Gorący temat

Kici tyci kociorożec – i warto mieć marzenia [recenzja]

„Kici tici kociorożec” to książka tak obłędnie słodka jak Kicia na okładce. Ilustracja z puchatym kociakiem z wielkimi oczami mówi wszystko – rozpłyniecie się w trakcie lektury. I to nie tylko za sprawą urokliwych obrazków.

Kicia marzy o tym, żeby być jednorożcem, ba, ona uważa, że jest jednorożcem. Niestety znajomi, Papuga i Gekon, przez cały czas przypominają, że przecież Mała jest kotkiem. Używają milusich przymiotników pod adresem koteczki, ale tak naprawdę patrzą na nią z poczuciem wyższości i nie traktują koleżanki poważnie. Niespodziewanie Kicia spotyka prawdziwego, dostojnego Jednorożca, który okazuje się być… kociorożcem!

Tomik „Kyci tici kociorożec” wywołuje wielki uśmiech i to ciepłe poczucie w sercu, że warto mieć marzenia. Oprawa graficzna jest przepysznie słodka i puchata jak wata cukrowa. Kolorowe postaci na białym tle wystarczą, żeby maksymalnie skupić uwagę odbiorcy i nie rozpraszać jej niepotrzebnymi detalami. Jest w tych ilustracjach mnóstwo uczucia, a emocje odmalowane na twarzach bohaterów nie wzbudzają żadnych wątpliwości. Kici jest dumna z tego kim jest, a przynajmniej do czasu, kiedy inni nie powiedzą jej, że jest w błędzie.

Pod płaszczykiem błahej, może nawet infantylnej opowiastki o różowym kotku, Shannon Hale porusza całkiem poważny temat bycia sobą i osądzania innych po pozorach. Bo to, jak się wygląda, jaką się ma urodę i sylwetkę, nie ma, a przynajmniej nie musi mieć wiele wspólnego z naszą osobowością. Z tym w jaki sposób patrzymy na siebie, ale też na innych ludzi. Prawdziwi przyjaciele będą potrafili dojrzeć, to co w nas najlepsze i za to nas pokochają. A Gekon i Papuga? Niech się bawią razem. W końcu nie warto tracić czasu na tych, którzy nas nie rozumieją i nie akceptują. Piękny, budujący morał, o którym powinni pamiętać także wszyscy dorośli.

Kici tyci kociorożec

Nasza ocena: - 80%

80%

Tekst: Shannon Hale. Ilustracje: LeUyen Pham. Przekład: Zofia Raczek, Mamania, 2021.

User Rating: Be the first one !

Marta Kowal

Rocznik 87. Mama Ignacego, czytelniczka z bibliofilskimi skłonnościami, hobbicka dusza, zakochana w poezji, muzyce, psach i ptakach. Nie znosi gadać o sobie, dlatego pisze o książkach na dwóch blogach: Zaczytana mama i Exlibris Marty.

Zobacz także

Ten, który stoi za plecami – wschodniosłowiański horror w natarciu [recenzja]

„Ten, który stoi za plecami” Eduarda Wierkina to horror posługujący się do bólu ogranymi kliszami. …

Leave a Reply