Gorący temat

Miły dom nad jeziorem, tom 1 – obiecujący początek ponurej wizji końca świata [recenzja]

Po zapowiedzi „Miłego domu nad jeziorem” czekałem na ten komiks bardzo niecierpliwie. Bo sroga okładka, bo nowa seria wydawnicza DC Horror, a groza to jest coś, co lubię najbardziej… Do tego tytuł zdobył w 2022 roku Eisnera dla najlepszej nowej serii! Więc oczekiwania wywindowane w górę już na starcie, a do tego na fotelu scenarzysty nie kto inny, jak James Tynion IV (zdobywca Eisnera 2022 dla najlepszego scenarzysty), któremu zawdzięczamy choćby takie sztosy, jak „Coś zabija dzieciaki”. Mówiąc krótko – hype na ten tytuł był u mnie spory. I może dlatego po pierwszym tomie serii uczucia mam mocno… mieszane?

Zacznijmy od tego, że nie bardzo rozumiem kwalifikację „Miłego domu nad jeziorem” do typowego horroru. Bo bliżej mu – z gruntu – do jakiejś nieco wykoślawionej wariacji nt postapo. Może nawet poszukiwanie w kierunku weirdu, czy socjologicznej SF (choć ujmowanej w mikro skali) byłyby bardziej zasadne, niż horrorowa etykietka, którą ten tytuł został obarczony. Owszem, jest tutaj czego się bać, bo wizja końca świata odmalowana przez Tyniona IV jest całkiem creepy, a i konwencja odizolowania starannie wyselekcjonowanej grupy ludzi w ograniczonej, odosobnionej lokacji tchnie mocno Kingiem (choćby jego słynne „Pod kopułą”). Ale nadal zbyt mało tu horroru, by nawet to niesprecyzowanie gatunkowe pozwalało kwalifikować tak a nie inaczej opowieść Tyniona IV.

Co nie czyni jej – samej w sobie – złą. Jest co najmniej intrygująca. Z pewnością niepokojąca. A z racji faktu, że przed nami jeszcze drugie tyle historii do poznania, to i trudno wyrokować jednoznacznie o jej finalnej jakości. Przede wszystkim, akcja nie pędzi tu na złamanie karku, a scenarzysta skupia się w pierwszej kolejności na psychologii postaci, by w drugiej zafiksować się na ich wzajemnych relacjach, które komplikują się strona za stroną, choć już wcześniej – w opowiadanej w retrospekcjach przeszłości – bywały dwuznaczne.

I to z jednej strony siła komiksu – to staranne portretowanie psychologiczne. Z drugiej, największa wada, bowiem poza rozmowami i wzajemnymi sympatiami / animozjami postaci (z bogatym wachlarzem wspomnianych czasowych retrospekcji), w samej historii nie dzieje się wiele. Pojawia się multum zagadek i można mieć zasadne obawy, czy Tynion IV zdoła rozwiązać i zdemaskować je wszystkie w objętości kolejnego tomu. Mam nadzieję, że tak i że starczy mu miejsca, by nie upychać ich hurtem na ostatnich stronach. Na razie opowieść o ludziach wybranych przez tajemnicza postać po to, by ocalić ich przed końcem świata mnie zaciekawiła samą wyjściową (nie tak znów oryginalną) koncepcją, bym czekał na ciąg dalszy. I to od niego zależeć będzie finalna ocena całości. Jak na razie, scenarzysta dużo obiecał, a spełnił tylko część tych obietnic. I zobaczymy, czy uda mu się spełnić resztę.

Z pewnością mocnym punktem komiksu są rysunki, za które odpowiada Álvaro Martínez Bueno.
Dotychczas doświadczony plakacista i autor okładek spróbował sił w komiksie – moim zdaniem z dużym powodzeniem. Jego kreska jest staranna, dokładna, kadry dopracowane, a całość cechuje plastyczny dynamizm, ale też umiejętne oddanie aury tajemniczości. Wyraźnie rzuca się w oczy gruba kreska szkicu, ale nałożona przez Jordiego Bellaire’a pastelowa, stonowana kolorystyka jeszcze potęguje wrażenie osaczenia i izolacji, co dobrze współgra ze scenariuszem. Álvaro Martínez Bueno ma charakterystyczny warsztat, coś pomiędzy stylistyką prac Billa Sienkiewicza, a Martina Simmondsa („Departament prawdy”), ale to wciąż coś świeżego, szukanie swojej ścieżki. W moim odczuciu – naprawdę udane.

„Miły dom nad jeziorem” w tomie pierwszym wzbudza apetyt, ale i rodzi niepokój, czy historia tak zagmatwana, ma szansę rzeczowo sfinalizować się w kolejnym tomie. Czy Tynion IV zdoła dociągnąć Wielką Tajemnicę do równie epickiego finału i domknąć całą opowieść z należytym sensem? Trudno teraz wyrokować. Mam nadzieję, że historia otrzyma zwieńczenie lepsze niż pamiętni serialowi „Lost”. Nie zmienia to faktu, że komiks ma potencjał, choć ciut brakuje mu dynamizmu (a niektórzy mogą uznać, że jest wręcz przegadany). Ja daję mu kredyt zaufania, po pierwsze przez doświadczenie Tyniona IV jako scenarzysty, po drugie – za rysunki Buena. Choćby dla nich warto do tego komiksy zajrzeć.

Miły dom nad jeziorem tom 1

Nasza ocena:

Scenariusz: James Tynion IV. Rysunki: Álvaro Martínez Bueno. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawnictwo Egmont 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Wilk morski – wspaniała adaptacja powieściowej klasyki [recenzja]

„Wilk morski” Reefa Reb’sa to swobodna adaptacja powieści Jacka Londona, łącząca wszystko, co charakterystyczne dla …

Leave a Reply