Gorący temat

Koniec – Bydgoszcz, miasto fatalne? [recenzja]

Bartłomiej Grubich dał się poznać jakiś czas temu solidnie skrojonym thrillerem „Biegacz”. Z oceną nowej powieści – „Koniec” – nie jest już tak łatwo, bowiem ciężko ją nawet kwalifikować gatunkowo. Nowy tytuł Grubicha to książka trudna do jednoznacznej interpretacji. Co nie znaczy, że zła.

Śladami młodej barmanki, która pewnego dnia wyjeżdża bez jakiegokolwiek wyjaśnienia do Bydgoszczy wyruszają niezależnie od siebie trzy osoby: jej najlepsza przyjaciółka, platonicznie zakochany w niej mężczyzna i ksiądz, przechodzący kryzys wiary.

Wszyscy trafiają do miasta, w którym ciągle pada i w którym kończy się świat – jak informuje nas podtytuł powieści Grubicha. A ta podróż to zlepek onirycznych, czasem wręcz fantasmagorycznych scen, gdzie rzeczywistość zdaje się trzeszczeć i pękać w szwach. Znajdzie się tu miejsce dla grozy, dla wątków weird czy też urban fantasy, zwłaszcza, że samo miasto okazuje się tu pełnoprawnym bohaterem. To już nie tylko tło, nie tylko scenograficzny sztafaż, ale znaczący element powieści. Bowiem to samo miasto zdaje się pochłaniać bohaterów, zajmować ich myśli, wciągać jak bagno, odcinać od pamięci i przeszłości…

Każde z nich, niezależnie od siebie, trafia do zagadkowego Hostelu, w którym mają zostać tylko na chwilę, na dzień, góra dwa. A zostają na dłużej, jak kolejni lokatorzy, którzy raz zawitawszy w progi specyficznego obiektu, nie potrafią go przez całe lata tak naprawdę porzucić i wyjechać.

Grubich odmalowuje kolejne sceny w mrocznej estetyce, skupiając się na bezradności bohaterów, na ich poszukiwaniu sensu. Nie tylko w kontekście pogoni za zaginioną dziewczyną, ale też – a może nawet bardziej – we własnym życiu, które dalekie jest choćby od zadowalającego. Kiedy zanurzamy się w kolejne odsłony losów poszczególnych postaci, tym bardziej dostrzegamy beznadzieję, nieporadność w radzeniu sobie z codziennością. Zagubienie, które czyni ich – paradoksalnie – bardziej ludzkimi. Autor prowadzi nas, jak za rękę przez ich losy, wskazując, dlaczego tak łatwo było im rzucić wszystko i wyjechać do zupełnie obcego miasta w poszukiwaniu dziewczyny, której – w dwóch z trzech przypadków – nawet praktycznie nie znali.

Ścieżki całej trójki tak naprawdę nawet się nie przetną, na pewno nie w sposób, który rzutowałby na ich losy. Każde podąża swoim torem i szybko gubi cel. A może właśnie znajduje ten właściwy? Bo czy tak naprawdę poszukiwanie zaginionej Ani – o której tak szybko zapominają – rzeczywiście jest celem, czy może bardziej chodzi o ucieczkę? I choć każde z nich zdaje się uciekać przed czymś innym, to jednak wspólnym mianownikiem jest podświadoma chęć odcięcia od dotychczasowego życia, jakie nie kryje w rzeczywistości niczego wartościowego.

Trudno w „Końcu” doszukiwać się happy endu, bo całość powieści jest utrzymana w dość fatalistycznym tonie. Każda z postaci goni za mrzonką, za cieniem, za wyobrażeniem, które ma ich – w jakiś sposób – dopełnić, uszczęśliwić, a w rzeczywistości prowadzi do upadku, bowiem nie potrafią oni ostatecznie sięgnąć po to spełnienie, po to szczęście, zajęci miotaniem się między domniemaną przez nich samych powinnością, a wewnętrznym imperatywem realizacji własnych pragnień. A kiedy już ta realizacja następuje, to kończy się – w dużej mierze – tragicznie.

Bydgoszcz – jako kolejny, choć nieuosobiony – bohater powieści Grubicha jawi się z jednej strony jako miejsce na wpół nierealne, podważające zasady, jakimi winna rządzić się rzeczywistość. Nie podlegające prawom czasu i przestrzeni miasto fatalne, ulegające nieuchronnej, systematycznej erozji, powolnemu rozpadowi. Rozkładowi wręcz. Z drugiej, to wręcz mityczny potwór, pożerający dusze przybyłych, zmieniający ich w bezwolne kukiełki, realizujące niezrozumiały do końca dla nikogo – może nawet dla samego miasta – spektakl.

To nie jest powieść mesjanistyczna, choć bohaterowie kolejno poświęcają się dla rozumianej indywidualnie górnolotnej idei poszukiwania zaginionej i ratowania jej przed bliżej nieokreślonym zagrożeniem. To nie jest powieść o religijnym wydźwięku, choć śladami bohaterów, krok w krok kroczy sam Szatan. Wreszcie nie jest to powieść dla każdego – przez swoją oniryczno – fantasmagoryczną formę, przez mocno zagmatwaną fabułę bez oczywistych rozstrzygnięć fabularnych. Paradoksalnie – te wszystkie czynniki czynią „Koniec” książką niezwykle ciekawą, w ten wymagający sposób, który zmusza czytelnika do refleksji jeszcze na długo po lekturze. Grubich pozostawia stosunkowo szerokie pole do interpretacji i wręcz oczekuje tego od czytelnika. Każdy powinien odczytywać tę książkę wg przez siebie personalnie obranego klucza , co pozwoli – a mówię to z całą pewnością – odkryć kolejne jej warstwy znaczeniowe.

Vesper przyzwyczaił w ostatnich latach do polskiej, stosunkowo rozrywkowej, dynamicznej literatury, głównie spod znaku szeroko rozumianej grozy. „Końcem” Bartłomieja Grubicha wydawca zdaje się rozpoczynać poszukiwanie prozy mniej oczywistej, bardziej ambitnej, ale zarazem nieco bardziej hermetycznej. I przyznam, że bardzo mi się ten kierunek rozwoju podoba.

Koniec

Nasza ocena: - 80%

80%

Bartłomiej Grubich. Wydawnictwo Vesper 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Algorytm życia – cyberpunk najwyższej próby [recenzja]

„Algorytm życia” – debiutancka książka Marty Sobieckiej – to tytuł, do którego podchodziłem z równie …

Leave a Reply