Gorący temat

Czas – droga do odkupienia [recenzja]

W czasach gdy seriale pokroju “Squid game” czy “Wiedźmina” rozgrzewają do czerwoności fora internetowe, taka produkcja jak “Czas” wydaje się nie mieć racji bytu. A jednak to właśnie opowiedziana w klasyczny sposób historia skazańca potrafi wywołać u widza nie mniejsze emocje niż przebojowe produkcje streamingowych gigantów, przy okazji pobudzając do więcej niż odrobiny refleksji.

“Czas” należy do grupy seriali (często są to angielskie produkcje), które jeśli nie trafią do oferty któregoś ze streamingowych serwisów (“Czas na szczęście trafił), to mało kto oprócz Brytyjczyków o nich w ogóle wie. Tę zasadę w podobny sposób odzwierciedla kariera grającego tu główną rolę Seana Beana, który ogółowi widzów kojarzy się z dużymi filmowymi i serialowymi produkcjami, a tymczasem jego dorobek aktorski w ostatnich latach obfituje w role w wielu mniej znanych serialach, w tym w produkcjach odpowiedzialnego właśnie za “Czas” scenarzysty Jimmy’ego McGoverna, który doskonale wie jak wykorzystać talent brytyjskiego aktora (choćby rola księdza w serialu “Broken”). Rola skazańca Marka z całą pewnością należy do najlepszych w karierze Beana i aż zadziwia skalą jego uśpionego w innych produkcjach talentu.

“Czas” to historia mężczyzny skazanego za spowodowanie śmiertelnego wypadku na cztery lata więzienia. Mark to nauczyciel angielskiego, który w wyniku własnych zaniedbań trafia do przedsionka piekła, bo tak wygląda rzeczywistość angielskiego więzienia. Jednak rzadko filmowi twórcy, którzy poruszali tę tematykę potrafili pokazać, że piekłem jest tu zwyczajność  i codzienność, która zwykłych przestępców przemienia za kratami w bestie. W więzieniu trafia się do innej rzeczywistości, w której trzeba zaakceptować jej standardy inaczej przeżycie w tych warunkach może okazać się niemożliwe. I takie przez długi czas seansu wydaje się być dla Marka, który ze swoim spolegliwym charakterem w ogóle nie pasuje do więziennych realiów i wydaje się być skazany na pożarcie przez innych osadzonych. A jednak, mimo wielu przeciwności Mark jakoś trwa, w jakimś stopniu dlatego, że już w zwykłym życiu jego rzeczywistość, rzeczywistość alkoholika była zakłamana, i jak każdy alkoholik już wcześniej musiał się odpowiednio przystosować, by jakoś funkcjonować  normalnym życiu. Co więcej, Marc jest po prostu winny tego co zrobił i z pełną świadomością odbywa karę w więzieniu, wiedząc że na nią zasłużył, a wszystko co go tu spotyka jest rodzajem pokuty, którą chcąc nie chcąc przyjmuje na klatę, póki nie dojdzie do granicy, której już przekroczyć już nie będzie w stanie.

“Czas” to opowieść o ludziach wyrzuconych poza nawias społeczeństwa do innej rzeczywistości i ich próbach w niej przeżycia. Wagą jest tu własna dusza i nie chodzi tu tylko o duszę MarKa, ale też każdego z więźniów, których historie tutaj poznajemy. Jako kontrapunkt mamy tu jeszcze historię Erica, strażnika więziennego (świetny Stephen Graham), który choć żyje tylko częściowo w tej rzeczywistości, to dotyka ona go w ten sam sposób i na jego przykładzie mamy pokazane, jak łatwo można ulec jej wpływowi aż do momentu, kiedy nie ma już przed nią ucieczki. Historie obu bohaterów pokazują, że nawet siła ducha i moralne uwarunkowania czasem nie wystarczają w starciu z tą bezlitosną rzeczywistością i wtedy wiele już zależy po prostu od od tego ile mamy do stracenia. Mark i Eric to mimo własnych słabości faceci z zasadami. Tacy zazwyczaj mają jednocześnie najtrudniej i najłatwiej, zwłaszcza w starciu z rzeczywistością, w której wszyscy inni żyją według jej zakłamanych zasad. I dlatego pojedynek z nią obu bohaterów jest tak fascynujący.

To jednak nie wszystko. W filmie nie zapomina się o ofiarach Marka – należą do nich zarówno jego rodzina, jak i wdowa po zabitym przez niego mężczyźnie. Dzięki tej rozszerzonej perspektywie mamy możliwość wejrzenia w różne wersje osobistego piekła doświadczanego przez innych, które teoretycznie powinny Marka przytłoczyć, a ostatecznie budują w nim determinację i dają  nadzieję po podjęciu decyzji, że za wszystko bierze on pełną winę na siebie. 

“Czas” to także serial fascynujący ze względu na jego społeczno-emocjonalny wymiar. Ile razy słysząc o podobnych wypadkach życzymy kierowcy jeśli nie śmierci, to po prostu jak najgorzej (tak jak życzy Markowi żona jego ofiary) i na tym (oraz na wyobrażeniach co powinno spotkać kogoś takiego w więzieniu) kończy się nasze emocjonalne zaangażowanie. “Czas” natomiast opowiada tę historię naszych życzeń ze wszystkimi szczegółami, poruszając wszystkie jej aspekty i wskazując na ubogość naszego emocjonalnego zaangażowania przy tego typu odruchach. Choćby dlatego warto zobaczyć brytyjski serial, który ucieka jak najdalej od rzeczywistości kreowanej przez tabloidy i pokazuje, że od tego momentu wszyscy zaangażowani w dramatyczne wydarzenie stają się jego ofiarami i co gorsza muszą z tą świadomością żyć dalej. O tym, że można dalej żyć z poczuciem sensu opowiada właśnie serial z niezwykłą rolą Seana Beana, który bez aktorskich fajerwerków, w używając prostych środków aktorskiego wyrazu pokazuje, że coś takiego może spotkać każdego z nas. I z pewnością nie każdy byłby w stanie wieść dalej takie życie – pełną świadomością swojej winy i potrzebą odkupienia, jak robi to główny bohater brytyjskiego serialu. 

Czas, sezon 1

Nasza ocena: - 80%

80%

Twórcy: Jimmy McGovern. Wysępują: Sean Bean, Stephen Graham i inni. BBC 2021.

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

The Expanse, sezon 6 – satysfakcjonujący niedosyt [recenzja]

Szósty i zarazem finałowy sezon najlepszego serialu science fiction ostatnich lat wszystkim swoim widzom przyniósł …

Leave a Reply