Gorący temat

Hellboy i BBPO 1952-1954 – przygody nieokrzesanego agenta [recenzja]

Niedawny finał sagi o Hellboyu, który miał miejsce w albumie “BBPO: Znany diabeł” jak się okazuje wcale nie wyczerpał tematu. Mike Mignola w stworzonym przez siebie uniwersum już dużo wcześniej zostawił sobie niezwykle wydajną, fabularną furtkę i z całą premedytacją wykorzystuje ją do snucia kolejnych opowieści ze świata piekielnego chłopca. 

Wiele lat temu, pisząc swoje pierwsze opowieści o Hellboyu Mike Mignola musiał mieć przebłysku geniuszu, który kazał mu zostawić rozległą, obejmująca kilka dziesięcioleci białą plamę składającą się na czasy, kiedy jego bohater był czynnym agentem BBPO. Jak wszyscy dobrze wiemy Hellboy, który pojawił się na świecie pod koniec drugiej wojny światowej zaliczył błyskawiczny proces fizycznego dojrzewania (trochę go szkoda, że miał tak krótkie dzieciństwo) i już na początku lat pięćdziesiątych zaczął z innymi agentami badać nadnaturalne sprawy i polować na potwory. Dowód na jego intensywną działalność na tym polu mamy właśnie na przykładzie albumu “Hellboy i BBPO. 1952-1954”, w którym przyglądamy się najwcześniejszym przygodom jeszcze nieokrzesanego, ale już wyjątkowego agenta w służbie ludzkości. 

Jedna uwaga – to nie są historie, które powstały już po finale sagi. Te pierwsze lata Hellboya i BBPO Mignola przy współpracy innych twórców zaczął eksplorować już dużo wcześniej, choć dopiero czytając je teraz, już po “Znanym diable”, widać jak bardzo amerykański artysta dbał o spójność swojego uniwersum i w jak fascynujący sposób dawał czytelnikom sygnały co do jego przyszłości, czy statusu niektórych bohaterów. Tak jest choćby w przypadku Warwary, która przewija się przez opowieści z tego tomu, co oznacza że już wtedy Mignola wiedział, jaki wpływ będzie miała ta przyjaciółka profesora Bruttenholma na przyszły kształt świata.

Ci czytelnicy, którzy chcieliby częściej oglądać opiekuna i mentora Hellboya dostali go  w niniejszym tomie, ale wcale nie w jakiejś bardzo pokaźnej dawce. Mamy za to okazję poznać wielu agentów BBPO z tego okresu, na czele z najważniejszą w tym zestawie Susan Hong, która za sprawą prześladujących ją, tajemniczych wizji jest w tym albumie kluczową postacią. Najprzyjemniej jednak obserwuje się Hellboya w roli kąpanego w gorącej wodzie dużego dzieciaka, który zachowuje się tak, jakby tylko szukał okazji, by sprać jakiegoś wrednego potwora albo jeszcze lepiej – nazistów.

Demony naziści, udręczone dusze – to wszystko znajdziemy w “Hellboyu i BBPO. 1952-1954”. W tytule tomu zostały w zasadzie połączone dwie serie, ta główna i jej spin-off i rzeczywiście jest to trochę nowa jakość w uniwersum Mignoli. TO połączenie daje bowiem konkretne możliwości – można rozwijać świat przedstawiony, tworzyć kolejne odnogi historii BBPO i równocześnie tworzyć nową, wciągającą opowieść z rosnącą wciąż stawką. Z drugiej strony jest tu też miejsce na zamknięte, krótsze historie typowe dla serii o Hellboyu, które znamy choćby ze zbioru “Spętana trumna i inne opowieści”. “Widmowa ręka” czy “Rawhead i Bloody Bones” z rysunkami Bena Steinbecka są właśnie w tym stylu, choć czasem chciałoby się, żeby rysował je sam Mignola, który w charakterystycznym dla niego stylu potrafił graficznie  skondensować i zarazem spuentować tego rodzaju krótkie historie.

Mamy też dużo dłuższe opowieści, choćby tą pierwszą z albumu, czyli po prostu “1952”, w której Hellboy, jako niedoświadczony jeszcze agent (tak, to wyraźnie wypływa w fabule) zostaje wysłany z tymi bardziej doświadczonymi do Brazylii, w której czeka na nich sprawa większa, niż mogło z początku się wydawać . Mamy tu okazję oglądać  rysunki Alexa Maleeva, który w świecie Hellboya wypada równie dobrze, co w jego komiksach z Daredevilem. Poza tym Hellboy zawita jeszcze między innymi  do Hongkongu, a nawet na Arktykę. Na tej ostatnie rozgrywa się jedna z najlepszych opowieści w tym zborze, czyli z lekka przegięte “Czarne Słońce” z rysunkami Stephena Greena, w którym Hellboy będzie miał do czynienia zarówno z UFO, jak i nazistami – niezwykle smakowite połączenie. Natomiast na sam koniec mamy krótką, ale niezwykle sugestywna historię, która narysował nieodżałowany Richard Corben. “Lustro” bardzo udanie podsumowuje ten pierwszy etap doświadczeń Piekielnego Chłopca w roli zarówno agenta terenowego, jak i zwiastuna nadchodzącej apokalipsy.

Niektórzy czytelnicy być może potraktują ten album nie jako skuteczne próby rozwijania uniwersum, a bardziej już odcinania kuponów – co zresztąjest przy tego typu rozległych projektach czymś zgoła naturalnym. Jednak podczas lektury czuć, że Mignola i spółka mocno  pilnują się, żeby czytelnicy nie odnieśli takiego wrażenia. I rzeczywiście – z tych opowieści czerpie się przede wszystkim czytelniczą radość, o której mniej już słychać w kontekście pojawiających się ostatnio w dużych ilościach nowych tytułach z uniwersum Mignoli. Tutaj po lekturze chce się więcej, głównie dlatego, że  to połączenie – Hellboy i BBPO – po prostu działa. I oby działało w ten sposób jak najdłużej. 

Hellboy i BBPO: 1952-1954

Nasza ocena: - 75%

75%

Scenariusz: Mike Mignola i inni. Rysunki: Alex Maleev i inni. Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Egmont 2021

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Coś zabija dzieciaki, tom 3 – potworna eskalacja [recenzja]

Trzeci tom “Coś zabija dzieciaki”  udowadnia, że jest to obecnie jedna z najciekawszych komiksowych serii, …

Leave a Reply