Gorący temat

Historie prawdopodobne – nazbyt wysoce podniesiona poprzeczka literackich pierwowzorów [recenzja]

Neil Gaiman to jeden z najciekawszych obecnie autorów fantastyki, który równie doskonale odnajduje się w powieściach, jak i w krótkich formach. Jego opowiadania to przykłady nieskrępowanej wyobraźni, ale też częstej zabawy popkulturą. Gaiman przetwarza znane motywy, łącząc je, mieszając ze sobą i kreując z nich oryginalne, nowatorskie dzieła. Jednak czasami przełożenie ich na język komiksu pozbawia je niestety tego oszałamiającego uroku, jaki miały w literackim oryginale.

„Historie nieprawdopodobne” to zbiór krótkich form komiksowych, napisanych przez Gaimana lub w oparciu o jego pomysły. W sukurs przy tworzeniu scenariuszy przyszli mu uznani autorzy, jak P. Craig Russell, Rafael Albuquerque, czy Mark Buckingham. I choć uwielbiam gaimanowskie pomysły, to w wersjach komiksowych wypadły one… różnie. Nie zawsze sięgając do poziomu literackiego oryginału. A szkoda.

Pierwsza część, od której pochodzi zresztą tytuł całego albumu, to zbiór czterech nowel, opartych na koncepcji barowych historii, które opowiada sobie nawzajem czterech stałych bywalców dość nietypowego lokalu. Wszystkie zawierają pierwiastek grozy i tajemnicy, wszystkie ujmują mroczną, nostalgiczną poetyką, choć na szczególne wyróżnienie zasługuje chyba najbardziej „Szukając dziewczyny” – będące zarówno opowieścią o obsesyjnej miłości, jak i o tęsknocie do czasów, których już nie ma. W każdej z nowel groza jawi się jako nieoczywistość, jest niebezpośrednia, a najmocniej manifestuje się chyba w „Karmiących i karmionych”.

Tutaj w całości za rysunki i scenariusz odpowiada Mark Buckingham i trzeba przyznać, że graficznie ten krótki cykl radzi sobie znakomicie. Kreska jest prosta, mocno realistyczna, ale to akurat działa bardzo pozytywnie względem zawoalowanej grozy. Grozy, która przesącza się powoli do naszego świata spomiędzy kolejnych rysunków i w pierwszej chwili jej nie dostrzegamy, aż nie będzie w pełni obok nas obecna.

Kolejną nowelą w „Historiach prawdopodobnych” jest interesująca synteza lovecraftowskich mitów (do których Gaiman w tym zbiorze powróci raz jeszcze, z większym powodzeniem) z motywem wilkołaka. Bardzo poetycka, stonowana opowieść „Tylko kolejny koniec świata, nic więcej” sięga po jeden z najmocniej zakorzenionych w popkulturze motywów (Mity Cthulhu) i łączy go z drugim, wywodzącym się z folkloru (wilkołaki) w ciekawy, choć nieco zbyt stonowany konstrukt. Historia jest w moim odczuciu zbyt przegadana, za mało w niej napięcia, za mało nerwowego oczekiwania. Próba oddania lovecraftowskiego klimatu nie udała się w pełni Russelowi, odpowiedzialnemu za scenariusz i projekt, ale jeszcze bardziej nie wyszła Troyowi Nixeyowi, którego karykaturalne w formie rysunki nijak nie pasują do ciężaru opowieści. I choć wyjściowy pomysł jest typowo dla Gaimana interesujący, to efekt nie zadowala w stopniu oczekiwanym.

Za to kolejną opowieść z tomu – „Studium w szmaragdzie” – uznaję osobiście za najlepsze, co Gaiman kiedykolwiek zaoferował w zakresie nowelistyki. Dlatego też do lektury komiksu opartego na tym niezwykłym opowiadaniu podchodziłem ze wzmożoną nadzieją. Miszmasz Sherlocka Holmesa Artura Conan Doyle’a i mitologii Cthulhu H.P. Lovecrafta, w wersji literackiej olśniewało złożonością kreacji i wielowarstwowym, przebogatym w niuanse świata przedstawionego sztafażem. W wersji komiksowej – trzeba przyznać, że przecudnie narysowanej przez Rafaela Albuquerque – nie udało się autorom scenariusza (Albuquerque towarzyszył w tym zadaniu Rafael Scavone) oddać w pełni atmosfery i niezwykłości pomysłu pierwotwórcy, jednak nie zmienia to faktu, iż „Studium w szmaragdzie” okazuje się zdecydowanie najmocniejszym punktem w „Historiach prawdopodobnych”, gdzie świetnie dopasowano stronę graficzną do ciężaru i charakteru opowiadanej historii.

Wieńczący tom cykl krótkich form „Problem Zuzanny i inne opowiadania” zawiera w sobie historie mocno oniryczne, dwuznaczne, ukazujące zamiłowanie Gaimana do zabaw popkulturą i przetwarzaniem klasycznych, powszechnie znanych motywów oraz popularnych baśni. Na uwagę zasługują tu pojawiające się w części historii znakomite rysunki P. Craiga Russella, który odpowiada także za scenariusz do „Problemu Zuzanny” (będącego parafrazą wątków z „Opowieści z Narnii”), „Zamków” i „Października w fotelu”. Paul Chadwick umiarkowanie dobrze poradził sobie z rysunkami do „Dnia, w którym przybyły spodki”, ale za to Scott Hampton z pewnością zachwyca szkicami do „Października w fotelu”.

„Historie prawdopodobne” nie są zbiorem doskonałym – tak, jak zazwyczaj nie jest tworem doskonałym literacki zbiór opowiadań. Nawet u takiego mistrza słowa, jak Gaiman. Nie zmienia to faktu, że liczne podróże do krainy wyobraźni, ale i strachu, mroku, czy niesamowitości aż proszą się, by je odwiedzić. Wszak za wszystkimi historiami stoi twórca „Amerykańskich bogów’. U niego poziom średni to i tak zdecydowanie wybicie się ponad przeciętność. Z pewnością warto zanurzyć się w „Historie prawdopodobne”. Choćby tylko niektóre zdołały Was do siebie przekonać.

Historie prawdopodobne

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Neil Gaiman, P.Craig Russell, Mark Buckingam. Rysunki P.Craig Russell, Mark Buckingam i inni. Wydawnictwo Egmont 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Death or Glory, tom 2: Kto tu jest szaleńcem? – fury road [recenzja]

Jeśli wydawało nam się, że nie może już być szybciej, mocniej i bardziej wybuchowo niż …

Leave a Reply