Odrodzenie, tom 7: Naprzód! – zatajenie zamiast objawienia [recenzja]

“Odrodzenie” wkracza w decydującą fazę, jednak na odpowiedzi na najistotniejsze pytania będziemy musieli poczekać do ostatniego, ósmego tomu serii Tima Seeleya i Mike’a Nortona.

Na okładce najbardziej rzuca się w oczy kontrast między odcieniami zieleni w tytule komiksu  i munduru generał Louis Cale, a kremową barwą kłębiących się, duchowych stworów tak ważnych dla fabuły. I to rzeczywiście obraz najważniejszego w tym tomie wątku, przy którym na drugi plan schodzą nawet perypetie Dany i Marthy Cypress. W samym centrum grafiki stoi zatem bardzo sprawna w swoich działaniach bohaterka, dla której ważniejsze od wyjaśnienia zjawiska jest zrobienie z nim porządku. Najlepiej w ten sposób, aby problem Odrodzonych po prostu zniknął. 

Stąd też tytuł recenzji, cytujący spostrzeżenie jednej z postaci komiksu. Oto bowiem ludzkość stanęła przed przerastającą ją sytuacją. Władze najwyraźniej nie mają zamiaru rozpatrywać odrodzeń jako synonimu cudu, tylko jako bałagan, który należy uprzątnąć. I kiedy pani generał w końcu zdobywa wiedzę, jak można skutecznie pozbyć się Odrodzonych, w tajemnicy zaczyna przeprowadzać postępujący proces ich likwidacji. Jest to bardzo konsekwentny i charakterystyczny dla tego typu fabuł rozwój wydarzeń, ponieważ koncentruje się na ludzkich reakcjach w obliczu niewytłumaczalnych zjawisk. Reakcjach polegających nie na tym, aby starać się te zjawiska wytłumaczyć, oswoić bądź zaakceptować, a jedynie pozbyć się problemów, które stwarzają.

Jak powinniśmy się jednak spodziewać, nie wszystko władzom pójdzie tak gładko jak zaplanowano. Do akcji wkroczą bowiem nie tylko ukrywające się obecnie Dana i Martha, wciąż  szukające odpowiedzi na pytanie, kto stoi za zabójstwem tej drugiej, ale także przetrzymywani w ośrodku Riverside Odrodzeni. Interesująco wypada także wprowadzenie zupełnie nowych bohaterów w końcówce serii, na czele z tajemniczą agentką wrzuconą do fabuły z raczej nietypowego miejsca, bo z osady amiszów. To właśnie ci nowi albo będą ratować sytuację, albo wprost przeciwnie, staną się punktem zapalnym wydarzeń, które mają nas przygotować do wybuchowego finału. 

Chociaż bardziej niż wybuchowy chciałoby się, by przede wszystkim był wiarygodny, ponieważ jak dotąd, to właśnie wiarygodność przedstawionej historii jest największym atutem “Odrodzenia”. Twórcom cały czas zależy na tym, by najlepiej wybrzmiał tu zbiorowy portret wycinka społeczeństwa w momencie bardzo ważnej próby. Jeśli zatem stosujecie się nadal do zasady #zostanwdomu, warto przyjrzeć się temu, jak ludzie zachowują się w obliczu innego, acz w pewnych aspektach podobnego przecież kryzysu. Czytając “Odrodzenie” powinniśmy przynajmniej znaleźć pocieszenie w fakcie, że nasza kwarantanna na całe szczęście przebiegała odmiennie od tej, której poddani zostali mieszkańcy Wassau w stanie Wisconsin.

Odrodzenie, tom 7: Naprzód! Scenariusz: Tim Seeley. Rysunki: Mike Norton. Non Stop Comics 2020

Ocena: 7/10

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Conan. Powrót do Cymerii – dobrze jest wrócić do domu [recenzja]

Poprzedni tom przygód Conana wydawanego przez Dark Horse Comics ukazał się na naszym rynku pod …

Leave a Reply