek, gdy nad głowami postaci gromadzą się czarne chmury, instynktownie wyczuwamy, że nie będzie wśród nich kogoś, kto wyjdzie z całej sytuacji bez szwanku.

Chciałoby się napisać więc, że dzięki temu „Chata na krańcu świata” nie pozostawia miejsca na złapanie oddechu, ale to nie do końca prawda. Książka długa nie jest – to raptem trzysta stron lektury, a jednak znajdziemy w niej momenty wewnętrznych monologów bohaterów, które jednak potrafią się nieco ciągnąć. Nic to wielkiego na tyle, by ograniczać przyjemność lektury, dość wyraźnie odstają jednak od intensywności reszty materiału.

Mimo tego jednak powieści Paula Tremblay’a trudno miłośnikom grozy nie polecić. To bezpardonowa i niezwykle intrygująca wizja, zmuszająca czytelnika do aktywnego udziału w opowieści i wysnuwania własnych wniosków. Inteligentnie dozowana dawka napięcia aż buzuje z treści, a ta przyobleczona zostaje w niezwykle atrakcyjne – jak zawsze – wydanie od Vespera, wzbogacone pięknymi ilustracjami, grubym papierem i twardą oprawą. Uczta dla oczu i ducha.

Chata na krańcu świata

Nasza ocena: - 75%

75%

Autor: Paul Tremblay. Wydawnictwo Vesper, 2020.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Prosta sprawa – Jack Reacher na polskiej prowincji [recenzja]

„Prosta sprawa” Wojciecha Chmielarza to powieść sensacyjna, która podąża utartymi ścieżkami, znanymi choćby z bestsellerów …

Leave a Reply