Gorący temat

Maska, tom 1 – więcej niż odrobina szaleństwa [recenzja]

“Maskę” kojarzymy głównie jako przebojowy film z Jimem Carreyem. Po lekturze komiksu Johna Arcudiego i Dougha Mahnke możemy uznać, że Hollywood okradło komiksową fabułę z jej anarchistycznej tożsamości.

Mimo szaleństwa uosobionego przez Carreya w filmowej “Masce” była to produkcja typowo familijna, w której z komiksu zostały jedynie odjazdowe, ale też inaczej niż w komiksie, bezkrwawe popisy tytułowego bohatera. Trzeba jednak przyznać, że już wtedy, w 1994 Hollywood miało nosa do dobrych, komiksowych historii spoza kręgów superbhaterszczyny. To co dzisiaj jest w popkulturze standardem, czyli masowe korzystanie z komiksowych pierwowzorów, tak oczywiste wtedy nie było. Więcej – pewnie większość widzów w USA i w Polsce nie miało pojęcia, że jest to adaptacja komiksu, która na dodatek udanie obrazowała twórcze możliwości, jakie daje wykorzystanie tego medium. I to nawet przy odejściu od głównych założeń tej szalonej historii obrazkowej.

Arcudi i Mahnke zaczęli tworzyć swoją historię na samym początku lat dziewięćdziesiątych i to w jakiś sposób czuć, częściowo w samej oprawie graficznej (ale bardziej w kolorystyce niż w kresce) i w komiksowej fabule, która wpisuje się w toporną estetykę tamtego okresu. To rzecz dla wielbicieli pokrewnego w swej anarchistycznej otoczce “Lobo”, który to tytuł miał zresztą dobrze znany czytelnikom komiksów  TM Semic crossover z “Maską” i chyba tylko oni w tych czasach zdawali sobie sprawę, jak wiele z oryginału zabrało w filmowej wersji.

Komiksowa “Maska” to w dużej części policyjno-gangsterska opowieść z genialnym elementem rozsadzającym jej strukturę. Ów pomysł, aby tajemnicza maska obejmowała władzę nad jej nosicielem i wyciągała na wierzch jego ukryte żądze i popędy zdarza się raz na tysiąc i daje okazję do totalnej jazdy na bandzie. Natomiast czytelnikowi każe się zastanawiać, ile w każdym z posiadaczy maski (bo jest ich w tym omnibusie więcej niż jeden) jest z nich samych, a ile z bezpośredniego wpływu tajemniczego artefaktu, który czyni nosiciela niezniszczalnym i uwolnionym od własnego sumienia, ale też całkowicie podległym władzy maski. W filmie chodziło o boga psot, natomiast w komiksie nie jest to określone jednoznacznie, maska nie ma genezy i jej tajemniczość bardziej działa na wyobraźnię. 

W pierwszej części jako jej pierwszy użytkownik pojawia się życiowy nieudacznik Stanley Ipkiss (czyli tak samo jak w filmie), ale przygoda z artefaktem kończy się dla niego dużo bardziej boleśnie. Mamy też blondynkę, zupełnie inną niż ta grana przez Cameron Diaz, jedyną w całej historii bohaterkę, która zdaje sobie w pełni sprawę z destrukcyjnej potęgi maski. Kathy to jedna z najciekawszych kobiecych postaci w komiksach z tego okresu, równorzędna bohaterka nie tylko dla Stanleya Ipkissa, ale znacznie bardziej istotnego dla fabuły policjanta Kellawaya i całych zastępów gangsterów na czele ze zwalistym, milczącym i równie niezniszczalnym jak każdy nosiciel maski Walterem. Ow Walter jest niewątpliwie ozdobą fabuły Johna Arcudiego, niby oczywisty, potężny zbir, który po dłuższym czasie okazuje się bardzo nieoczywisty i uosabia niszczycielską siłę wydającą się nie mieć żadnych uczuć – aż do jednego, chyba najciekawszego w fabule momentu z końcówki omnibusa. 

W tymże omnibusie mamy trzy części tej historii, ale zapowiedziane są również kolejne. Pierwsza część, czyli po prostu “Maska” to jeszcze rodzaj badania możliwości konceptu, nieco nieskładna, ale też undergroundowa z ducha historia, w której z początku jej prosta, realistyczna kreska jeszcze nie zwiastuje nadchodzącego szaleństwa. Komiksową “Maskę”, tak samo jak nosicieli artefaktu wyróżnia od samego początku jej fabularna nieprzewidywalność utrzymująca się do końca lektury, choć w kolejnych częściach, już bardziej doświadczony Arcudi mocniej trzyma fabułę w karbach. Rysunki Douga Mahnke to dziwna wypadkowa stylu Steve’a Dillona i Franka Quitely’ego i ów charakterystyczny styl również wyróżnia na plus tę historię. Bardzo dobrze, że Non Stop Comics zaryzykował i wydał coś, co na pierwszy rzut oka może kojarzyć się z odgrzewanym, komiksowym kotletem, a w rzeczywistości okazuje się diamentem z wieloma, jakże pożądanymi skazami, bo to właśnie one czynią go tym bardziej wyjątkowym na tle innych komiksów i to nie tylko z tamtego okresu. 

Maska, tom 1

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz: John Arcudi. Rysunki: Doug Mahnke. Tłumaczenie: Marceli Szpak. Non Stop Comics 2021

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Ocaleni. Anomalie kwantowe – słodko – gorzkie przygody kosmicznych rozbitków [recenzja]

„Ocaleni. Anomalie kwantowe” od Leo to kolejny tom serii, w której ramach mieliśmy okazję zwiedzać …

Leave a Reply