Gorący temat

Doberman – prawda mroczniejsza od fikcji [recenzja]

We Wstępie do „Kronik zbrodni”, które Robert Ziębiński napisał wspólnie z Moniką Całkiewicz autor pisze, w kontekście fascynacji literaturą true crime: „Eskalacja okrucieństwa to efekt ciekawości. A każde pokolenie jest ciekawe tego samego: jak człowiek radzi sobie w sytuacji ekstremalnej? Do czego jest zdolny? Gdzie przebiega granica człowieczeństwa? (…) Kiedy przestajemy być ludźmi?”. Te słowa doskonale wpasowują się w pytanie, które nasuwa się w przypadku najnowszej powieści Jacka Piekiełko – „Doberman”.

„Doberman” to pozycja właśnie z gatunku true crime, która podejmuje się opowiedzenia najmroczniejszej historii w dziejach współczesnej Rosji. I jej głównego bohatera, nieprzypadkowo określanego takimi mianami jak Potwór z Nowokuźniecka czy Syberyjski Rozpruwacz.

Książka Jacka Piekiełko idealnie wpisuje się w charakterystykę gatunku, do jakiego się zalicza, mieszając fikcję z prawdziwymi zdarzeniami. Jak zaznacza na wstępie sam autor, nie jest to reportaż, który z aptekarską dokładnością odzwierciedlałby prawdziwe zdarzenia. Oś fabuły oparta jest na rzeczywistych losach Aleksandra Spiesiwcewa, jednak zostały one uzupełnione literacką fikcją. I jako takim, bliżej im z pewnością do miana powieści, niż właśnie dokumentu. Nadal jednak pozostaje opowieścią szokującą, przerażającą w samej swojej wymowie, ale jednocześnie zaskakująco wyważoną. Nie jest to pozycja dla tych, którzy poszukują makabrycznej wiwisekcji. Autor stara się jak najuczciwiej oddać okrucieństwo i bezwzględność sprawcy, jednocześnie nie lubując się w prezentowaniu jak najdokładniej szczegółów samych zbrodni, samych aktów bestialstwa. Owszem, one są obecne, to było nieuniknione. Są w książce sceny, które zaszokują, które sprawią, że będziecie „Dobermana” odchorowywać jeszcze długo po lekturze. Jednak daleko tej książce do epatowania okrucieństwem, co charakterystyczne jest dla niektórych fikcyjnych kryminałów, czy choćby horroru gore.

To w dużej mierze thriller psychologiczny, starający się zajrzeć pod podszewkę tamtych zdarzeń, w skrupulatnej próbie odtworzenia życiorysu Spiesiwcewa, od wczesnego dzieciństwa, aż do jego ujęcia przez rosyjską policję. Piekiełko nie próbuje usprawiedliwiać zbrodniarza. Nie stara się go wybielić, czy rozgrzeszyć. Jednak próbuje – a to w tej historii bardzo ważne – pokazać szerszy kontekst sprawy. Potwór z Nowokuźniecka był w dużej mierze szaleńcem, ale też, jednocześnie ofiarą systemu, jaki nie potrafił go właściwie zdiagnozować (mając szansę) ani też utrzymać pod kontrolą – co zapobiegłoby większości makabrycznych zdarzeń. Dodatkowo silnie zaakcentowano tutaj rolę matki w całej historii, której wpływu na działania Aleksandra nie sposób przecenić.

Piekiełko układa z pojedynczych scen, fragmentów wspomnień samego Aleksandra, zapisków jego pamiętnika obraz ponurej regresji człowieczeństwa w środowisku skrajnie nieprzyjaznym, które zamiast dbać o dobro jednostki boleśnie go doświadcza, uwypuklając jego najgorsze cechy, rozbudzając najmroczniejsze instynkty. Jednocześnie nie umiejąc dostrzec drastycznej przemiany, jakiej jest – poniekąd – mimowolnym sprawcą, czy motywatorem.

Piekiełko radzi sobie bardzo dobrze w budowaniu przytłaczającej atmosfery, jaka siłą rzeczy towarzyszy sprawie Spiesiwcewa, jednocześnie nie popadając w przesadę. Udaje mu się zachować równowagę pomiędzy fabularnymi ubarwieniami, oddziałującymi na emocje i odczucia czytelnika, a quasi – reporterską relacją, opierającą się na dostępnych publicznie faktach dotyczących tej historii. Konstrukcyjnie „Doberman” przypomina np. bardzo dobrą, choć drastyczną w wymowie książkę „”Zabawka” Roberta Ziębińskiego, w której autor także sięga po rzeczywiste kryminalne historie, by snuć opowieść o granicy człowieczeństwa, o okrucieństwie, jakie może obudzić się w ludzkiej duszy i konsekwencjach, jakie to ze sobą niesie. W warstwie warsztatowej trudno coś powieści zarzucić. W kontekście fabuły, zastanawiające jest, na ile opowieść jest prawdziwa, które jej elementy są oparte na faktach, a co jest literackim uzupełnieniem, konfabulacją autora. Nie zmienia to faktu, że „Doberman” mrozi krew w żyłach, choćby przez to, że trzon historii jest autentyczny, że Potwór z Nowokuźniecka istniał naprawdę, choć w wielu momentach lektury trudno jest w to uwierzyć. Poprzez ogrom jego okrucieństwa, ale też ze względu na zachowanie wielu powiązanych z nim jednostek, choćby jego matki.

To opowieść, która na długo zostanie w waszej pamięci. Czy będziecie tego chcieli, czy nie. Wieźcie to pod uwagę, zanim sięgniecie po tę lekturę.

„Doberman” nie jest książką łatwą. To nie pozycja, którą czytamy dla rozrywki, jako odskocznię od trudów codzienności. To szokująca lektura, która brutalnie wyrywa nas ze strefy komfortu, pozbawia tak ważnego dla nas poczucia bezpieczeństwa. Przypomina, że potwory są wśród nas, często tam, gdzie zupełnie się tego nie spodziewamy. Piekiełko pokazał w tej książce, że potrafi snuć mroczne historie z wyczuciem i odpowiednią dozą dystansu. I że nie potrzebuje teatralnego epatowania okrucieństwem, by zmrozić krew w żyłach czytelnika.

Doberman

Nasza ocena: - 80%

80%

Jacek Piekiełko. Wydawnictwo Skarpa Warszawska 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Algorytm życia – cyberpunk najwyższej próby [recenzja]

„Algorytm życia” – debiutancka książka Marty Sobieckiej – to tytuł, do którego podchodziłem z równie …

Leave a Reply