Koniec lipca – w poszukiwaniu zatrzymanego czasu [recenzja]

Czasami rzeczywistość niespodziewanie wspiera nas w odczuciach po satysfakcjonującej lekturze. Czytamy komiks, zachwycamy się nim i w samotności powolutku układamy w głowie tekst recenzji. Po czym dwa dni później znajdujemy w Internecie informację, że ten właśnie tytuł zdobył nagrodę dla polskiego komiksu roku.

Kiedyś, w zamierzchłych czasach PRL-u, oglądając filmy i seriale młodzieżowe można było łatwo identyfikować się z ich bohaterami, którzy przeżywali przygody i rozterki przypominających nasze własne – jak w “Przygodach Majki Skowron”, ekranizacjach powieści Bahdaja, czy trochę poważniejszym na ich tle “Końcu wakacji” na podstawie  powieści Janusza Domagalika. Przewijająca się w nich rzeczywistość nawet dziesięć lat po premierze filmu nadal wyglądała tak samo jak za oknem, bo czas w PRL-u dziwnym trafem szedł jakimś innym torem, uziemiając wszystkich w tej samej wizji szarej codzienności na wiele lat. 

Te poczucie zatrzymanego czasu wraca podczas lektury “Końca lipca” Marii Rostockiej, za który autorka na dniach otrzymała nagrodę dla polskiego komiksu roku na tegorocznej, cyfrowej z powodu pandemii edycji MFKiG. Jego fabuła dzieje się współcześnie lub mówiąc bardziej ogólnie na pewno w dwudziestym pierwszym wieku, ponieważ bohaterowie używają tu telefonów komórkowych. A jednak wiejska sceneria tej opowieści i malarska technika autorki wydaje się przynależeć do minionego już świata z poprzedniego stulecia. Zaś sama historia dwunastoletniego Alka jest również bardzo odległa do dzisiejszych serialowych opowieści o młodzieży w rodzaju “Trzynastu powodów” “Skins” lub “Euforii”, które tworzą mroczny obraz współczesnej młodzieży narażonej – także za sprawą technologicznego rozwojowi – na nieustanny stres, psychiczne naciski, bolesne doznania. 

Pierwszy kadr komiksu Marii Rostockiej wrzuca nas z miejsca w inny świat. Przestrzeń, zieleń, jasno-szary błękit nieba z widoczną fakturą użytych środków malarskich i samotność chłopca przemierzającego na rowerze codzienne kilometry. Widok na poły smutny, na poły odurzający, bo i trochę mu zazdrościmy tych beztroskich przejażdżek, ale i trochę jesteśmy zaniepokojeni tą być może pozorną beztroską. Intuicja nas nie myli i ton komiksu szybko się zmienia, wrzucając  nas w  siatkę rodzinnego konfliktu, w którym Alek musi bezwolnie uczestniczyć. 

Jego inicjatorem  jest apatyczna i zgorzkniała babcia chłopca, spędzająca całe dnie przed telewizorem uciekając w ten sposób w ekranowy świat i zatruwając swym sposobem bycia ten rzeczywisty. Matka Alka to obraz niedojrzałej, młodej kobiety skrzywdzonej kiedyś przez los i szukającej w swym życiu równowagi. Ojca nie ma, choć potem okazuje się, że jest na horyzoncie. Jest jeszcze siostra babki, która wie o tej rodzinnej sytuacji najwięcej i z pozoru  w nią nie ingeruje, choć w rzeczywistości to właśnie ta kobieta utrzymuje całą rodzinę w chybotliwej równowadze. Cóż, jak widać nie trzeba używać drastycznych fabularnych chwytów znanych z przywołanej wcześniej Euforii, czy “Trzynastu powodów”, by nakreślić przed nami obraz zagrożonego dzieciństwa.

Są jeszcze wakacje. Na razie jeszcze lipiec, narastające napięcie, gęstniejąca atmosfera, serce nam bije coraz szybciej w oczekiwaniu na dramat, w oczekiwaniu na katastrofę, na finalny pokaz ludzkiej zdolności do autodestrukcji. I tutaj Maria Rostocka dotyka zupełnie innej strony naszej wrażliwości, tej ukrytej i z dawna nieużywanej, która od sztuki potrzebuje czegoś zupełnie innego, niż tylko ekstremalnych środków wyrazu prowadzących do eskalacji rodem z filmowych obrazów Smarzowskiego. Bo nie ma co ukrywać – na  taką podczas lektury “Końca lipca” się szykujemy.

Dostaniemy coś innego. Artystyczną alternatywę dla celebracji psychicznej przemocy i możliwość ucieczki od tego, co nas przytłacza. Wizję, jaką ostatnio rzadko się widuje i w komiksach, i w filmach, które częściej mają szokować i wstrząsać. A “Koniec lipca” jedynie porusza w nas wrażliwą strunę, jakby trąconą przez czułego narratora od Olgi Tokarczuk. I to wystarcza. Alternatywą okazuje się potrzeba bliskości, potrzeba rozmowy i książka czytana w lesie, a nie facebookowy feed zapalczywie przeglądany na smartfonie. Czas zatrzymany w chwilach, których wcale nie musimy tracić, bo zawsze można je powtórzyć, a nawet spotęgować, zwłaszcza że są na to sposoby. Jakie? Wystarczy doczekać do końca lipca i z nadzieją wejść w kolejny miesiąc. Albo inaczej – zatrzymać czas, jak na ostatniej planszy tej historii, która zostawia nas z jednym z najpiękniejszych obrazów i dialogów, jakie można znaleźć w polskim komiksie.

Koniec lipca

Nasza ocena: - 90%

90%

Scenariusz i rysunki: Maria Rostocka

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Dziki Zachód. Calamity Jane, tom 1 – Go West, young woman! [recenzja]

Trzeci komiks w ofercie wydawnictwa Lost in Time zaskakuje wyborem innego gatunku, niż będący wizytówką …

Leave a Reply