Gorący temat

DC Comics: Pokolenia – zabawy z czasem i komiksowym dziedzictwem [recenzja]

Twórcy komiksowych superbohaterskich historii coraz częściej zdają sobie sprawę, jak niezwykłe i pełne możliwości są tworzone przez dziesięciolecia superbohaterskie uniwersa, zarówno te DC jak i Marvela. Takie, w których jest miejsce na dekonstrukcję w stylu Alana Moore’a, ale także na klasyczną w duchu zabawę przy jednoczesnym oddaniu hołdu komiksowemu dziedzictwu.

W albumie “Batman Detective Comics #1927” na koniec dostaliśmy krótką historię “Pokolenia. Pęknięcia” z zawirowaniami czasowymi podczas halloweenowej rozróby z udziałem Człowieka Nietoperza. Nagle na scenie pojawił się Batman prosto z okolic jego debiutu w 1939 roku tylko po to, by kilka chwil później razem z Kamandim, wymyślonym przez Jacka Kirby’ego ostatnim chłopcem na Ziemi wyruszyć w podroż w czasie na jakąś enigmatyczną misję. Trochę musieliśmy poczekać na ciąg dalszy tej historii, ale oto już jest – album “DC COmics: Pokolenia” z przyjemną w lekturze fabułą, w której ośmioro superbohaterów, wśród których są ci bardziej znani i ci trochę mniej, będzie musiało opanować kolejny kryzys, który zachwiał dosłownie całym Uniwersum DC we wszystkich jego rejonach, nie tylko w teraźniejszości, ale też w przeszłości i przyszłości. 

Zanim zaczniemy zżymać się na ów niemiłosiernie wałkowany motyw, czyli uniwersum w kryzysie, popatrzmy na listę twórców stojących za tymże albumem. Scenarzystów jest co prawda trzech, z Danem Jurgensem na czele, ale już zestaw rysowników jest imponujący – znajdziemy tam Kevina Nowlana, Klausa Jansona, Johna Romitę Jr, czy Colleen Doran, razem ponad dwadzieścia nazwisk. Na okładce widzimy zestaw superbohaterów, których pewnie nie  rozpoznamy wszystkich na pierwszy rzut oka, bo Steel czy Starfire, czy wspomniany wyżej Kamandi to nie są postacie z pierwszego szeregu. Słowem mieszanka,  którą z wielką radością stworzyło wielu twórców na czele z komiksowymi mistrzami, dając czytelnikom rozrywkową historię będącą w dużej mierze rodzajem nostalgicznej podróży po różnych fragmentach uniwersum DC. I to jest tak naprawdę najistotniejszy punkt tego komiksu, bo sama fabuła jest prościutka, niczym kiedyś, w czasach historii ze Złotej i Srebrnej Ery Komiksu.

Oto tajemnicze zjawisko, określane po prostu jako nicość pochłania całe uniwersum. Całe w sensie wszystkich linii czasowych, alternatywnych światów, wydarzeń z przeszłości i przyszłości. Nie zostanie z niego nic lub prawie nic. Jak można dowiedzieć się z okładkowego opisu, za wszystkim stoi złoczyńca o pseudonimie Dominus, który jak się okazuje ma konkretny cel. Jaki? To już lepiej sprawdzić samemu, bo sceny z Dominusem w momentach kiedy robi sobe przerwę od bycia złoczyńcą są najbardziej klimatyczne w całym komiksie i zarazem świetnie pomyślane graficznie. 

W tych fragmentach motywy kierujące tą postacią wydają nam się całkiem rozsądne, stojące w opozycji do całego fabularnego zgiełku, który tworzą starający się uporać się z zagrożeniem superbohaterowie. Oprócz znanego z “Batman. Detective Comics #1027” prologu, opowieść dzieli się na dwa etapy. W pierwszym Kamandi musi zebrać drużynę, w drugim rozdzielona na skutek działań Dominusa ekipa musi ponownie zewrzeć szyki, by móc ostatecznie stawić czoła złoczyńcy. I to w zasadzie wszystko, choć urok tego albumu kryje się głównie w niuansach, w możliwości towarzyszenia poszczególnym bohaterom przy kolejnych wyzwaniach w jakimś mniej lub bardziej znanym obszarze uniwersum. 

Dla jednych czytelników ów album, który w zasadzie nic nie wnosi do aktualnej, głównej linii wydawniczej będzie kolejnym dziwacznym projektem, służącym do wyciągnięcia pieniędzy od fanów. Dla innych powrotem do klasycznej formuły, kiedy wszystko było prostsze i mniej mroczne. Te nostalgiczne ciągoty po serii dekonstruujących historii pochłonęły i trzymają do dzisiaj Alana Moore’a i wydaje się, że inni twórcy również zaczynają coraz częściej patrzeć w przeszłość z narastającą świadomością, że mają do czynienia z olbrzymim potencjałem kreowanym przez lata. I dlatego ostatnio z dużo większą przyjemnością niż dajmy na to całą sagę “Batman. Metal” czyta się właśnie uderzające w retro ton komiksy w rodzaju “Ligi Sprawiedliwości. Wiecznej zimy”, czy “Dc Comics: Pokolenia”. 

 

DC Comics: Pokolenia

Nasza ocena: - 65%

65%

Scenariusz: Dan Jurgens i inni. Rysunki: Ivan Reis i inni. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Raz i na zawsze, tom 2: Staroangielski – dokąd opowieść ta zmierza? [recenzja]

Kieron Gillen hojną ręką korzysta z zasobów mitów i tradycji kultury, w drugim tomie swojej …

Leave a Reply