Gorący temat

Małomiasteczkowy – każda prawda kiedyś wyjdzie na jaw [recenzja]

„Małomiasteczkowy” Tomasza Duszyńskiego to jego (chwilowy) odwrót od kryminału retro w kierunku współczesności. I w swojej podgatunkowej kategorii prowincjonalnej historii kryminalnej wypada bardzo tendencyjnie. Co nie znaczy, że źle. Po prostu wpasowuje się w typowe dla schematu fabularnego założenia, opowiadając kolejną historię o odkrywaniu prawdy nt. zbrodni sprzed lat.

We Wrocławiu znika młoda dziewczyna. A na Dolny Śląsk, po dwudziestu latach powraca policjant, Konrad Cichecki. Niespodziewanie wychodzą na jaw nowe fakty w sprawie, którą przed laty żył cały Wiązów, ale związanej także z zaginięciem biegaczki. Co łączy te dwie sprawy? Czy coś łączy w ogóle? I czy ma znaczenie, że Konrad był klasowym kolegą niegdysiejszej zaginionej, a jego ojciec – prowadzącym sprawę ówczesnego zaginięcia? Jakie tajemnice kryje Wiązów? I czy powrót Cicheckiego po latach jest tylko przypadkiem?

Mam wrażenie, że nierozwiązane sprawy sprzed lat to temat bardzo lubiany przez polskich twórców kryminału. I nie ma się co dziwić. Tajemnica sprzed dekad, do dziś nierozwiązana sprawa, która w zaskakujący, często z początku niezauważalny sposób łącząca się z teraźniejszością to doskonały przyczółek do budowania atmosfery napięcia, co z kolei jest elementem koniecznym dla podtrzymania zainteresowania czytelnika. Duszyński rozumie dobrze zasady rządzące gatunkiem i sprawnie je wykorzystuje, jednocześnie eksploatując możliwości ofiarowane mu przez obrane miejsce akcji – małomiasteczkową społeczność z wszelkimi jej przywarami i tendencjami.

Kto wychowywał się w małej mieścinie, ten dostrzeże wprawę oddania prowincjonalnych realiów w powieści Duszyńskiego. Zresztą, nie jest ona – jak wspomniałem – w polskim kryminale niczym do końca nowym. W podobnym tonie opisywali rodzime realia czy to Wojciech Chmielarz („Farma lalek”), czy choćby w nie kryminalnej, ale sensacyjnej odsłonie Robert Ziębiński („Diabeł”). Tutaj także powraca temat lokalnej kliki, która stara się kryć sekrety sprzed dekad, próbuje nie dopuścić do obnażenia grzechów z przeszłości, które mogłyby zaburzyć ustalone i pielęgnowane latami status quo. Jaki kto ma udział w sprawie sprzed dwóch dziesięcioleci i obecnej, to już inna sprawa. Ale zwykle przeszłość w takich historiach jest złożona, a nawet niewielkie sekrety i niegdysiejsze niedopowiedzenia, przemilczenia, czy zatajenia sprawy z czasem zaczynają się spiętrzać, urastać i pochłaniać coraz więcej wysiłku, by je ukryć przed oczami postronnych.

Jest w „Małomiasteczkowym” zbrodnia sprzed lat. Jest współczesne porwanie. Jaki mają związek? Czy mają jakikolwiek? Co kryje miasteczko, co kryją jego mieszkańcy? Duszyński bardzo sprawnie buduje piętrową tajemnicę, a im dalej się w powieść zagłębiamy, tym zdajemy się mniej wiedzieć, mniej rozumieć. Tym więcej mamy wątpliwości. Aż do satysfakcjonującego finału.

Ale jest w „Małomiasteczkowym” coś więcej. Coś, co np. zachwycało u Chmielarza w „Żmijowisku”, czy pojawiało się w niektórych opowiadaniach Orbitowskiego. To umiejętne pokazanie przemijania i nieudolnych prób powrotu do tego, co kiedyś łączyło grupę dzieciaków z jednej klasy. I co napiętnowało ich na zawsze, pozostawiając skazę na relacjach, na sumieniu, na pamięci. To bardzo ważny element powieści, to pokazanie, jak zwykłe życie, codzienność potrafią osłabiać wzajemne, zdawałoby się, silne więzi przyjaźni. I jak trudno – mimo prób – powrócić po latach do tego, co kiedyś było. To bardzo ważna – mam wrażenie – część tej opowieści, która stara się nieco wykraczać poza materię typowego kryminału. I z pewnością podwyższa jego jakość.

Duszyński ma talent do snucia historii. I choć dotychczas najbardziej przypadł mi do gustu w wydaniu retro, to jednak i w wersji współczesnej radzi sobie na tyle dobrze, bym z pewnością sięgnął w przyszłości po kolejne jego tytuły niedziejące się w minionych epokach. Ale to świadczy o klasie autora – ta umiejętność w różnorodności, to sięganie po różne konwencje, wychodzenie niejako ze strefy komfortu. I to zdecydowanie obronną ręką. Już niegdysiejszymi „Toksycznymi” pokazał Duszyński, że radzi sobie we współczesnych realiach co najmniej dobrze.

„Małomiasteczkowym” tylko to potwierdza. Jeśli lubicie tajemnice z przeszłości, które rzutują na życie współczesnych, a śledztwo jest mozolnym odkrywaniem tego, co na wpół zapomniane i pokryte kurzem, to „Małomiasteczkowy” jest dla Was. Duszyński w ślad za Chmielarzem, czy Żarskim pokazuje, że przeszłość nigdy nie daje o sobie zapomnieć, a każda zbrodnia sprzed lat musi znaleźć w końcu swoje rozwiązanie.
Ale czy kryminał mógłby oczekiwać lepszej puenty?

Nasza ocena: - 80%

80%

Tomasz Duszyński. Wydawnictwo Skarpa Warszawska 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Po zbutwiałych schodach – realizm magiczny w najlepszym wydaniu [recenzja]

„Po zbutwiałych schodach” to najnowsza powieść wywodzącej się z estetyki grozy, utalentowanej autorki Anny Musiałowicz, …

Leave a Reply