Gorący temat

Departament prawdy, tom 4: Ministerstwo kłamstwa – prawda czy fikcja? [recenzja]

W czwartym tomie serii Jamesa Tyniona IV wracamy do głównej fabuły i perypetii Cole’a w tytułowej organizacji. Ze strony na stronę, intryga wciąga coraz bardziej. 

“Departament Prawdy” jak dotąd wygląda na najambitniejsze dzieło Jamesa Tyniona IV. Niejednokrotnie przywołuje reminiscencje i skłania do jakościowych porównań z tymi najbardziej pamiętnymi i utytułowanymi komiksami spod szyldu DC Vertigo. To niezwykle stymulująca historia, która skłania czytelnika do solidnych przemyśleń i analizowania wydarzeń zarówno z pierwszych stron gazet jak i tych, których sami doświadczamy – takich, które wydają nam się podejrzane, bądź nie na miejscu. W dzisiejszej dobie globalnej wioski cały świat to konglomerat chaosu, w którym łatwo się zgubić i takie samo uczucie zagubienia w meandrach spiskowej fabuły rodzi się podczas lektury “Departamentu prawdy”, Cóż, przynajmniej  twórcy tego komiksu, mają nad fabułą kontrolę i doskonale wiedzą, w których momentach trzeba podać pomocną dłoń czytelnikowi i przeprowadzić go poprzez zawiłości intrygi.

Kontrola to ważna kwestia w historii z czwartego tomu – o nią walczyły w XX wieku dwie światowe potęgi, USA i ZSRR. Stąd też w tytule nazwa tożsamej do Departamentu Prawdy organizacji, czyli rosyjskiego Ministerstwa Kłamstw. Ich wyścig teoretycznie wygrywa Ameryka, która narzuca światu swoja narrację, ale Rosjanie łatwo nie odpuszczają – aż dreszcz przechodzi, kiedy odnajdujemy w niniejszej fabule konotacje z tym, w jaki sposób strona rosyjska poczyna sobie i jak uzasadnia inwazję za naszą wschodnia granicą, w Ukrainie. Te dwie rzeczywistości, nasza i komiksowa, momentami metaforycznie się na siebie nakładają. Poznajemy też kolejne szczegóły na temat enigmatycznej Kobiety w Czerwieni i są one w fabule na tyle fascynujące, że z utęsknieniem i niecierpliwością. będziemy czekać na dalszy ciąg komiksu. 

W tej całej mocarstwowej rozgrywce, na tle historycznych flashbacków rozgrywa się dalej historia Cole’a. Bohater powinien już utonąć w niejasnościach rzeczywistości, ale mimo wszystko zachowuje trzeźwy umysł. Niestety druga strona amerykańskiego konfliktu (wciąż do końca nie wiemy, czy to ta dobra, czy ta zła?), zagina parol na męża Cole’a, Matta, wyjawiając mu jakiego brutalnego czynu dokonał Cole. Odtąd relacja tej dwójki komplikuje się, choć obaj bohaterowie nie mówią o tym do siebie wprost. To również ciekawe odniesienie do naszej, nawet niech będzie , ze polskiej rzeczywistości, gdzie nawet na łonie rodziny doświadczamy ścierania się wpływów dwóch, ideologicznie-politycznych agend. 

Co się zatem wydarzy w fabule komiksu, kiedy ta dziejąca się na jawie historia (czy też historyczna fikcja) wkroczy z butami w prywatne życie? Cóż, rezultat zobaczymy dopiero w kolejnym tomie, choć zapowiedź tego, co może nastąpić wygląda w finale czwartego tomu naprawdę ekscytująco. Tak samo, jak ekscytująca jest strona graficzna w wykonaniu Martina Simmondsa. Rzeczywistość świata przedstawionego chyba nie mogła być gęściejsza –  wygląda to tak, jakby bohaterom niezwykle trudno było się przez nią przebić. Ale takie właśnie  musi być wrażenie, kiedy nie wiemy do końca, czy to co dzieje się n naszych oczach, bądź za naszymi plecami to prawda, czy fikcja.

Departament prawdy, tom 4: Ministerstwo kłamstwa

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz: James Tynion IV. Rysunki: Marti Simmonds. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Non Stop Comics 2024

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Mity Cthulhu wg Lovecrafta – kolejna mistrzowska interpretacja komiksowa klasyki grozy [recenzja]

Choć przyznaję, bywa ostatnio tak, że psioczę na wszechobecność Lovecrafta na polskim rynku – bo …

Leave a Reply