Hrabstwo Harrow, tom 7: Nadchodzą mroczne czasy – gdzie jest granica między dobrem, a złem? [recenzja]

Tom siódmy „Hrabstwa Harrow” – „Nadchodzą mroczne czasy” – to zgrabna, choć trzeba przyznać, że coraz mroczniejsza odsłona tej ciekawej serii. Cullen Bunn kreuje swoją opowieść konsekwentnie od pierwszego tomu, wprowadzając coraz to nowe odsłony intrygującej i ponurej przeszłości tytułowego hrabstwa.

Jestem fanem „Hrabstwa Harrow” od pierwszej części i z zainteresowaniem śledzę jej rozwój, który – z tomu na tom – utrzymuje poziom, potrafi zaskoczyć kolejnymi wątkami i intrygą fabularną. Zdecydowanie widać, że Bunn ma pomysł na całość serii, nie próbuje na siłę jej przeciągać, czy rozwijać pobocznych historii kuszony popularnością serii. W „Nadchodzą mroczne czasy” mamy kolejną odsłonę ponurego konfliktu między siostrami. Do nikczemnej i mocno demonicznej rodziny Emmy dołącza coś mrocznego, co powstało z grobu i opętane jest żądzą zemsty. Nasza bohaterka, by obronić siebie i swoich przyjaciół musi posunąć się o wiele dalej, niż się po niej spodziewamy. O wiele dalej, niż sugeruje poczucie moralności. I być może będzie zmuszona podważyć własne poczucie dobra, dopuścić do głosu swoją mroczną stronę natury. Na ile jednak pozostanie wtedy taką, za jaką chce uchodzić? Za jaką sama się uważa?

Nowa odsłona „Hrabstwa Harrow” gra niby utartym schematem – jak dalece na ścieżce zła jesteśmy gotowi się posunąć dla czynienia dobra? Ile jesteśmy w stanie poświęcić, jakie granice przekroczyć? I czy nasze czyny nie sprawią, że staniemy się tacy sami jak ci, z którymi walczymy?

Jednak w wykonaniu Bunna tej tendencyjności nie czuć, bowiem jest ona solidnie osadzona w fabule. W fabule – co warto zaznaczyć – nieszablonowej, intrygującej, zaskakującej nowymi pomysłami z tomu na tom i z pewnością klasyfikującej komiks jako klasyczny horror.

„Nadchodzą mroczne czasy” to opowieść o desperacji. O poświęceniu i bolesnej stracie. O przekraczaniu granic, zza których może nie być już odwrotu.

Graficznie Tyler Crook znów stanął na wysokości zadania, doskonale dopasowując specyficzną formę graficzną dla samej opowieści. Uzupełnia ją, nadając adekwatny klimat całości i potęgując atmosferę grozy. Stonowana, nieco rozmyta kolorystyka też jest jego zasługą i idealnie wpasowuje się w nastrój historii. To świetny przykład bardzo udanej korelacji pomiędzy pracą scenarzysty i grafika / kolorysty, porównywalny do doświadczeń jednego z moich ulubionych duetów – Tyler Jenkins i Matt Kindt („Grass Kings”).

Reasumując,  “Nadchodzą mroczne czasy” to kolejna odsłona serii, która wciąż trzyma poziom, ma ponownie kilka znakomitych momentów i nieodzownie zaostrza apetyt na więcej. Czekam niecierpliwie na kolejne tomy, a niniejszy polecam wszystkim fanom serii. Tym, którzy „Hrabstwa Harrow” nie znają, zadam proste pytanie: na co jeszcze czekacie? Macie już siedem tomów do nadrobienia!

Hrabstwo Harrow, tom 7: Nadchodzą mroczne czasy. Scenariusz: Cullen Bunn. Rysunki: Tyler Crook. Mucha Comics 2020

Ocena: 8/10

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Batman: Ostatni Rycerz na Ziemi – alegoria, z której niewiele wynika [recenzja]

Z okładkowego opisu historia, która miała być ukoronowaniem współpracy nad postacią Batmana Scotta Snydera i …

Leave a Reply