poniedziałek , 26 Październik 2020

Odmęt – kwestia punku widzenia [recenzja]

Zmiana gatunku literackiego przez pisarza nie zawsze musi skończyć się dobrze. No chyba, że ma się konkretny pomysł na historię. Kojarzony do tej pory z głównie z fantastyką Jacek Łukawski udowadnia swoją najnowszą powieścią, że takowy pomysł ma – i w rasowym kryminale potrafi się odnaleźć równie dobrze.

Czasem życie zmusza nas, by wykonać krok naprzód. „Odmęt” to przede wszystkim historia Damiana Wolczuka – niespełnionego dziennikarza śledczego, którego życie wali się w gruzy w dosłownie jeden dzień. Zdradzony przez kobietę swojego życia, porzucony przez znajomych z pracy, podejmuje decyzję o jakiej wielu z nas myślało zapewne niejednokrotnie: rzuca dotychczasową egzystencję na poczet nieznanego. Przypadek chce jednak, że bohater trafia do Chęcin – niewielkiej miejscowości, w której coś właśnie zaczęło się dziać. Zwłoki czterech mężczyzn, wiekowy szkielet i pełne lokalnych zabobonów opowieści o ciążącej na mieścinie klątwie – to temat idealny w sam raz na rozpoczęcie kariery w nowej redakcji. A Wolczuk, szczwany lis w dziennikarskim światku, doskonale wie w jaki sposób podjąć trop.

Jako słowo się rzekło, „Odmęt” to przede wszystkim kryminał. Na pierwszym planie mamy więc metodyczne dążenie po nitce do kłębka i kolejne pytania bez odpowiedzi. Z biegiem czasu, im bliżej rozwiązania zagadki są bohaterowie, atmosfera zagrożenia wykładniczo się zwiększa, a krąg potencjalnych sprawców zacieśnia się niczym pętla u szyi skazańca. Prowadzenie w taki sposób fabuły Łukawskiemu wyszło wcale dobrze – podczas gdy my zastanawiamy się nad tym co jest prawdą, a co sfabrykowanym dowodem, autor kreśli portrety psychologiczne bohaterów. Na pierwszy plan wysuwa się tu sam Wolczuk – tyleż inteligent, co pewny siebie, czy wręcz zarozumiały tropiciel sensacji. Ale nie tylko dziennikarz gra tu pierwsze skrzypce – jest też porządny policjant Kryński, będąca punktem zainteresowania obu mężczyzn Alicja, czy wreszcie ekscentryczny miłośnik jednośladów i starych garniturów, błyskotliwy prokurator Arkadiusz Painer. Bohaterów u Łukawskiego jest sporo i początkowo dość łatwo w natłoku nazwisk się pogubić, ale z czasem wszyscy zyskują charakteru na tyle, by bez większego problem wyróżniać się z tłumu. Inna sprawa, czy zechcemy im kibicować – bo już choćby Wolczuk z którym spędzimy najwięcej wspólnego czasu, jest osobowością mocno dyskusyjną, która potrafi w kilku momentach nieźle zirytować.

Niezbyt pozytywne odczucia wywołał u mnie też pewien element stylu Łukawskiego – zapis rozmów przez telefon. Otóż zamiast zwyczajowego dialogu, mamy tu w większości przypadków pogląd na to co mówi jedna strona. Bloki tekstu w postaci twórczego rozwinięcia „Aha… nie, już idę. Co? Tak… tak, będzie” zdarzają się w „Odmęcie” przynajmniej kilkukrotnie i zazwyczaj nie wnoszą do danej sceny nic ciekawego.

Pomimo tego w „Odmęt” można się zaangażować,  głównie ze względu na porządnie wykreowaną atmosferę. Łukawski nie porzuca tu bowiem całkowicie swego dotychczasowego gatunku numer jeden, a umiejętnie wykorzystuje go jako element tła. Gdzieś tam w tle przemyka więc wątek fantastyczny. Postaci wspominają o ponurej legendzie otaczającej Chęciny, a niewidoczne dla ludzkiego oka zło zastawia swe sidła na niczego niespodziewające się ofiary. Wszystko to nadaje bardzo przyjemne tło dla rasowego kryminału jaki jest motywem głównym całej historii – ale ile z ludowych opowieści jest prawdą, dowiemy się dopiero w skręcającym umysł w supeł finale.

Wspomniane zakończenie to zresztą bodaj największa siła całej powieści. Nie chcę zagłębiać się w to, czy w stu procentach spina się ono ze wszystkimi poprzedzającymi je wydarzeniami – bo prawdę mówiąc, wydaje mi się, że doszukując się szczególików, moglibyśmy znaleźć pewne nieścisłości – ale  z całą pewnością Łukawskiemu udaje się doprowadzić czytelnika do momentu, w którym ten ma kilka równie prawdopodobnych rozwiązań przed oczyma. Na plus podsumowującym całość partiom tekstu można policzyć też to, że nie są przeciągane w nieskończoność – keidy już dochodzi do ostatecznej konfrontacji, wszystko dzieje się szybko i konkretnie. „Życiowo” chciałoby się powiedzieć.

„Odmęt” to jak się zdaje, dopiero wstęp do kryminalnych przygód prokuratora Arkadiusza Painera i jego zespołu. „Krąg Painera”- bo tak ów cykl ma się nazywać – zapowiada się więc całkiem obiecująco. Pierwszy tom nie jest co prawda pozbawiony mniej lub bardziej irytujących mankamentów, ale broni się jako koherentna wizja stopniowego wikłania się bohaterów w sieć pająka. Jestem przekonany, że jeśli z postaci ekscentrycznego prokuratora Łukawski będzie w stanie wycisnąć jeszcze więcej, czeka nas sporo zabawy w jego towarzystwie.

Odmęt

Nasza ocena: - 70%

70%

Autor: Jacek Łukawski. Wydawnictwo Czwarta Strona, 2020.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Władcy strachu. Przemoc w sierocińcach i przełamywanie zmowy milczenia – cisza, która boli [recenzja]

Zmowa milczenia to ten rodzaj ciszy, który boli najbardziej. Szczególnie jeśli dotyka niewinnych dzieci. Ewa …

Leave a Reply