Gorący temat

Ciche miejsce 2 – sequel, który nie był nam potrzebny [recenzja]

Najbardziej rozpoznawalny film w reżyserskim dorobku Johna Krasinskiego sprzed dwóch lat nie tylko skutecznie podzielił publikę na dwa aktywnie zwalczające się obozy zaproponowanego pomysłu, ale wywołał też całą falę ogrywających podobnie zmysłowo-apokaliptyczne motywy dzieł z pogranicza grozy. Po Netfliksowych „Ciszy” czy „Nie otwieraj oczu” przyszedł jednak czas na wielki powrót prawdziwego króla minigatunku. Tylko czy na pewno wielki?

Jakkolwiek by „Cichego miejsca” nie traktować, trudno zaprzeczyć temu, że spektakularny finansowy sukces i rozgrzane do białości internetowe dysputy nad logiką scenariusza, zapewniły mu trwałe miejsce we współczesnej popkulturze. Krasinki niewątpliwie wiedział, jak w precyzyjny sposób przekuć scenariusz Scotta Becka i Bryana Woodsa w dziełko tyleż kameralne, co zapewniające widzowi moc wrażeń – i dokładnie w podobny efekt celuje w jego długo oczekiwanej kontynuacji.

„Ciche miejsce 2” otwiera mocarna sekwencja przedstawiająca wydarzenia tuż przed apokalipsą. Sielska i rodzinna atmosfera małomiasteczkowego życia zostaje brutalnie przerwana przez atak tajemniczych stworzeń, a pośród chaosu i zniszczenia, Abbottowie po raz pierwszy uświadamiają sobie, że od teraz będzie czekała ją niekończąca się batalia o przetrwanie. Późniejszy czasowy przeskok przenosi nas już bezpośrednio do konsekwencji finału jaki oglądaliśmy w części pierwszej – pokiereszowana, ale ostatecznie zwycięska w potyczce z obcymi rodzina zmuszona zostaje do opuszczenia bezpiecznej, domowej przystani i wyruszenia w świat w poszukiwaniu innych ocalałych. Nie ma pojęcia jednak, że ten w ciągu kilkuset dni od rozpoczęcia apokalipsy nieodwracalnie się zmienił.

W odróżnieniu od pierwowzoru, tym razem za scenariusz odpowiedzialny jest sam Krasinski – i nie przymierzając, jego brak doświadczenia w tej materii daje się tu mocno we znaki. Niewątpliwą siłą pierwowzoru było trafne spojrzenie na rodzinne zależności, skonfrontowane z koniecznością przetrwania i życiem w ciągłym strachu przed nieprzewidywalnym przeciwnikiem. Napięcie w „Cichym miejscu” było budowane skutecznie nie tylko przez enigmatyczny wstęp, sprawiający ze mogliśmy jedynie przypuszczać co tak naprawdę się dzieje, ale tez wiarygodną dynamikę relacji między bohaterami. Sequel tego typu wrażeń oferuje zaledwie namiastkę, zauważalną w zasadzie jedynie we wspomnianych, otwierających film scenach. To właśnie w tych chwilach pozornego spokoju i nerwowego oczekiwania na nieuniknione Krasinski błyszczy najjaśniej, sprawnie uwypuklając walące się w gruzy spojrzenie na świat bohaterów. Wkrótce jednak wraz z nimi przyjdzie wyruszyć nam w podróż przez postapokaliptyczną rzeczywistość – i od tego momentu w „Cichym miejscu 2” można coraz częściej zacząć dostrzegać pewne oznaki tego, że formuła z części pierwszej najlepiej sprawdzała się zaaplikowana w jednorazowej dawce.

Powodów takiego stanu rzeczy jest co najmniej kilka, choć najpoważniejszym wydaje się przewidywalność. Już sam fakt tego, że tym razem doskonale wiemy z jakim rodzajem zagrożenia mają do czynienia bohaterowie definitywnie nie pomaga w kreowaniu atmosfery niepewności, ale to dałoby się jeszcze odczarować – gdyby tylko sequelowi udało się nie wpaść w klisze charakterystyczne dla postapokaliptycznego kina drogi. A tych jest tu na pęczki – do wyboru mamy choćby poszukiwania bezpiecznej przystani, innych ocalałych dla których chęć przetrwania dawno wygrała z moralnością czy wreszcie postaci, których motorem napędowym będzie chęć odpracowania przewin z przeszłości. Wszystko to w połączeniu z zauważalnie wolniejszym tempem i ograniczeniem horroru kosztem surwiwalu, z minuty na minutę coraz wyraźniej przypomina kalkę innych dzieł w gatunku… który pierwowzór poniekąd spopularyzował.

„Ciche miejsce 2” nadal potrafi bronić się porządną, płynną realizacją, która nad wyraz udowadnia, że Krasinski to lepszy reżyser niż scenarzysta. W scenografię i zastosowane CGI ewidentnie włożono tym razem większy budżet, a Emily Blunt i Cillian Murphy nawet kiedy nie mają materiału na prawdziwie pamiętne występy i tak nie schodzą poniżej pewnego wysokiego poziomu.

Tyle, że to niekoniecznie wystarcza by uciec od wrażenia, że „Ciche miejsce 2” poniekąd stało się ofiarą sukcesu własnego pierwowzoru. To też przypadek, który aż nazbyt znacząco przypomina choćby to, co stało się swego czasu choćby z „Matriksem”. Podobnie jak Wachowscy bowiem, niedopowiedzianym, uciętym w doskonałym momencie zakończeniem części pierwszej Krasinki trzymał wszystkie asy w dłoni. Zamiast jednak zakończyć rozgrywkę jako zwycięzca, postanowił zgarnąć więcej – i jak się zdaje, zmierza w identycznym kierunku: dzieła technicznie poprawnego, ale nijak nie potrafiącego wykrzesać emocji jakie otrzymaliśmy przy pierwszym rozdaniu.

Foto © United International Pictures Sp z o.o.

Ciche miejsce 2

Nasza ocena: - 55%

55%

Reżyseria: John Krasinski. Obsada: Emily Blunt, Cillian Murphy, Millicent Simmonds I inni. USA, 2020.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

The Colony – porządne europejskie science fiction [recenzja]

Choć kosmiczne science fiction to gatunek właściwie od zawsze zdominowany przez Amerykanów, w ostatnich latach …

Leave a Reply