poniedziałek , 26 Październik 2020

Fear Agent, tom 2 – smutny obraz upadku człowieka [recenzja]

Drugi tom „Fear Agenta” Ricka Remendera zaskakuje, w dużej mierze przez znacznie mniejszą dawkę zgryźliwej ironii, jaka była wyznacznikiem historii z pierwszego tomu. Tutaj jest poważniej, bardziej stonowanie. Jednak nie oznacza to bynajmniej, że „Fear Agent” stracił pazur.

W drugim tomie przygód Heatha Hustona otrzymujemy dwie długie historie, w których pierwsza stanowi szeroką retrospektywę genezy inwazji Obcych ( leciutko tylko zaznaczoną w poprzedniej części) oraz solidną historię przygodową o zderzeniu ocalałych resztek ludzkości z innymi cywilizacjami w kosmosie i o tym, co z tych spotkań wynikło.

„Ostatnie pożegnanie” zaskakuje o tyle, że cała prześmiewczość, cały sztubacki humor wyparowuje i otrzymujemy zgrabnie nakreśloną, trochę nostalgiczną i trochę smutną opowieść o stracie bliskich, o upadku ludzkości i o nadziei, jaka budzi się w jej resztkach. To z jednej strony historia w duchu „Dnia Niepodległości”, z drugiej ponura wizja postapo, która obrazuje świat już po eksterminacji znaczącej części ziemskiej populacji. Dodatkowo autor rzuca więcej światła na postępowanie głównego bohatera, na genezę samych Agentów Strachu i na zdarzenia, jakie doprowadziły Hustona na krawędź. To już nie jest historyjka o kosmicznym kowboju – ochlaptusie z nieodłączną flaszką whiskey w kieszeni. To gorzka historia o człowieku, który stracił wszystko, w więc w amoku zemsty dokonuje czynów straszliwych, niemoralnych, z jednej strony zasługujących na całkowite potępienie, a z drugiej w jakimś stopniu zrozumiałych. Nie akceptowalnych, nie pochwalanych, ale zrozumiałych już owszem.

„Ostatnie pożegnanie” rzuca nam pod nogi zupełnie inną perspektywę spojrzenia na główną postać serii, która nabiera bardziej ludzkiego, dramatycznego wyrazu. I jest nie tyle lepiej rozpisana, niż w pierwszym tomie, co znacząco inaczej.

Mniej ironii, zgryźliwych żartów i karykaturalnego przerysowania w scenariuszu pomaga Remenderowi ukazać dramatyczny kontekst zdarzeń. To już nie jest historyjka o potyczkach ludzi w obcisłych trykotach z galaretowatymi Obcymi. To opowieść znacznie poważniejsza, głębsza, opowiadająca o stracie i bólu. O tęsknocie i rozpaczy, która przywodzi człowieka na skraj przepaści i zmusza go do czynów amoralnych.

„Ostatnie pożegnanie” ponownie rysował Tony Moore i zdecydowanie jest to grafik dobrze dobrany do serii. Jego kreska świetnie wpasowuje się w opowiadaną przez Remendera historię, nadal plasując ją w spektrum mocno pulpowej opowieści, a jednocześnie nie kłóci się z poważniejszym, dramatyczniejszym scenariuszem.

„Miażdżąca krytyka” to opowieść znacznie bardziej przygodowa i choć tu także mniej jest złośliwej ironii – widać, że Remender zupełnie zmienił tonację serii względem pierwszego tomu – to nadal jest dobrze. Jego wizja jest zdecydowanie epicka, kosmos kryje wiele niespodzianek, a sama historia rozwija się konsekwentnie, serwując nam nie tylko zgrabne twisty fabularne, ale wikła Heatha Houstona przede wszystkim w tarapaty natury obyczajowej. Problemy głównego bohatera z kobietami to jednak wierzchołek góry lodowej, bo znajdziemy tu dodatkowo wiele ciekawych wątków pobocznych i mnóstwo nawiązań do popkultury. Mamy tu odniesienia do „Prometeusza” Ridleya Scotta czy „Planety Hulka” Grega Paka.

To historia dużo dynamiczniejsza, bardziej rozrywkowa, niż „Ostatnie pożegnanie” jednak nadal utrzymane w charakterystycznej dla całości serii, pulpowej tonacji. Tym razem za rysunki odpowiadają Jerome Opena i Kieron Dwyer i z pewnością jest ostrzej, brudniej, mniej kreskówkowo, niż w przypadku Moore’a, jednak nadal nie sposób powiedzieć, że nie jest dobrze. Remender ma szczęście do rysowników, bo trafia na takich, którzy dobrze rozumieją opowiadane przez niego historie i potrafią je należycie zilustrować, co czyni „Fear Agenta” naprawdę przyjemną, pulpową serią, którą warto polecić.

Tom drugi zdecydowanie tę tezę potwierdza.

Fear Agent, tom 2. Scenariusz: Rick Remender. Rysunki: Tony Moore, Jerome Opena. Non Stop Comics 2020

Ocena: 8/10

 

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Hitman, tom 2 – bezkompromisowy pokaz politycznej niepoprawności [recenzja]

Jest kilka serii komiksowych, które są mniej lub bardziej niepoprawne politycznie, ale które mimo tego …

Leave a Reply