Gorący temat

Mroczne Miasta. Wieża – skok na główkę w kulturowe dziedzictwo [recenzja]

“Mroczne miasta” to jedna z najważniejszych europejskich serii komiksowych. I o dziwo najważniejsi nie są w niej, tak jak w innych klasycznych seriach komiksowych ich wyjątkowi bohaterowie, tylko bliskie spotkania zagubionych protagonistów z architekturą. 

W ciągu bodajże trzynastu lat wydano u nas zaledwie trzy tomy serii Francoisa Schuitena i Benoita Peetersa. To z jednej strony mało, bo całość liczy jedenaście tomów i aż strach myśleć ile czasu zajmie ich wydanie, z drugiej wydane dotychczas trzy historie całkiem udanie reprezentują świat “Mrocznych Miast”, w którym architektura w niesamowity sposób krzyżuje się z ludzkimi uczuciami, pragnieniami i obsesjami.

Pamiętam, że start serii w 2008 roku w postaci “Murów Samaris” nie zrobił takiego szumu na naszym poletku jak inne serie komiksowe o podobnej renomie. Być może dlatego, że “Mroczne Miasta” są jedyną w swoim rodzaju, bardzo specyficzną lekturą. Twórcy połączyli w niej wieloma punktami stycznymi inspiracje literackie razem z architektonicznymi, w wyniku czego powstał komiksowy materiał inny niż wszystkie, przeglądający się w dorobku kulturowym zachodniej cywilizacji, w którym architektoniczne style łączą się w niezwykłym tańcu wyobraźni z hermetyczną prozą spod znaku Franza Kafki, Jorge Luisa Borgesa, George Pereca, Italo Calvino i innych, wielkich literackich eksperymentatorów. 

Komiksowi bohaterowie ‘Mrocznych Miast’ często stają się tam tłem dla zabaw z formą, choć ich niepohamowana natura pozwala im rozsadzać i odmiennie kształtować struktury, w których z początku wydają się być uwięzieni. “Mroczne Miasta” to opowieści trochę z pogranicza oniryzmu i koszmaru, ale przedstawionego w zorganizowany, można wręcz powiedzieć że w hermetycznie-duszny sposób i dlatego bohaterowie zazwyczaj dążą tam do celu, którym oprócz kolejnych fascynujących odkryć wydaje się pragnienie zaczerpnięcia łyku normalnego, nie skażonego udziwnieniami powietrza.

“Wieża” to o tyle niezwykły album w dorobku Schuitena i Peetersa, że jego wizualnym bohaterem jest sam Orson Welles o posturze Falstaffa, którego aktor zagrał i wyreżyserował w 1965 roku. Fizjonomię i posturę Wellesa dostał w “Wieży” jej główny bohater, czyli Giovanni Battista, konserwator tytułowej, monumentalnej Wieży, żyjący samotnie na którymś z jej poziomów. Giovanni coraz częściej zaczyna zauważać defekty w konstrukcji Wieży, o których zawiadamia urzędujących gdzie na dole Inspektorów. Nie mogąc się doczekać na przybycie ich reprezentanta, podejmuje samotną, mozolną i niebezpieczną wędrówkę w dół Wieży, która z każdą stroną robi się coraz bardziej enigmatyczna zarówno dla samego bohatera jaki i dla czytelnika. 

Co czeka nas dalej? Jak możemy domyślać się z okładki, w życiu bohatera musi pojawić się kobieta. Tylko dlaczego dwójka bohaterów jest naszkicowana biało-czarnymi kolorami, a tło, na czele z murami Wieży jest kolorowe? Ma to sens, który odkryjemy w miarę lektury, ale ów sens będzie niezwykle trudny do uchwycenia, tak samo jak coraz bardziej wszechogarniające okażą się zagadki napotykane przez konserwatora w kolejnych sektorach Wieży. 

Fascynujące jest to, że bohaterowie ‘Mrocznych Miast” wcale nie są tak wymyślni i monumentalni jak sama architektura, to ludzie kierujący się instynktem, ciekawością, czasami pewną dozą szaleństwa, ale są po prostu ludzcy w zachowaniach i dociekaniach, tak samo jak ludzki i uparty był bohater “Zamku” Kafki, do którego “Wieża” wyraźnie nawiązuje fabułą. Aby nabrali pełniejszego wymiaru, aby pokazać ich w pełnej palecie barw muszą przejść rodzaj duchowej przygody, która zawiedzie ich w zupełnie odległe i nieznane rejony, tworząc z charakteryzującej ich zwyczajności niezwykłe symbole, które potem świecą pełnym blaskiem na kartach dzieł literackich lub obrazach malarskich mistrzów.  Zresztą literatura to tylko część inspiracji w przypadku “Wieży”. Równie ważna jest tu ikonografia, w postaci obrazów Pietera Bueugela oraz z czarno-białych, przeładowanych architekturą ilustracji Giovanniego Battisty Piranesiego, od którego główny bohater wziął w komiksie swoje miano. 

“Wieża” również w niesamowity sposób łączy się z niedawno wydaną u nas powieścią Susanny Clarke, zatytułowanej – nomen omen – “Piranesi”. Powieść Clarke czyta się bowiem jak kolejny, niesamowity rozdział “Mrocznych Miast”, ponieważ  również w tej historii architektura gra niezwykle ważną rolę. To fantastyka wysokich lotów, tak samo zresztą jak “Wieża”, którą śmiało można postawić obok wymienionych wyżej literackich i malarskich dzieł. To lektura w niezwykły sposób pobudzająca nie tylko wyobraźnię, ale też poruszająca archetypiczną nutę kulturowego dziedzictwa, która gra w duszach czytelników szukających w komiksach nie tylko mocnych wrażeń, ale też estetycznego spełnienia. Cały ten pakiet  dostają w “Wieży”, razem z jednym z najbardziej niezwykłych finałów w historii europejskiego komiksu, jakby wyjętych z fantasmagorii Moebiusa. A to tylko budzi budzi apetyt na kolejne tomy “Mrocznych Miast”, których miejmy nadzieję doczekamy się o wiele szybciej, niż musieliśmy czekać na trzy dotychczas wydane.

 

Mroczne Miasta. Wieża

Nasza ocena: - 90%

90%

Scenariusz: Benoit Peeters. Rysunki: Francois Schuiten. Scream Comics 2021

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Lycyfer. Wydanie zbiorcze, tom 2 – epicki rozmach na miarę bohatera [recenzja]

„Lucyfer” to monumentalne dzieło, stanowiące najwybitniejszy przykład twórczości autora scenariusza – Mike’a Careya, nie tylko …

Leave a Reply