Gorący temat

LastMan, t. 12 – na styku światów [recenzja]

Ostatni tom “LastMana” nie przynosi odpowiedzi na wszystkie pytania – na niektóre czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam, co na szczęście jest zawsze dobrym ćwiczeniem dla wyobraźni. Ewentualnie, w kwestii odpowiedzi można skorzystać z pomocy innego medium.

Pierwszy tom francuskiej serii wyszedł u nas w kwietniu 2019 roku. Na zebranie  kompletu musieliśmy czekać zatem pięć lat, podczas gdy przez te wszystkie lata świat wokół nas zmieniał się nieubłaganie. Jest tu widoczna korelacja z fabułą “LastMana”, w której również do niniejszego tomu zmieniło się w zasadzie wszystko – świat przedstawiony wygląda całkiem inaczej niż w momencie, w którym go poznawaliśmy. Pewien rodzaj beztroski i ekscytacji z czasem uleciał i na koniec zostaliśmy może nie kompletnie rozbici, ale z wieloma ranami na czytelniczej duszy. 

Owszem, w Dolinie Królów i poza nią wciąż dzieje się dużo – szalone walki wypełniają również dwunasty tom, ale są one czymś w rodzaju konieczności i dopełnienia, a nie niewiadomą, która tak zafascynowała podczas obserwacji wcześniejszych, turniejowych strać, które wypełniały pierwsze tomy francuskiej serii. Po drodze coś się po prostu zmieniło, część bohaterów musiała zejść ze sceny, a nawet jeśli powrócili, to w odmienionej wersji – w takiej, która wzbudza w nas poruszenie. Bo przecież Marianne, Adrian i Elorna zostali usidleni przez moce Howarda, który postanowił zbudować wokół siebie nowy, wspaniały, wypaczony świat. Na szczęście ich śladem podąża niezastąpiony Richard Aldana i Cristo Canyon alias Siri, którzy będą starali się coś z całą sytuacja zrobić. A w odwodzie – nie zapominajmy – jest jeszcze ekipa z Paxtown.

Smutne obrazki z Doliny Królów zostają w czytelniku na dłużej niż widowiskowe pojedynki, bo przecież pamiętamy to miejsce tętniące życiem i odczuwamy niechęć do odpowiedzialnego za to wszystko Howarda. Nie wiem, czy jego rola jako złoczyńcy spełniła wszystkie oczekiwania czytelników, tak naprawdę można mieć o jego sportretowanie pretensje w rodzaju tych, jakie mieli widzowie niektórych marvelowskich filmów. Ale cóż, złoczyńca też człowiek, pewnie twórcy chcieli, żebyśmy w jakiś sposób zrozumieli motywy jego postępowania – to nie żadne czyste zło tylko bohater ogarnięty obsesją, która zaprowadziła go na manowce.

Końcówka tomu przynosi jednak fabularne uspokojenie, czyli  nowe, spokojniejsze życie dla części bohaterów, ale po finale dostajemy jeszcze swoistą codę, w której  twórcy zdają się mówić – proszę państwa, nic się nie kończy, przygoda trwa dalej. I to jest fajne. Trochę mniej fajne są różne przebłyski z przeszłości niektórych postaci, które trudno jest nam umiejscowić w czasie i przestrzeni. Bo przecież Aldana, Howard i Cristo czyli Siri musieli znać się wcześniej i być ze sobą blisko związani, bo tak podpowiadają retrospekcje.  I rzeczywiście, ich przeszłość możemy poznać w… serialu animowanym, który jest prequelem komiksowej opowieści. Serial jest dostępny na Amazon Prime Wideo, ale co za pech … niedostępny w naszym kraju. Cóż zawsze są sposoby, aby przejść z jednego regionu do innego, tak jak doświadczali tego bohaterowie ‘LastMana”  żyjący na styku światów. Paxtown i Dolina Królów (i to co pomiędzy) to właśnie takie miejsca, teoretycznie kiedyś odległe i dla siebie niedostępne, a jednak za sprawą wyobraźni twórców i determinacji bohaterów – ku radości i przyjemności czytelnika – wzajemnie się przenikające. To była po prostu wspaniała przygoda.

 

LastMan, tom12

Nasza ocena: - 75%

75%

Scenariusz: Bastien Vives. Rysunki: Yves Balak, Michael Sanlaville. Tłumaczenie: Jakub Syty. Non Stop Comics 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Mity Cthulhu wg Lovecrafta – kolejna mistrzowska interpretacja komiksowa klasyki grozy [recenzja]

Choć przyznaję, bywa ostatnio tak, że psioczę na wszechobecność Lovecrafta na polskim rynku – bo …

Leave a Reply