Gorący temat

Parker, tom 1 – więcej niż zimny drań [recenzja]

Są takie komiksy, które powinny być stale w sprzedaży, jak przykładowo “Strażnicy” lub “Sin City”. To po prostu kanon i obowiązkowa lektura dla każdego fana komiksowego medium. Do tego grona jak najbardziej pasuje “Parker” Darwyna Cooke’a, wydany właśnie przez Nagle Comics. 

Nowe, można powiedzieć, że ekskluzywne wydanie “Parkera” to z pozoru ryzykowny ruch wydawnictwa, bo przecież wciąż można kupić poszczególne tomy z poprzedniego wydania. W rzeczywistości to dowód na to, że nasz rynek się znormalizował, Polacy pokochali integrale i po prostu jest klient na tego rodzaju wypasione, obfitujące w dodatki komiksowe albumy. Integral “Parkera” to tzw. Martini Edition, album w mocno powiększonym formacie, dzięki któremu można jeszcze bardziej zachwycać się retro kreską Darwyna Cooke’a. O dziwo, ta stylizowana na złote lata komiksu w USA forma graficzna sprawdza się doskonale w nie starzejącej się fabule, w której obcujemy z jednym z najbardziej bezwzględnych bohaterów, jakich stworzyła popkultura. Parker wymyślony Donalda Westlake’a, który jego przygody pisał pod pseudonimem Richard Stark, to nie tyle zimny drań, co  bezduszny, twardy sukinsyn, który zawsze potrafi postawić na swoim. Antybohater idealny, który po prostu fascynuje i którego wiele razy widzieliśmy w różnych wcieleniach aktorskich, w różnych filmach. A teraz mamy okazję zobaczyć w komiksie, który dzięki talentowi jego twórcy jest niczym wyższa szkoła jazdy. 

Martini Edition wita nas hołdem dla wydawcy, Scotta Dunbiera, dzięki któremu ten projekt był możliwy, a zaraz potem zabiera na dość długą, ale cholernie ciekawą dyskusję komiksowych twórców (sam Cooke oraz Ed Brubaker) i dziennikarza The Comics Reporter, Toma Spurgeona na temat genezy komiksowego “Parkera”. Można (bo są małe spoilery) przeczytać cały tekst dopiero po lekturze komiksu, by poczuć twórczą ekscytację i sprawdzić jak krok po roku rodził się ów komiks. Dla mnie najbardziej urzekający ukazał się jednak pokazany przy okazji dyskusji proces powstawania krok po kroku komiksowego kadru, razem z nakładaniem farby, która w przypadku “Parkera” jest graficzną wisienką na torcie. Sposób tworzenia plansz przez Cookea – szybko, bez poprawek, można powiedzieć na zimno dał efekt tak piękny, że aż niebezpieczny przy całym swoim uroku, biorąc pod uwagę jaką historię opowiada i jakiego bohatera opisuje. Bo choć kreska i kolory kojarzą nam się z dawnymi kryminałami w stylu noir, tak naprawdę bardziej pasuje tu określenie hard boiled – czyli przede wszystkim prostolinijna w swej fabule, mniej podatna na głębsze interpretacje gatunkowa odnoga kryminału ożenionego z sensacją. To gatunkowe połączenie, które w drugiej dłuższej opowieści z albumu, w “Syndykacie” Cooke podlał jeszcze formalnymi eksperymentami daje efekt powalający, zarówno pod względem estetycznym jak i fabularnym. 

Kim jest Parker? – poznajemy go w nieciekawym momencie życia – zdradzony i postrzelony przez żonę, oszukany przez wspólnika napadu po ucieczce z więzienia ma w głowie tylko jedno – zemstę. Zanim zobaczymy jego twarz przystojnego twardziela musimy najpierw przerzucić kilkanaście stron komiksu. Takie właśnie, różnorodne, wzbogacające narrację patenty Cooke – dzisiaj uznawany za jednego z największych komiksowych amerykańskich rysowników – co jakiś czas podrzuca nam w “Parkerze”. Buduje w ten sposób i swoją postać, i swoją historię, która w miarę rozwoju odpowiada nam na pytanie, z jakim bohaterem mamy do czynienia. Parker to facet, kto bez chwili zastanowienia wykorzystuje kobiety nie siląc się na żadne uczucia. Bardziej maszyna niż człowiek, napędzana najprostszymi atawizmami, a wszystko dla własnej korzyści. Tak naprawdę nie wiemy, jaki był Parker wcześniej, czy może coś w nim pękło po zdradzie żony – ale to bardziej nasze projekcje, fanów przyzwyczajonych do tego, by z głównego bohatera wyciągnąć coś pozytywnego. Tu nic pozytywnego nie ma, ale inwencja i siła w dążeniu do celu i tak budzą podziw. Nie powinny, zważywszy na okoliczności, ale jednak.

Szczególne wrażenie podczas lektury robi opowieść “Syndykat”, za którą Cooke dostał w 2011 roku nagrodę Eisnera. Fabuła fabułą (Parker po operacji plastycznej zyskuje w niej nową twarz!) ale to przede wszystkim pojawiające się w tej historii formalne rozwiązania robią robotę, przypominając najlepsze momenty z „Kasyna” i „Chłopców z ferajny” Martina Scorsese. Zaprezentowany na stronach “Syndykatu” „Tygodnik Kryminalny” czy ukazany w konwencji humorystycznego komiksu schemat działania mafijnej organizacji to prawdziwy majstersztyk. Widać, że nagle ten projekt staje się dla Cooke’a czymś więcej, rodzajem zmierzenia się z prostą w swej fabule historią na komiksowych prawach, które w warstwie graficzno-narracyjnej nadają jej nowe, fascynujące oblicze. „Parker” w tym wydaniu to po prostu wzorcowy przykład w jaki sposób można, w stu procentach wykorzystać możliwości komiksowego medium, by opowieść sięgnęła artystycznych wyżyn. Kropka. Czekamy na drugą część. 

Parker, tom 1

Nasza ocena: - 100%

100%

Scenariusz: Darwyn Cooke, Richard Stark. Rysunki: Darwyn Cooke. Tłumaczenie: Robert Lipski. Nagle Comics 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Historia science fiction – radość tworzenia nowych światów [recenzja]

Komiksowa “Historia science fiction” wydana przez Egmont nie poraża objętością, a przy tak obszernym temacie …

Leave a Reply