James Tynion IV już w serii “Coś zabija dzieciaki” udowodnił, że nie jest jedynie tym gościem, który pisze takie sobie Batmany. “Departament Prawdy” potwierdza tezę, że to utalentowany scenarzysta, który potrafi stworzyć nietuzinkową, wciągającą i jakże aktualną fabułę.
Na długo przed polską premierą pierwsze opinie i intrygujące grafiki dotyczące “Departamentu prawdy” krążyły po mediach społecznościowych wzbudzając duże zainteresowanie komiksowych fanów. Szczególne wrażenie na dostępnych w materiałach promocyjnych grafikach robiła postać kobiety w czerwieni z czerwonymi iksami w miejscu oczu, która jak się okazuje jest jednym z najbardziej niepokojących elementów fabuły stworzonej przez Jamesa Tyniona IV. Kobieta w czerwieni mocno wyróżnia się na paranoicznych planszach stworzonych przez Martina Simmondsa, który zapatrzył się z dobrym skutkiem w prace takich tuzów jak Bill Sienkiewicz, Dave McKean czy Ben Templesmith, dając nam postrzępiony obraz świata przedstawionego, obraz z którego trudno się otrząsnąć.
“Departament prawdy” w warstwie fabularnej wpisuje się w bogatą popkulturową tradycję opowieści o teoriach spiskowych, w sferze komiksu mając tak świetne wzory, jak “100 naboi”czy wciąż niezakończone “Black Monday Murders”. Ma również dużo wspólnego z kultowym serialem “Z Archiwum X”, chociażby poprzez mieszaną parę bohaterów zmagających się z kolejnymi wyzwaniami, z tymże tu role są odwrócone. Nowym nabytkiem tytułowego Departamentu Prawdy jest Cole Turner, natomiast kobieta o imieniu Ruby jest zaprawioną w bojach weteranką. I tu właśnie dochodzimy do sedna. O co bowiem toczą się boje w “Departamencie Prawdy”?
Pierwszy, fascynujący zeszyt komiksu prowadzi Cole’a i samych czytelników poza próg rzeczywistości, dostarczając rodzaju prawdy objawionej. Oto okazuje się, że teorie spiskowe potrafią się zmaterializować, jeśli zacznie w nie wierzyć odpowiednia ilość osób. A Departament Prawdy to organizacja, która stara się temu zjawisku zapobiec i zdusić w zarodku. Inaczej, cóż – Ziemia naprawdę mogłaby stać się płaska, a władzę nad ludźmi mogliby sprawować Reptilianie. Taki koncept rodzi świetne pole do scenopisarskiego popisu i Tynion IV w znakomitym stylu to wykorzystuje.
Po lekturze pierwszego tomu widać, że ta historia ciekawie balansuje między rozrywką pełną gębą, a socjologiczną diagnozą i wyraźnie czuć, że twórcy wahają się w którą bardziej iść stronę. Choć koncept wydaje się oryginalny, to czerpie inspiracje choćby z pomysłu Neila Gaimana z “Amerykańskich Bogów” w których następowała zmiana warty w boskim panteonie, bo ludzie zaczęli wyznawać inne, nowoczesne idee i w ten sposób powołali nowych bogów do życia.
W “Departamencie Prawdy” również mamy do czynienia ze sprawczą siłą ludzkich przekonań wziętych ze skłonności do fantazjowania i podejrzeń wobec natury otaczającego świata, podejrzeń, które tu mogą stać się rzeczywistością. Co ciekawe, ta skłonność wzrasta w miarę cywilizacyjnego postępu i większego dostępu do informacji, w zalewie których często ginie prawda, a króluje dezinformacja. Jak w przytoczonym w tytule recenzji cytacie – co roku takich wyznawców jest coraz więcej, bo przecież i populistyczni światowi przywódcy sami rozprzestrzeniają dla nich fake newsy. Zjawisko nie do powstrzymania? Cóż, właśnie dlatego istnieje Departament Prawdy. Czy rzeczywiście ma tym zjawiskom przeciwdziałać, również jest poddane w fabule w wątpliwość, przez co rzeczywistość robi się coraz bardziej niestabilna, co odzwierciedla tytuł pierwszego tomu komiksu i jego niepokojąca oprawa graficzna. Świetna rzecz, na której ciąg dalszy będziemy czekać z wielką niecierpliwością.
Departament Prawdy, tom 1: Koniec świata
Nasza ocena: - 80%
80%
Scenariusz: James Tynion IV. Rysunki: Martin Simmonds. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Non Stop Comics 2022