Okolica Strachu #14 – polski horror w ofensywie? [recenzja]

„Okolica strachu” to magazyn poświęcony kulturze grozy, ukazujący się od kilku lat, w nieregularnych odstępach czasu. Ostatni numer, z maja 2020 (#14 w historii pisma, a pierwszy w tym roku) zdołał zebrać popularne nazwiska, w tym autorów zagranicznych, jak Graham Masterton, czy Alessandro Manzetti. Ale – co ciekawe – to rodzimi twórcy zbierają laur za najlepsze teksty w zbiorze. Do tego porcja intersującej publicystyki, w tym aż trzy wywiady. Jest co czytać.

Opowiadanie otwierające numer – „Musztarda po obiedzie”, autorstwa duetu: Dawn G. Harris i Graham Masterton to tekst, który świetnie się zaczyna, aczkolwiek słabo wypada w zakończeniu. Jest dość typowo dla twórczości Mastertona, z odpowiednią ilością makabry, ale także z sięganiem po demoniczne deformowanie współczesnych technologii (komputery) i nośną tematykę społeczną. Paradoksalnie finałowy gore trochę odziera opowiadanie ze zgrabnie nakreślonego klimatu.

Dużo lepiej, całościowo, wypada „Kirti” Alessandro Manzettiego – króciutkie, acz duszne, niepokojące i doskonale napisane. To zresztą przykład, jak niewiele wiemy o europejskim horrorze i o tym, jak liczni interesujący autorzy w nim tworzą.

„Czarne światło” Bartłomieja Fitasa to nie pierwsze moje spotkanie z autorem, ale też, jak mniemam, dość sugestywna zapowiedź przygotowywanego przez niego zbioru opowiadań w klimacie weird. Sprawnie napisane, zgrabne językowo i umiejętnie kreujące nastrój. Spomiędzy wersów tej historii tchnie obcość i to ona przyczynia się głównie do wykreowania poczucia grozy i odrealnienia. Tym niecierpliwiej czekam na kolejne publikacje od autora, m.in. wspomniany zbiór „Osobliwość”.

Szymon Majcherowicz serwuje opowiadanie „Otwieram oczy”, które zdecydowanie szturmuje podium najlepszej trójki opowiadań z tego numeru. Sprawnie wykreowane, mroczne, niepokojące, oniryczne… Kojarzy mi się z prozą Marka Grzywacza, którego twórczość bardzo cenię. Jedyny mankament, to miejscami zbytnie rozdęcie tekstu, nadmierne rozpasanie z przymiotnikami, które wprowadzają nieco chaosu i mniej wprawnego czytelnika mogą po prostu przytłoczyć. Nie rzecz w tym, że historia wymaga maksymalnej uwagi (to akurat świadczy na jej korzyść), ale w tym, iż jest zbyt mocno przesycona odrealnieniem i czasem autor za bardzo odbiega od linii fabuły, brnąc zbyt mocno w emocjonalne wynurzenia. To nie jakiś poważny zarzut, bardziej sugestia konieczności lepszego wygładzenia tekstu i tak, czy inaczej, to czołówka opowiadań z numeru.

„Tu i tam” od Pawła Lacha to chyba moje pierwsze, tak bliskie spotkanie z twórczością tego autora, jednak niewątpliwie udane. To zdecydowana topka tego numeru OLS-a. Oniryczne, niepokojące opowiadanie o dość specyficznym hotelu, toczonym mimowolnym przemijaniem, jak rak toczy zdrową tkankę. I dziwne stworzenia, ni to materialne, ni to upiory. Sugestywnie napisana historia z przejmującą chłodem atmosferą była zdecydowanie najprzyjemniejszą (w swój specyficzny sposób, w jaki przyjemnością może być wzbudzanie w samym sobie lęku) lekturą. Kojarzy mi się też nieuchronnie z tekstem Pawła Matei „Ktoś powinien coś z tym zrobić” ze „Snów Umarłych 2018”. Lubię takie historie, osadzone w na wskroś realnym, choć zwyczajowo niedostrzeganym świecie, w które wkradają się powolnie zimne paluchy odrealnienia. Znakomitość!

Jerzy Grundkowski w „Wybrańcu Bogów” sięga po postać Edgara Allana Poe i na kanwie jego biografii buduje wspaniale nakreśloną, wiktoriańską w duchu i zgrabną w formie historię. Zdecydowanie warto przeczytać, nie tylko dla intrygującej fabuły, ale i dla znakomitego opanowania literackiego języka.

Dział publicystyczny w tym numerze Okolicy Strachu zdominowały wywiady. Na pierwszy ogień idzie rozmowa z Alessandro Manzettim, włoskim twórcą grozy, który przybliży nam tamtejszy rynek horroru. Kolejnym z przepytywanych twórców jest ostatnio bardziej nad Wisłą rozpoznawalny Grady Hendrix ( a to za sprawą Wydawnictwa Vesper). Także tutaj rozmowa dość schematyczna, skupiona na literackich początkach, fascynacjach, ulubionych twórcach. Jest o publicystyczno – popularyzatorskich działaniach Hendrixa, który lubuje się w pulpowych powieściach grozy oraz o jego własnych, autorskich planach.

Macieja Szymczaka raczej polskim miłośnikom grozy przedstawiać nie trzeba. Pisarz, redaktor, popularyzator. Rodzimowierca, mocno skupiony na promocji nie tylko polskiej grozy sensu stricte, ale i jej mocno tematycznej, słowiańskiej odmiany. Ciekawy wywiad, o tym, czy horror w Polsce w końcu ma szansę wypłynąć na szersze wody i przebić się poza swoje hermetyczne środowisko. Jest o rosnącej popularności słowiańskich klimatów w literaturze oraz o tym, czy horror może sprawdzić się w formie audiobooka. To chyba najciekawszy wywiad w numerze – co zaskakujące, bo jednak to od zagranicznych autorów, zwłaszcza mało znanych w Polsce miałem nadzieje dowiedzieć się więcej o kulturze grozy poza naszymi granicami.

Galeria to kilka intrygujących prac Stefano Cardoselliego, włoskiego grafika, który ma bardzo komiksowy, choć surowy i nacechowany brutalnością styl. Jego prace z pewnością tracą dużo przez brak koloru (choć było to nieuniknione ze względu na formułę magazynu). Jednak jeśli kojarzycie prace naszego rodaka Jakuba Kijuca, to wiecie, w jakim kierunku podąża stylistycznie Cardoselli.

Z artykułów publicystycznych mamy tekst „Nuklearny horror” Jakuba Riedela, dość pokrótce opisujący historię rozwoju broni nuklearnej i wynikających z tego zagrożeń. Jak blisko byliśmy od tego, by komuś omsknął się palec na czerwonym przycisku? Mimo, że artykuł jest krótki i traktuje sprawę dość pobieżnie, to jednak syntetyzuje podstawowe fakty dla tych, którzy nie zetknęli się wcześniej z tematem, poza popkulturowymi motywami w kinie sensacyjnym.

W jedynej recenzji w numerze Maria Lengren w zgrabny sposób zachwala wydane w ostatnim czasie komiksy adaptujące prozę Lovecrafta, a Marcin Knyszyński w części drugiej swojej „Celuliodowej hipnozy” omawia – z typową dla siebie erudycją – kolejne filmy kultowego ze wszech miar Davida Lyncha. Przyznaję, z całej publicystyki w tym numerze OLS-a ten tekst przeczytałem z największą przyjemnością, ale przeważyła tu z pewnością moja osobista fascynacja reżyserem.

Całość numeru wieńczy tekst Pauliny Kowalskiej „ Horror wg sióstr Soska”, który akurat dotyka tej sfery kultury grozy – pulpowego horroru klasy co najmniej B – która jest mi najbardziej obojętna. Trudno mi się odnieść do merytoryki, skoro nie znam omawianych przez autorkę filmów, więc dla mnie to ot, najwyżej ciekawostka. Ale mam świadomość, że i takie kino ma swoich fanów. I to dla nich jest ten tekst.

Reasumując – Okolica Strachu to nie tylko jeden z niewielu magazynów o grozie, który nadal, mimo zawirowań, ukazuje się nieprzerwanie, ale też przykład, że w Polsce kultura grozy ma się coraz lepiej. Mamy zdolnych twórców i jesteśmy w stanie nie tylko dotrzymać kroku zachodnim autorom, ale i czasem ich prześcignąć. Wielką zaletą OLS-a, także w tym numerze, jest przybliżanie polskiemu odbiorcy interesujących tekstów z zagranicy, a takie popularyzatorskie działania są zdecydowanie warte wsparcia.

Okolica Strachu #14

Nasza ocena: - 85%

85%

Różni autorzy. Wydawnictwo Phantom Books 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Kosmos. Możliwe światy – pasjonująca podróż przez wszechświaty [recenzja]

W latach 80. popularnonaukowy program Carla Sagana i Ann Druyan, “Kosmos”, kształcił, zaciekawiał, otwierał oczy …

Leave a Reply