Czyj to dom? – piekło uchodźców [recenzja]

Filmowy horror niejednokrotnie udowodnił, że przy pomocy pewnych gatunkowych elementów potrafi stanowić doskonałe tło dla wartościowej historii. Dokładnie takiej, jak w filmie Remiego Weekesa.

„Czyj to dom?” zaczyna się stosunkowo niewinnie. Na pierwszym planie oglądamy Bola i Rial parę uchodźców z ogarniętego wojną domową Sudanu Południowego, którzy jako jedni z nielicznych w długiej kolejce, właśnie otrzymali własne lokum na obrzeżach Londynu. Początkowa radość wobec możliwości rozpoczęcia życia na nowo szybko ustąpi miejsca niepokojowi, który wkrótce przerodzi się w paraliżujący strach. Ze zrujnowanej ojczyzny za bohaterami podążyło bowiem coś znacznie bardziej złowieszczego niż tylko niedające zapomnieć o sobie demony przeszłości.

Jeśli za coś wypada docenić Remiego Weekesa już od pierwszych scen jego filmu, to z pewnością za śmiałą próbę połączenia uchodźczej traumy i dramatu alienacji jednostek zmuszonych do akceptacji nowej wersji rzeczywistości, z horrorem sensu stricte. Jeden i drugi wątek występuje tutaj naprzemiennie, współpracując ze sobą na tyle dobrze by zastanawiać się, co tak naprawdę jest większą grozą – przemykające tuż poza granicą wzroku widziadła, czy bolesna rzeczywistość przyobleczona w tragiczne wspomnienia o na zawsze utraconym domu.

Choć z dalszej perspektywy tego typu rozważania mogą nieco zalatywać truizmem, reżyserowi udaje się uniknąć pułapki moralizowania dzięki przedstawieniu całej historii z personalnego punktu widzenia. Przede wszystkim, w jego filmie wchodzimy zatem do głów reprezentujących przeciwstawne postawy głównych uczestników dramatu. Z jednej strony mamy tyleż usilne, co udane wydawałoby się próby asymilacji Bola, kontrowane bezkompromisowymi przykładami nienawiści z jaką styka się przywiązana do tradycyjnych wartości Rial. Dwa różne punkty widzenia z których żaden nie okazuje się złotym środkiem, wkrótce zaczynają zżerać relację bohaterów od środka – zupełnie tak, jak niszczeją ściany ich nowego domu.

„Czyj to dom?” lubuje się w tego typu alegoriach, ale obok psychologicznej dramy w arsenale trzyma też rasowy horror. Sekwencje bezpośrednio zakorzenione w filmowej grozie zrealizowane są tu nad wyraz porządnie i czerpią całymi garściami z klasyki gatunku. Do nieuniknionych jumpscare’ów prowadzą nieco przeciągnięte sceny okraszone absolutną ciszą, a w miarę jak fabuła nabiera rozpędu, coraz większy nacisk położony zostaje na iście diaboliczne wizje. Co jest prawdą, a co ułudą, zdaje się zadawać pytanie zarówno nam jak i bohaterom filmu reżyser – a w momencie gdy wydaje nam się, że wiemy już wszystko, rozbija nasze przewidywania w drobny mak. To właśnie zupełnie niespodziewanym, choć zarazem diabelnie realnym fabularnym twistem „Czyj to dom?” w pierwszej kolejności stoi i sprawia, że otwieramy szeroko oczy.

Obok znakomicie poprowadzonego zwrotu akcji, nie sposób nie zwrócić uwagi na jakość realizacyjną całego przedsięwzięcia. Zabawa światłem i cieniem, podkreślająca napięcie i psychodeliczny nastrój ścieżka dźwiękowa, a wreszcie bezbłędne występy Wunmi Mosaku i Sope Dirisu składają się na film który nie tylko straszy i uczy, ale zgłasza też aspiracje na prawdziwie artystyczne doświadczenie.

Podsumowując zatem, „Czyj to dom?” to osiągnięcie niezwykłe, zwłaszcza jeśli brać poprawkę na to, że stanowiące równocześnie reżyserski debiut Weekesa. Trudno traktować jego film jako czystej wody horror lub dramat – a raczej jako udane połączenie obu tych gatunków. „Czyj to dom” skutecznie broni się na obu tych polach dostarczając może nie do końca przyjemnej, ale z całą pewnością potrafiącej wywołać moralnego kaca rozrywki.

Foto © Netflix

Czyj to dom?

Nasza ocena: - 75%

75%

Reżyseria: Remi Weekes. Obsada: Wunmi Mosaku, Sope Dirisu, Matt Smith. USA/Wielka Brytania, 2020 (Netflix).

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Spontaneous – krwawa miłość [recenzja]

W temacie komedii romantycznych filmowcy powiedzieli tak wiele, że mogłoby się wydawać, że już wystarczająco. …

Leave a Reply