Gorący temat

Dziedzictwo zbrodni – moda na literackich płatnych zabójców? [recenzja]

Adrian Bednarek przyzwyczaił już czytelników do kreowanych przez siebie mrocznych antybohaterów, nie powinien więc przesadnie nikogo zaskoczyć rys postaci w nowej powieści – „Dziedzictwo zbrodni”. I choć nawet w ramach dość przerysowanej już niejednokrotnie w popkulturze konwencji gatunkowej wszystko aż trzeszczy, niebezpiecznie zbliżając się do krawędzi przesady, to jednak Bednarek potrafi utrzymać uwagę czytelnika od pierwszej do ostatniej strony.

Punktem wyjścia jest pomysł, którego atrakcyjność docenił sam Stephen King w nowej książce („Billy Summers”). Jednak kiedy Król łagodzi wizerunek swojego bohatera, obdarzając go twardymi, moralnymi zasadami i wykluczeniami przy wyborze zleceń, tak Bednarek nie ma żadnych oporów. Jego bohater, Dominik nie zna skrupułów, zdaje się nie mieć sumienia – za sprawą brutalnego i bezpardonowego szkolenia przeprowadzonego przez jego ojca. Jednak to właśnie jest konieczne w profesji, jaką obydwaj wykonują. Są bowiem płatnymi mordercami. Wypełniają zlecenia konsekwentnie, bez zbędnego zadawania pytań, a pieniądze zarobione w ten sposób lokują w różnorakie biznesy, które mają zapewnić im wygodne życie. Jednak najnowsza sprawa od początku budzi wątpliwości. Czteroosobowa rodzina, z dziećmi, co prawda już pełnoletnimi, ale jednak – tak „duża sprawa” budzi niepokój ojca. Jednak potrzebują pieniędzy, biznesy nie idą tak dobrze, jak powinny, długi rosną, a to zlecenie ma im zapewnić wyjście na prostą. Oczywiście nic nie przebiega tak, jak powinno. Z masakry ucieka nastolatka, Marysia Grabowska, która zdeterminowana, postanawia odkryć prawdę nie tylko o zabójcach, ale i o swojej rodzinie, która nie była tak idealna, jak mogło się na pierwszy rzut oka wydawać.

Pomysł, który – opisany z grubsza – trąci absurdem i znaczącym przerysowaniem okazał się całkiem sprawnie nakreśloną opowieścią. Daleki jest zdecydowanie od komiksowej lekkości, jaką serwował Mark Millar – twórca zabójczego duetu z „Kick Ass” (Hit Girl i Big Daddy). Tam morderczy tandem ojca i córki celował w zemstę na bezwzględnym gangsterze, a całość, mimo swojej brutalności, nacechowana była dużą dawką ironii. U Bednarka jest ciężko, mrocznie, krwawo i bezpardonowo. Dominik jest bezwzględny, bowiem już na etapie kształtowania się moralnego kręgosłupa został zmuszony do dokonania morderstwa, które miało przystosować go do życia, jakie prowadzi ojciec. I choć z czasem – w ramach zmagań z Marysią Grabowską (która też przechodzi analogiczną, choć przeciwstawną przemianę) – na tym oziębłym monolicie pojawiają się skazy wyrzutów sumienia i innych emocji, to jednak jego działanie opiera się na maksymalizacji efektu, bez względu na cenę.

Niespodziewany duet, wynikły trochę z przypadku, trochę z przymusu pozostawia za sobą krwawy trop, jaki prowadzi nie tylko do zleceniodawcy zabójstwa rodziny Grabowskich, ale także do tajemniczego Pośrednika. Tego, który przed laty, jeszcze w czasach komuny, uczynił płatnym zabójcą ojca Dominika.

Historia Bednarka niebezpiecznie zbliża się do granicy absurdu, balansując na jej krawędzi praktycznie przez całą książkę. A może nawet miejscami ją przekraczając. Daleko jej do realistycznego tonu, jaki cechował choćby „Drelicha” Jakuba Ćwieka, czy nawet „Prostą sprawę” Wojciecha Chmielarza lub „Lockdown” Roberta Ziębińskiego. Jednak nie zmienia to faktu, że ciężko się od lektury oderwać. I nawet jeśli cały czas towarzyszy nam odczucie, że historia jest nazbyt nieprawdopodobna, to jednak nadal ciekawi nas jej zakończenie. Jest coś w pisaniu Bednarka, co magnetyzuje, co przyciąga i w jakimś stopniu, ten mrok w jego prozie nas na równi fascynuje, co przeraża. Może najbardziej nawet nie on sam, ale fakt, ze tak bardzo nas fascynuje…

Rozwiązanie sprawy w pierwszej chwili uznałem za zbyt trywialne, za proste i błahe. Jednak po zastanowieniu, przyznaję Bednarkowi słuszność w poprowadzeniu w takim właśnie kierunku finalnych rozwiązań. Prostota całej intrygi i zlecenia zabójstwa rodziny Grabowskich trochę urealnia całą opowieść – zazwyczaj najgorsze zbrodnie wynikają właśnie nie z intryg geniuszy świata zbrodni, ale zwyczajnej zawiści, zazdrości i równie banalnych powodów. I to szokuje najbardziej.

„Dziedzictwo zbrodni” to historia, która trochę przypomina scenariusze filmów Patryka Vegi. Ciężko brać je w pełni na poważnie, a jednak zazwyczaj udaje się im – przynajmniej na czas seansu – przykuć uwagę odbiorcy. W przypadku powieści Bednarka jest podobnie. Choć przerysowana, nieprawdopodobna, to jednak pozostaje chwytliwa w stopniu wystarczającym, by stanowić mroczną, niepokojącą, ale nadal rozrywkę. Rozrywkę wynikającą ze swoistego przekraczania tabu i zaglądania za kurtynę kryjącą świat zbrodni i przemocy. Tylko dla dorosłego czytelnika.

Dziedzictwo zbrodni

Nasza ocena: - 70%

70%

Adrian Bednarek. Wydawnictwo Zaczytani 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Algorytm życia – cyberpunk najwyższej próby [recenzja]

„Algorytm życia” – debiutancka książka Marty Sobieckiej – to tytuł, do którego podchodziłem z równie …

Leave a Reply