Gorący temat

Dziedzictwo Usherów – swoisty hołd dla mistrza klasycznej grozy [recenzja]

„Dziedzictwo Usherów” – kolejna powieść Roberta McCammona serwowana polskim czytelnikom przez Wydawnictwo Vesper – okazuje się dokładnie tym, co obiecywano: nakreśloną z rozmachem współczesną opowieścią grozy, składającą swoisty hołd twórczości Edgara Allana Poe i jego bodaj najsłynniejszemu dziełu – „Zagładzie domu Usherów”.

Powieściowa rodzina Usherów to ród owiany tajemnicami, o którym mało kto wie cokolwiek konkretnego – nawet współcześni potomkowie. A rodzinne tajemnice stają się niejako obsesją niespełnionego pisarza horrorów – Rixa Ushera, który wraca do rodzinnej posiadłości na usilną prośbę matki, by spotkać się z umierającym ojcem. Kiedy odkrywa stare rodzinne archiwa zgromadzone przez leżącego już na łożu śmierci Ushera seniora, postanawia zgłębić je, by znaleźć podwaliny dla rodzinnej sagi historycznej, jaką zamierza napisać. Rzecz jasna, wbrew pozostałym członkom rodziny.
W tle rozgrywa się jeszcze walka o gigantyczny spadek, wychodzą na wierzch mniejsze i większe sekrety, bolączki i niewygojone rany poszczególnych członków rodu Usherów, ale też tajemnice okolicznych lasów, w których ponoć nadnaturalny Dyniowaty, wraz ze swą gigantyczną czarną panterą o wdzięcznym mianie Żarłoczny Bebech – grasuje i porywa od dziesiątków lat małe dzieci.
Prawdę o nim i o tajemnicach usherowskiej Twierdzy znać może zagadkowy pustelnik, zwany Królem Góry, mieszkający w tajemniczych ruinach na górze Briartop, ale odkryć próbuje je również zawzięta reporterka Raven Dunstan, córka właściciela lokalnej gazety, który ma swój osobisty, zadawniony konflikt z Usherami.
Już sam tytuł wskazuje na konotacje i z ww nowelą grozy i jej autorem, Edgarem Allanem Poe, ale McCammon nie byłby sobą, gdyby nie wywrócił na nice wszystkiego, co znane i nie próbował – z niemałym powodzeniem zresztą – zbudować z tego czegoś nowego. I w tym ujęciu jawi się „Dziedzictwo Usherów” symbolicznie, niemalże jak posiadłość tytułowego rodu. Niczym słynna, owiana mroczną legendą Twierdza z powieści, sama książka jest zlepkiem wielu wątków, pomysłów i kulturowych klisz, z których autor lepi twór nowy, zaskakujący rozmachem, ale miejscami wręcz przeładowany mnogością elementów. I gdyby nie ta mistrzowska, rzemieślnicza sprawność, jaka cechuje McCammona, ta powieść rozsypałaby się, niczym nazbyt skomplikowany, niestabilny domek z kart.
Bo wątków jest tu ogrom, i wiele z początku zdaje się dorzuconych na siłę, wręcz niepotrzebnych, a jedynie wprowadzających chaos w i tak złożonej fabule, bogato odnoszącej się – w sztafażu tła i w samym prologu – do słynnej noweli Poego, jednak wędrującej ostatecznie w zupełnie inne rejony. I w efekcie z pierwotną historią ma „Dziedzictwo Usherów” niewiele wspólnego w narracyjnym trzonie, a elementy łączące, to odniesienia skojarzeniowe do szkieletu historii i samego rodowego nazwiska, które zapisane trwale w historii literatury grozy brzmi wystarczająco złowieszczo.
Pojawiają się tu również dalekie echa skojarzeń z rodziną Winchesterów i otoczonym nie mniej mroczną sławą, jak Twierdza, domem Sary Winchester, przebudowywanym i rozbudowywanym przez właścicielkę do absurdalnych rozmiarów i równie nieobliczalnej formy. Powieściowi Usherowie również są producentami broni, jak przodek Sary Winchester, a Rix pała niechęcią do rodzinnej fortuny, uznając ją za splamiona krwią, kiedy Sara wydawała fortunę, mając ponoć (wedle nijaki niepotwierdzonej historycznie opowieści) zadośćuczynić ofiarom wyrobów Winchesterów, budując domostwo dla ich okaleczonych dusz.

Sama opowieść od pierwszych stron potrafi chwycić za gardło atmosferą osaczenia i podskórnej grozy, chwytając się estetyki sprawdzonej (by nie rzec, mocno już zużytej) w konwencji powieści grozy. I choć zdawać by się mogło, że współcześnie nimb ponurych, wiktoriańskich domostw stracił na swojej sile wyrazu, to w opowieści McCammona nadal potrafi emanować posępną energią, choćby przez własnych mieszkańców, należących do rodziny Usherów, a od umierającego Waldena Ushera począwszy.
I mimo nagromadzenia licznych wątków, mimo dorzucenia do posępnej, horrorowej opowieści kolejnych wątków nadnaturalnych, związanych z dziejami czarownictwa w początkach amerykańskiej państwowości, udaje się całość historii utrzymać autorowi w ryzach. I znów, nawet najbardziej poboczne wątki znajdują finalnie wyjaśnienie i najmniej przyzwoite domknięcie.
Nie jest to najlepsza powieść McCammona – wątpię, czy jakiejkolwiek powieści uda się odebrać to miano jego „Magicznym latom” – jednak stanowi przykład współczesnej fantastyki grozy, potrafiącej grać przede wszystkim klimatem, ograniczając makabrę do minimum, a atmosferę budując na scenografii i tajemnicy, jaką – wraz z bohaterami – odkrywamy w trakcie lektury.

Dla miłośników pisanych z rozmachem wielowątkowych opowieści łączących grozę, gotycką estetykę i rozmach nadnaturalnej kreacji – to powieść idealna. Dla fanów McCammona to pozycja obowiązkowa, dla której zrozumienia nie jest koniecznie potrzebna znajomość „Zagłady domu Usherów” Poego. Choć ta z pewnością nie zaszkodzi.

Dziedzictwo Usherów

Nasza ocena: - 80%

80%

Robert McCammon. Tłumaczenie: Robert Adam Winnicki. Wydawnictwo Vesper 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Przeprawa – połowiczna dekonstrukcja gatunkowego westernu [recenzja]

„Przeprawa” Jacka Ketchuma to nie tylko powrót pisarza na polski rynek (co jeszcze niedawno wydawało …

Leave a Reply