Gorący temat

Conan, tom 7: Cienie nad Kush – droga powrotna [recenzja]

Siódmy tom przygód Cymeryjczyka miał trudne zadanie. Poprzedni wysoko podniósł emocjonalną poprzeczkę, bo przecież w całości poświęcony był Belit, a w finale jej nieuniknionym rozstaniu z Conanem. Jak wygląda życie bohatera dotkniętego stratą ukochanej? 

Schedę po scenarzyście Brianie Woodzie w “Cieniach nad Kush” przejął praktycznie w Polsce nieznany Fred Van Lente. Może to i dobrze, bo przed lekturą naprawdę nie wiemy czego spodziewać się po nowych przygodach Cymeryjczyka. Dodatkowo na powitanie dostajemy ekspresyjne rysunki Briana Chinga, na których Conan czasem wygląda bardziej jak nabuzowany adrenaliną wyrostek niż zwalisty barbarzyńca. A jednak ta wizja w jakiś sposób pasuje do okresu po Belit, kiedy nasz bohater jest zaledwie cieniem samego siebie i daje się na własne życzenie ponieść brutalnej sile ślepego losu. I w ten właśnie sposób trafi w sam środek politycznych intryg w tytułowym Kush. 

Fred Van Lente wrzuca nas od razu w sam środek intrygi, w której ścierają się ze sobą różne siły (także magiczne), a Conan ma to szczęście, że zgarnia stanowisko kapitana królewskiej gwardii w niespokojnym, stojącym na krawędzi wybuchu powstania królestwie. Ta komiksowa historia oparta jest na motywach opowiadania “Pysk w ciemności” i ten dosadny tytuł sugeruje rodzaj wyzwania, któremu będzie musiał stawić czoła nasz bohater. Gdzieś w tle cały czas będzie czaiła się prześladująca go zjawa Belit, by jednak w finale tej opowieści odpuścić Conanowi (swoją drogą coś szybko). Ostatecznie Cymeryjczyk skończy z nową, choć trwale okaleczoną kobietą u boku oraz z bandą królewskich zbiegów, których będą czekały nowe wyzwania, kiedy zasilą oddziały tytułowej, “Przeklętej hordy” z kolejnej historii w siódmym tomie. Krew będzie się lała strumieniami, magia atakowała z wielu stron, a poszukiwania zaginionego skarbu będą związane z odwiecznym wrogiem Conana – Tothem Amonem. .

Więcej niż połowa tego tomu to zarówno Conan, jak i scenarzysta szukający drogi wyjścia spod wpływu Belit, drogi która powinna zaprowadzić z powrotem na utarte szlaki heroic fantasy – przynajmniej tego oczekiwaliby wierni fani Conana. Jednak, czy aby przypadkiem nie jest to droga na manowce? To jasne, że w siódmym już tomie mamy historie, w których mielone są wciąż te same motywy, heroic fantasy ma przecież swoje ograniczenia. I choć Fred Van Lente dwoi się i troi, przez długi czas te opowieści są dobre, ale nie porywają. Musimy dotrzeć aż pod mury miasta widma na pustyni by ta optyka w końcu się zmieniła.

Jeżeli więc zastanawiacie się, czy warto przeczytać ten tom, to tak – warto dla opowieści, które pojawiają się w jego drugiej połowie. “Xuthal o zmierzchu” to bardzo niepokojąca opowieść, łącząca w sobie zalety prozy Lovecrafta oraz, co może być pewnym zaskoczeniem, Gene Wolfe i jego onirycznego cyklu o kacie Severinie. Ta mroczna opowieści to tylko trzy zeszyty, które jednak zostają dłużej w pamięci i świadczą o twórczych poszukiwaniach scenarzysty.

Na deser zaś mamy równie intrygującą “Krwawą oazę”, w której Conan i Natala (kolejna piękna blondynka u jego boku, choć wcale nie ta sama, która uciekła z nim z Kush) przeżyją nocną, bardzo intensywną przygodę wypełnioną magią, tajemniczymi bohaterami oraz pokaźną grupą wojowniczych… feministek. Ten fabularny koktajl zadziałał bardzo dobrze, przez połączenie tych składników jest nieprzewidywalny, a tego określenia w kontekście przygód Conana raczej używamy rzadko. Tymczasem tak właśnie -nieprzewidywalnie- jest w końcówce siódmego tomu. Teoretycznie jest to dobra prognoza na przyszłość, ale w tej serii było już tak dużo zmiennych, że trudno cokolwiek prognozować. W każdym razie ten tom nie rozczarowuje i po pierwszej, niezłej, acz poprawnej połowie, w drugiej dostarcza pierwszorzędną fantasy. Dlatego wciąż warto inwestować w ten cykl i czas, i pieniądze. 

Conan, tom 7: Cienie nad Kush

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Fred Van Lente. Rysunki: Brian Ching i inni. Tłumaczenie: Dariusz Stańczyk. Egmont 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Marvels. Wydanie jubileuszowe – Marvel w pigułce [recenzja]

Właśnie ukazało się wznowienie albumu „Marvels” Kurta Busieka i Alexa Rossa, jednego z najchętniej czytanych, …

Leave a Reply