Gorący temat

Nimfa – wszystkie grzechy debiutanta [recenzja]

„Nimfa” Andrzeja Konefała to literacki debiut, a ja – przyznaję – zwykłem oceniać debiuty z pewną dozą pobłażliwości, na jaką nie pozwalam sobie u autorów doświadczonych. Pewne literackie nieobycie jestem skłonny wybaczyć (choć go nie przemilczę), jeśli tylko autor wykazuje pewną dozę potencjału, rodzącą nadzieję, że następnym razem będzie lepiej. I z takim przypadkiem mamy do czynienia tutaj. „Nimfa” ma większość błędów debiutu, przy czym sam jej autor rokuje całkiem nieźle, jeśli tylko pewnych rzeczy się z czasem nauczy.

Historia z jednej strony nie jest ani przesadnie nowa, ani oryginalna ale z drugiej nie można powiedzieć, że wieje nudą. Główna bohaterka – Katarzyna Mariańska, w wypadku samochodowym traci dziecko. W ramach przeciągającej się żałoby, postanawia jeszcze raz pojechać w miejsce zdarzenia, by tam pożegnać się z ukochanym, utraconym Kubusiem. W dzień wyjazdu wchodzi głębiej do szafy… i budzi się w innym miejscu. Nie, skojarzenia z Narnią zupełnie błędne. Lepszym tropem będzie choćby motyw z „6-ego dnia” z A. Schwarzeneggerem, czy dalekimi echami z „Przesiadki w piekle” Andrzeja Ziemiańskiego. Mariańska bowiem nagle okazuje się być w ciele innej kobiety. Mającej inną rodzinę, inne, a co ważniejsze, żywe dziecko. Otacza ją świat, rzeczywistość, której ona sama zupełnie nie zna. Obcy dom, obcy ludzie, obce ciało. Wyrwana z własnego status quo zaczyna powątpiewać, czy rozpacz nie wpędziła jej w szaleństwo. A co, jeśli nie postradała zmysłów?

To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, bowiem akcja w powieści pędzi na łeb na szyję, ani na chwilę nie zwalniając tempa. I – przyznaję – trudno się w tym natłoku zdarzeń nie pogubić. To pierwszy i dość poważny błąd tej książki. Za dużo, za szybko. Wątków, motywów jest za dużo i są one serwowane nazbyt chaotycznie, by spinać się w logiczną całość, by zbudować spójny, satysfakcjonujący obraz. Niektóre sceny rozpisane są znakomicie, inne tak mocno przeczą logice, że niweczą cały obraz świata przedstawionego. Autor nie do końca przemyślał wszystkie swoje fabularne decyzje, a niektóre zdarzenia wciśnięte są zdecydowanie tylko po to, by zbudować większą dramaturgię, choć w zakresie logiki prezentowanego świata nijak się nie bronią. Dla przykładu: jeśli chcesz ograniczyć zainteresowanie swoją tajna placówka badawczą, to nie każesz dronowi rozstrzelać dwóch nastolatek na spacerze tuz obok ogrodzenia tejże placówki, prawda?

Drugim z problemów jest podjęcie przez Konefała dość karkołomnej decyzji o narracji pierwszoosobowej. Samo w sobie nie jest to złe – jeśli umie się tego użyć oraz pamięta o ograniczeniach. Narrator trzecioosobowy zyskuje prawo do wszechwiedzy i daje twórcy możliwość opisywania rzeczy, sytuacji etc, o których dana postać wiedzieć nie może. Twórca ma po prostu dużo szerszą perspektywę. W narracji pierwszoosobowej to (stety / niestety) odpada. U Konefała jeszcze samo użycie w odniesieniu do Mariańskiej by się broniło, bo główna bohaterka prowadzona jest całkiem przyzwoicie. Jednak autor – nie wiedzieć czemu, podjąć się prowadzenia każdego z bohaterów w narracji pierwszoosobowej, co po pierwsze powoduje dezorientację czytelnika (bo sami gubimy się w tym, o kim aktualnie czytamy) a po drugie, czasem autor pozwala swoim bohaterom na przedstawianie faktów, których nie mogą znać. Co zresztą w kilku miejscach sami podkreślają. To trochę dekonstruuje siłę wyrazu pierwszoosobowej narracji, która świetnie nadaje się do przedstawiania emocji, odczuć wybranego bohatera – a z tym jest tu duży problem. Bohaterowie zdają się skreśleni pobieżnie i niestarannie. Są mało wiarygodni, bo akcja tak pędzi do przodu, ze nie mamy kiedy poznać ich bliżej, oswoić się z nimi. Całość przypomina trochę film sensacyjny z postaciami nieco krojonymi od szablonu, kiedy twórca zakłada, że odbiorca sam dopasuje charaktery do tych znanych, stereotypowych wzorców.

Sama historia, mimo dużej ilości akcji i kilku niezłych pomysłów, niestety cierpi na brak oryginalności i dużą przewidywalność. Autor tak mocno skupia się na żywiołowości akcji i solidnie sensacyjnej, widowiskowej otoczce, że traci jakby z oczu konieczność wysnucie ciekawej, zajmującej intrygi. Cóż z tego, że dzieje się wiele, są pościgi, strzelaniny i widowiskowe sceny walki wręcz, jeśli nie kryje się za tym tak naprawdę nic głębszego? Potencjał był, pomysł wyjściowy z grubsza zasługuje na pochwałę, jednak wykonanie już mocno kuleje. Zwłaszcza, im dalej w fabułę się zagłębimy. Same walczące ze sobą w powieści organizacje dopuszczają się tylu absurdalnych zachowań, że trudno jest nam zawierzyć w możliwość ich istnienia – a to jest w dobrej powieści niestety konieczne. Brak im wiarygodności, które sprawiałyby, że lektura byłaby satysfakcjonująca.

Da się tu rzeczywiście wyczuć echa Deana Koontza (którego autor jest fanem), jednak bardziej z tych słabszych jego powieści. Sam osobiście zauważam pewne naleciałości z prozy Roberta Szmidta, bo też w kierunku pisanej przez niego prozy Konefał zdaje się podążać. I choć długa jeszcze droga przed nim, by poziom autora „Kronik Jednorożca” osiągnąć, to jednak mam wrażenie, że jest na to szansa.

Chcąc ocenić „Nimfę” jednoznacznie – nie nazwę tej książki złą. Styl Konefała, który właśnie przypomina mi nieco sposób pisania wspomnianego Szmidta, nawet mi się podoba. Jest kilka elementów fajnie pomyślanych, kilka naprawdę dobrze rozpisanych scen. Gorzej u debiutanta z samymi kwestiami warsztatowymi – konstruowaniem fabuły, prowadzeniem bohaterów, czy budowaniem realistycznego świata przedstawionego. A to, jak wspominałem, w dobrej powieści konieczne.

Nimfa

Nasza ocena: - 35%

35%

Andrzej Konefał. Wydawnictwo Oficynka 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Bestiariusz japoński. Yokai – przepiękny i fascynujący [recenzja]

“Bestiariusz japoński” to moje pierwsze spotkanie z serią “Legendarzy” autorstwa Witolda Vargasa. Dodam, że niezwykle …

Leave a Reply