Czarna Wdowa – przeszłość ciąży nieustannie [recenzja]

Polska edycja komiksu Marka Waida (scenariusz) i Chrisa Samnee (scenariusz i rysunki) ma znacznego pecha, bowiem miała trafić na polski rynek skorelowana z debiutem swojej bohaterki na kinowym ekranie. A film, niestety, zalicza spory poślizg, ze względu na epidemię koronawirusa. Cóż, może jednak będzie on stanowił osłodę dla tych, którzy na pierwszy wielkoekranowy występ Black Widow z niecierpliwością czekali? Bowiem sam album z pewnością jest wart uwagi.

To historia nieprzesadnie oryginalna. Czarna Wdowa, jako osoba z dość skomplikowanym życiorysem, co rusz musi się mierzyć z własną, mroczną przeszłością. Tak jest i tym razem, kiedy to nasza bohaterka musi wrócić – nie tylko wspomnieniami – do czasów i miejsc z dzieciństwa, do sławetnej Czerwonej Komnaty i bezpardonowego szpiegowskiego szkolenia. I niby nie jest to nic nowego, niby takich flashbacków Natasza Romanowa miała w swojej historii wiele, jednak tym razem duet Waid / Samnee stanęli na wysokości zadania… właśnie nie udziwniając. Nie próbując wyważać otwartych na oścież drzwi, ale postawić na akcję. Na dynamizm sprawnie skrojonej, choć nieprzesadnie nowatorskiej historii sensacyjnej. Prawda jest taka, że ten album okazuje się być bardzo otwarty, nawet na tych, którzy są z Marvelem na bakier. To w pierwszej linii pierwszorzędna historia szpiegowska, opowieść sensacyjna, obfitująca w efektowne strzelaniny, pościgi, w dodatku w różnorakich zakątkach świata. By się w tej historii odnaleźć, nie trzeba śledzić uważnie uniwersum. Ba, można by go – pokuszę się o to stwierdzenie – nie znać wcale, albo ledwie znać ze słyszenia – i komiks może się spodobać. Owszem, Romanova nie żyje w próżni, nie da się jej zupełnie odciąć, wyrwać z superbohaterskiej społeczności, więc pojedyncze postacie epizodycznie się pojawiają ( Tony Stark, Rick Barnes), ale nie są one absolutnie niezbędne dla fabuły. Można by ich kimś mniej marvelowskim zastąpić… i mielibyśmy opowieść w stylu może nie Jasona Bourne’a, ale pełnego rozmachu Jamesa Bonda jak najbardziej.

Chciałoby się pokusić o stwierdzenie, że wszystkie historie szpiegowskie są z grubsza takie same. Jednak byłaby to opinia krzywdząca. W „Czarnej Wdowie” autorzy poradzili sobie z osadzeniem takiej właśnie, niby szablonowej historii w bardzo rozbudowanym uniwersum i udało im się to znakomicie. Ani przesadnie się w nie – o dziwo – nie zagłębiając – ani nie naruszając struktur i spójności wizerunkowej bohaterki, opowiadają mocno sentymentalną, na wskroś emocjonalną historię, która, jak raz idealnie wpasowuje się w konwencje hollywoodzkiego blockbustera. I choć wiemy już z grubsza, o czym będzie traktował film o Black Widow, to jednak trzeba przyznać, że scenariusz Waida i Samnee’ego idealnie by się na ekranizację nadawał.

Graficznie jest dobrze, choć może i Samnee nie dąży ku przesadnemu realizmowi. Ciekawa jest kolorystyka, mocno stonowana, na wielu planszach jednolita – wpadająca w odcienie czerwieni, błękitu, lub sepii, co pozwala zgrabnie budować adekwatny nastrój. Ogólnie nie sposób nie uznać współpracy rysownika i kolorysty (Matthew Wilson) za udaną.

„Czarna Wdowa” to komiks, który warto znać. Bo choć nie jest to pozycja kanoniczna, kultowa, nie jest to „musiszmieć” w marvelowym światku, to jednak autorzy zaserwowali na tyle sprawną, dynamiczną i zajmującą historię, że szkoda by było przejść obok niej zupełnie obojętnie.

Czarna Wdowa. Scenariusz: Mark Waid. Rysunki: Chris Samnee. Wydawnictwo Egmont 2020

Ocena: 7/10

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Mercy, tom 1: Dama, mróz i diabeł – Wild Weird West [recenzja]

“Mercy” to nowy tytuł sprawdzonej już w ofercie Non Stop Comics autorki. Czy komiks Mirki …

Leave a Reply