Gorący temat

Halloween zabija – wyleczyć traumę [recenzja]przedpremierowo 

Pod względem fabularnych wygibasów serwowanych w ciągu kolejnych dekad, kultowej już marce stworzonej przez Johna Carpentera dorównać może w zasadzie jedynie „Piątek trzynastego”. Choć wydawać by się mogło, że taki stan rzeczy to prosta droga do zniechęcenia nawet najbardziej wytrwałych fanów Michaela Myersa, seria trzyma się nadzwyczaj mocno. A teraz mamy tego kolejny dowód.

Kiedy trzy lata temu jeden z najbardziej znanych slasherów w historii kinematografii doczekał się jedenastego filmu, będącego zarazem bezpośrednią kontynuacją pierwowzoru, jak i ignorującego wszelaki zakręty kolejnych kontynuacji, miłośnicy „Halloween” mogli wreszcie szeroko się uśmiechnąć. Współscenarzysta i reżyser zatytułowanego identycznie jak pierwowzór przedsięwzięcia David Gordon Green nie tylko miał bowiem pomysł na odrestaurowanie ikonicznych postaci, ale i dość umiejętności by całość okrasić porządną realizacją. Wszystko wskazywało więc na to, że seria wraca wreszcie do dobrej formy, a odcinająca się niemal całej historii marki nowa trylogia może mieć sens – tyle, że wraz z cokolwiek niespodziewanym sukcesem, wzrosły też oczekiwania fanów. Z takim też właśnie znacznie cięższym bagażem musiał zmierzyć się tegoroczny sequel, opatrzony uroczym tytułem „Halloween zabija”. I o ile rewolucji przy tym nie przeprowadził, nowy film Davida Gordona Greena potrafi całkiem skutecznie się obronić.

Całość fabularnie startuje w zasadzie dokładnie w tym samym miejscu w którym pozostawił nas finał poprzedniego filmu, choć pierwszych kilkanaście minut poświęcone zostaje tu na retrospekcję z 1978 roku widzianą oczyma oficera Franka Hawkinsa. W chwilę później wskakujemy już do właściwej części filmu, rozpoczynającej się ledwie kilka chwil po dramatycznej walce, w której Laurie wraz z córką i wnuczką udało się uwięzić Michaela w płonącym domu. Mimo że bohaterki jeszcze o tym nie wiedzą, trwający czterdzieści lat horror jeszcze się nie zakończył – Myersowi udaje się bowiem przeżyć i wydostać z pułapki. To tylko początek dla zupełnie nowej fali bestialskich morderstw jaka przetoczy się przed Haddonfield. Sterroryzowani mieszkańcy miasteczka postanowią wspólnie stawić złu opór – tylko czy mają jakiekolwiek szanse z siłą, która wydaje się wykraczać poza ludzkie możliwości?

Już pierwsze sceny w „Halloween zabija” dość wyraźnie uświadamiają nas, że tym razem całą historię oglądać będziemy z nieco innej perspektywy. I rzeczywiście: personalną wendetę Laurie Strode i jej rodziny zastępuje tu kolektywna trauma społeczności Haddonfield, której jedynym sposobem na przepracowanie, jest stawienie czoła własnemu strachowi. Tym samym na pierwszy plan wysuwają się tym razem inni bohaterowie (oraz w kilku przypadkach również i aktorzy), jacy w mniejszy bądź większy sposób mieli swój udział w pierwowzorze, jak Lonnie Elam, Bobby Doyle, Lindsay Wallace czy Marion Chambers. Żyjący do tej pory w cieniu wydarzeń sprzed czterdziestu lat bohaterowie tym razem podnoszą rękawicę – i choć łatwo można byłoby w tym miejscu zarzucić twórcom dość tandetną próbę grania na sentymentach widzów, taka mimo wszystko dość unikalna dla serii wizja zbiorowego detoksu trzyma się w „Halloween zabija” zupełnie nieźle.

To jednak w zasadzie tyle jeśli chodzi o nowatorskie pomysły – reszta filmu zamyka się bowiem w ramach dość standardowego, choć dobrze wykonanego slashera. Napięcie rośnie wykładniczo, kolejne postaci podejmują rażąco nielogiczne decyzje, a wszystko to okraszone jest odrobiną przekonującego gore w akompaniamencie charakterystycznej ścieżki dźwiękowej. Ktoś mógłby w tym miejscu powiedzieć, że wszystko to już było i miałby sporo racji – ale przewidywalność nie jest jednak największym grzechem „Halloween zabija”. Tym pozostaje fakt, że dość wyraźnie cierpi on na syndrom „drugiego filmu w trylogii”, a zatem zmuszony jest przede wszystkim budować fundamenty pod wielki finał w części trzeciej. Tym samym, pomimo tego, że w filmie dzieje się sporo, paradoksalnie można odnieść wrażenie, że historia wcale nie ruszyła się z miejsca tak bardzo jak byśmy tego chcieli – a choć zakończenie ewidentnie podbija emocjonalną stawkę przed ostatecznym pojedynkiem, sequelowi definitywnie brakuje domknięcia fabuły z prawdziwego zdarzenia.

Na to jednak można czekać spokojnym o tyle, że nic nie wskazuje na to, by finał trylogii mógł spuścić z tonu pod kątem jakości realizacji. Śmiertelny pojedynek Laurie Strode i Michaela Myersa być może wciąż po „Halloween zabija” czeka na rozwiązanie, ale przynajmniej wiemy już, że warto będzie wypatrywać go na horyzoncie.

Foto © United International Pictures Sp z o.o.

Halloween zabija

Nasza ocena: - 65%

65%

Reżyseria: David Gordon Green. Obsada: Jamie Lee Curtis, Judy Greer, Will Patton i inni. USA, 2021.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Poroże – zło ma wiele oblicz [recenzja]

Porządnych przedstawicieli podgatunku kina grozy określanego jako monster movies ostatnimi laty wcale nie tak łatwo …

Leave a Reply