Gorący temat

To jeszcze nie koniec – burzliwe śledztwo oraz niemowlak z odciętą głową [recenzja]

Michal Sýkora powraca pod polskie strzechy z nową powieścią „To jeszcze nie koniec”. Bystra pani podinspektor, sekrety z przeszłości, burzliwe śledztwo oraz niemowlak z odciętą głową – takie rzeczy tylko w kolejnym tomie z serii Czeskie Krymi.

Latem 1987 r. czternastoletnia Magda, jej dwa lata młodsza kuzynka Zuza oraz Hana, przyjaciółka tej drugiej, spędzają wakacje w starej willi u dziadków dziewczynek. Czas płynie leniwie, a nastolatki umilają sobie czas czytaniem starych opowieści z dreszczykiem. Szczególnie lubią tę o morderczym dzidziusiu, bo tak się składa, że jeden pokój zajmuje wujek z ciocią i półrocznym Lukaškiem. Maluch ząbkuje więc wiecznie płacze, przemęczona ciocia odchodzi od zmysłów, a wujek warczy na chichoczące dziewczynki, które dokazują pod przewodnictwem Magdy. Codzienną rzeczywistość, wakacyjnie wspaniałą, choć daleką od sielanki, przerywa rodzinna tragedia. Otóż ktoś morduje najmłodszego z Třebovickich w wyjątkowo drastyczny sposób – odcinając malcowi głowę pilarką. Główną podejrzaną natychmiast staje się matka ofiary, choć jedna z dziewczynek twierdzi, że na chwilę przed morderstwem widziała podejrzaną postać. Dwadzieścia pięć lat później podinspektor Marie Výrová wraca do starej sprawy na polecenie swojego szefa i szybko odkrywa, że w dawnym śledztwie popełniono mnóstwo błędów i nadużyć. Kto tak naprawdę zabił Lukaša? Czy mógł to zrobić ktoś z rodziny? Jakie sekrety ukrywali Třeboviccy i jak potoczyły ich losy po tragedii? Przekonajcie się sami!

Początek powieści wbija w fotel i całkowicie pochłania uwagę czytelnika. Sýkora po mistrzowsku buduje atmosferę leniwych, upalnych dni i zanim dopuści do głosu Wielką Sowę, pokazuje wszystkie wydarzenia z perspektywy nastoletnich dziewcząt. Ich śmiechy, wygłupy, czytane po nocach straszne historie, podsłuchiwane rozmowy dorosłych, dziecięce jeszcze relacje, odbijające w sobie sprawy dorosłych domowników. To wszystko tworzy klimat, w którym łatwo się zatopić, usiąść w kuchni, pozwolić rozpieszczać się babci. Ostatnie podrygi niewinności. Bo choć nikt nie starszy tak oficjalnie, to w powietrzu czuć już grozę. Wiadomo, że każdy kolejny dzień zmierza do tragicznego momentu, który zmieni wszystko i nie należy się spodziewać, żeby to miała być zmiana na lepsze. A to dopiero początek tej wstrząsającej historii, która, gwarantuję, sprawdziłam na sobie, nie pozwoli wam spokojnie zasnąć.
Tym razem podinspektor Marie Výrová występuje w wersji solo. Oczywiście jest gdzieś obok nowy szef Wielkiej Sowy, a także jego poprzednik, którego policjantka może chyba nazywać przyjacielem, ale cały ciężar nieoficjalnego śledztwa spoczywa na barkach Výrovej. Te ograniczenia w obsadzie działają zdecydowanie na plus, bo każda dodatkowa postać wprowadzałaby niepotrzebny zamęt w ciasnych powiązaniach rodzinno-sąsiedzkich oraz swoją obecnością rozmywałaby klaustrofobiczną atmosferę małej, zamkniętej społeczności. Wielka Sowa może liczyć tylko na swoje doświadczenie oraz umiejętność obserwacji, wyciągania wniosków i logicznego myślenia. Sýkora, to solidna firma, dlatego nie mami i nie oszukuje czytelnika, a jedynie podrzuca kolejne tropy, które wystarczy odpowiednio połączyć, żeby odgadnąć kto stoi za śmiercią Lukaška. Pisarz nie odwraca uwagi od śledztwa opowieściami z tła, czyli wszelkie wątki obyczajowe skupiają się na Třebovickich, a nie na Výrovej, a także powoli odsłania karty i rzuca światło oskarżenia na kolejnych członków rodziny, pokazując smutną prawdę o tym, że do morderstwa mogło przyczynić się przynajmniej kilka osób.

W swojej nowej powieści Michal Sýkora stawia na wariant, który w kryminałach lubię najbardziej. Niewielka grupka ludzi, ograniczona tutaj do członików jednej rodziny i kilku dodatkowych osób, które nie wychodzą poza podwórko i najbliższe sąsiedztwo Třebovickich oraz pytanie, kto spośród postaci na planszy odpowiada za zbrodnię niemieszczącą się w głowie. Przypadków nie będzie, a winnym nie okaże się ktoś zupełnie oderwany od fabuły. Dzięki temu „To jeszcze nie koniec” to lektura na raz, maks na dwa razy, bo zwyczajnie nie można się od niej oderwać, dopóki czytelnik nie dowie się co tak naprawdę wydarzyło się latem 1987 r.

To zapewne kwestia tematu, ale jak dla mnie sprawa morderstwa półrocznego chłopczyka angażuje emocje czytelnika o wiele bardziej, niż zabójstwo Ondreja Chalupy (wybacz, Ondra) z „Człowieka pana ministra”. Kapitalne tło obyczajowe, czyli rodzinne żale, słabości, sekrety i zadry, które narosły przez ponad 20 lat również tworzą o wiele ciekawszą historię, bo dotyczą kwestii, które czytelnik może odnosić do osobistego doświadczenia. Dlatego „To jeszcze nie koniec” to nie tylko szalenie wciągający kryminał, ale też mroczna i po ludzku bolesna opowieść o upadku wpływowej rodziny, którą stać było na wielkość, ale zniszczyło ją jedno felerne popołudnie i konsekwencje tragicznych wydarzeń. Czytajcie, bo to jedna z najlepszych, o ile nie najlepsza powieść z serii Czeskie Krymi.

To jeszcze nie koniec

Nasza ocena: - 80%

80%

Michal Sýkora. tłum. Krzysztof Wołosiuk, Afera 2022

User Rating: Be the first one !

Marta Kowal

Rocznik 87. Mama Ignacego, czytelniczka z bibliofilskimi skłonnościami, hobbicka dusza, zakochana w poezji, muzyce, psach i ptakach. Nie znosi gadać o sobie, dlatego pisze o książkach na dwóch blogach: Zaczytana mama i Exlibris Marty.

Zobacz także

Otchłań – wszechświat obok nas [recenzja]

Choć zajmują ponad 70% powierzchni naszej planety, morza i oceany pozostają dla nas miejscami bardziej …

Leave a Reply