Gorący temat

Coś zabija dzieciaki, tom 4 – powrót do przeszłości [recenzja]

W czwartym tomie serii “Coś zabija dzieciaki” w końcu uzyskujemy więcej wiedzy na temat przeszłości ErikiSlaughter. To pełną gębą origin tej bohaterki, z którego dowiadujemy się w jaki sposób  znalazła się w szeregach Zakonu Świętego Jerzego.

“Coś zabija dzieciaki” jest jedną z najbardziej wyróżniających się serii w ofercie Non Stop Comics, co do tego nie ma wątpliwości. Nie tylko dostaliśmy w niej intrygującą fabułę łączącą dziecięce strachy ze stylistyką krwawego horroru, ale przede wszystkim jedną z najbardziej wyrazistych komiksowych bohaterek ostatnich lat. Trzeba powiedzieć bez ściemniania, że James Tynion IV realizuje się najlepiej w swoich autorskich projektach, z dala od DC Comics, o czym świadczy również inna seria wydawana przez Non Stop Comics, czyli “Departament prawdy”. W obu najbardziej fascynujące są kobiece postaci, a graficznym wizerunku Eriki wykreowanym przez Werthera Dell’Ederę zakochało się mnóstwo komiksowych rysowników, czemu dają wyraz w alternatywnych okładkach kolejnych zeszytów. Blond dziewczyna z opadająca na jedno oko grzywka, intensywnym kolorem oczu i wrodzoną zadziornością to po prostu wykapana Ciri, prawdziwa, współczesna wiedźminka zwalczająca potwory w małych, amerykańskich miasteczkach. Koncept pierwsza klasa.

Wiadomo było, że twórcy muszą wrócić do przeszłości głównej bohaterki, bo czaiło się w niej zbyt wiele niewiadomych, związanych głównie z funkcjonowaniem zakonu. W czwartym tomie dostajemy zatem pełną emocji opowieść o początku drogi Eriki od młodej dziewczyny do przyszłej zabójczyni potworów. Zaczyna się od mocnego uderzenia, czyli od sceny tuż po zakończonej rzezi w rodzinnym domu dziewczynki, a potem już tylko napięcie rośnie. To oczywiście opowieść w głównej mierze inicjacyjna, eksplorująca także obszar traumy po krwawym doświadczeniu, aż do momentu, w którym Erica musi ją stłumić, by móc ponownie stawić czoła potworowi, któremu, o dziwo, była w stanie skutecznie postawić się już za pierwszym razem. I to jest właśnie w dziewczynce niezwykłe, co natychmiast dostrzega jej przyszła opiekunka, Jessica Slaughter.

Czytelnicy, którzy chcieli więcej dowiedzieć się na temat struktury samego Zakonu również nie powinni być zawiedzeni, ponieważ twórcy wkładają ją ustami bohaterów, dając nam pojęcie, że dotychczas znaliśmy rzeczywiście jedynie strzępki informacji, a Zakon ma bardziej rozległą strukturę, niż moglibyśmy przypuszczać. Dobrze to rokuje na przyszłość, poniewaz stanowi świetną bazę dla kolejnych historii z kolejnymi bohaterami realizującymi w zakonie konkretne zadania. A więc nie tylko te, którymi zajmuje się Erica Slaughter.

Lektura czwartego tomu trwa niczym mgnienie oka, tak sprawnie jest tu prowadzona narracja. Zero nudy, same emocje, ale nie tylko te powierzchowne, związane z walką z potworami, ale też głębsze, których nie potrafi ukryć przed Ericą Jessica. Tak oto młoda, przyszła zabójczyni potworów znalazła się w swoim nowym, rodzinnym kręgu i taki jest również tytuł – “The House of Slaughter” – spin-off’a głównej serii, który zapewne zostanie nam niebawem zaprezentowany przez Non Stop Comics. Jest na co czekać. 

Coś zabija dzieciaki, tom 4

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: James Tynion IV. Rysunki: Werther Dell'Edera. Tłumaczenie: Paweł Bulski. Non Stop Comics 2021

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Kobiety dzikiego zachodu – trudy życia w pionierskich czasach [recenzja]

“Kobiety dzikiego zachodu” to już trzeci album z westernowej serii włoskiego mistrza komiksu realistycznego, Paolo …

Leave a Reply