Gorący temat

Gamedec. Love & Hate – gorzki obraz czasów, które nadchodzą [recenzja]

„Gamedec Love & Hate” to powrót do najciekawszego uniwersum polskiego cyberpunka, a jednocześnie pozycja w portfolio Marcina Przybyłka o tyle wyjątkowa, że bardzo osobista.

Tom zawiera opowiadanie „Licencja”, opisujące genezę wyboru przez Torkila Aymore’a jego przyszłego zawodu gamedeca, z jednoczesnym porzuceniem kariery w branży medycznej oraz powieść „Love & Hate” stanowiącą nie tylko historię bardzo skomplikowanego i niebezpiecznego zlecenia Torkila, ale także odsłania kilka bolesnych zdarzeń z jego przeszłości. To swoiste dopełnienie cyklu, które uzupełnia pewne białe plamy w biografii bohatera, ale zarazem to także powieść bardzo aktualna, podejmująca nie tylko temat naszej ogólnej, społecznej kondycji (tego, do czego zdolni jesteśmy posunąć się dla pieniędzy, jeśli tylko zdejmie się z nas domniemaną odpowiedzialność za konsekwencje), ale też problem samej sztucznej inteligencji, której rosnące zaawansowanie stało się w ostatnim czasie jednym z czołowych tematów ogólnego dyskursu, ale też społecznych obaw. I w tym aspekcie i niniejsza powieść, i całość gamedecowskiego cyklu okazuje się doprawdy wizjonerskim przykładem trafnego prognozowania możliwych ścieżek rozwoju nauki oraz jej wpływu na naszą codzienność. A to przecież winno być podwaliną, na której science fiction się opiera.

Oczywiście temat rosnącego znaczenia SI to nie jedyny wątek w powieści, bowiem Przybyłek bierze na warsztat z jednej strony coraz bardziej nastawiony na tanie szokowanie show-biznes, który z każdym rokiem, z każdym nowym reality show nie tylko przesuwa akceptowalną granicę społecznego ekshibicjonizmu, ale również wypacza podstawowe pojęcia jak moralność, uczciwość, czy empatia. W grze powieściowej jest to przesunięte szczególnie daleko, bowiem każdy z uczestników przyjmuje do wiadomości, iż śmierć w wirtualu może realnie wpłynąć na gracza w realu. Ze wszystkimi tego konsekwencjami, także śmiertelnymi. Ale czy to uczestnikom przeszkadza? Czy ich to deprymuje? Pozornie, owszem, ale jednak kiedy przychodzi co do czego, stawka okazuje się na tyle wysoka i kusząca, że emocjonalne rozterki zostają zepchnięte na margines, bowiem liczy się tylko walka. I zwycięstwo, nieważne, jakim kosztem.

To ciekawa (mimo swoich amoralnych uwarunkowań) koncepcja – projekt samej gry, w której „prawdziwi” gracze mają za zadanie przejrzeć pozostałych i wytypować, które z nich jest SI, by je ostatecznie wyeliminować poprzez „zabicie” wirtualnego awatara. A te, coraz precyzyjniej kopiujące ludzkie zachowania, z każdą rozgrywką lepiej radzą sobie w udawaniu ludzi…

Przybyłek bardzo dobrze radzi sobie w odzwierciedlaniu nie tylko mechaniki rozgrywki, ale także w osadzaniu w tychże realiach bohaterów. Zróżnicowanie postaci – odpowiadające zresztą algorytmom doboru uczestników prawdziwych reality shows – powoduje, że jesteśmy skłonni uwierzyć w prawdopodobieństwo wykreowania takiego właśnie gamingowego przedsięwzięcia w przyszłości. Całość fabuły opiera się na wartkiej akcji, na bardzo dynamicznym środowisku gry, które jest teatrem działań, a narracja pierwszoosobowa tylko pogłębia wrażenie swoistego naszego uczestniczenia w całej historii mocniej, głębiej, na bardziej zaawansowanym poziomie. Jesteśmy uczestnikami gry, choćby w sposób pośredni, patrząc na całe uniwersum oczami Aymore’a.

Ale największą siłą wyrazu powieści Przybyłka jest jego ostry i mało przychylny komentarz do społecznej kondycji moralnej. A ten gorzki wydźwięk przebija się praktycznie przez całą powieść. I zdaje się mocno zsynchronizowany z poglądami samego autora.

Chyba nigdzie jeszcze, w całej serii Torkil nie wykazywał tyle cech swojego twórcy, jak tutaj. Mam wrażenie, że w tym tomie Przybyłek zupełnie zrzucił maskę i pokazał, że to on jest bezpośrednim alter ego kultowego gamedeca. To on jest Torkilem Aymorem.

Zważywszy na fakt, iż autor (z wykształcenia lekarz) sam kiedyś pracował w branży farmaceutycznej i porzucił ją, zniechęcony obsesyjnym i bezpardonowym parciem na zysk, bez poszanowania ludzkiego życia – o czym wielokrotnie wspominał w wywiadach i rozmowach – co staje się również przyczynkiem do decyzji Torkila o porzuceniu kariery medycznej i poświęceniu się pracy w roli gamedeca, a więc niepewnej, ryzykownej i często niekoniecznie stabilnej dochodowo, można domniemywać, że to parafraza decyzji samego autora o porzuceniu branży farmaceutycznej. Motywacje obydwaj – i autor, i jego bohater – mają tożsame. Zresztą i później, już w powieściowym materiale, przebija się wiele z Przybyłkowego postrzegania świata, choćby niechęć do przesadzonej politpoprawności czy surowa ocena szykanowania mężczyzn za każdy przejaw werbalnej i niewerbalnej adoracji płci przeciwnej – które wielu okrzyknęłoby zapewne poglądami „dziaderskimi” w myśl społecznej nowomowy. Mam wrażenie, że autor za pośrednictwem tego tomu stara się wystawić współczesnemu światu cenzurkę. I świat, jego współczesne realia nie zdają egzaminu.

Przybyłek jest zmęczony. Zrezygnowany. Sfrustrowany. Ale nie są to bynajmniej żale starzejącego się człowieka. Nie są to lamenty „dziadersa”. To zdroworozsądkowy, boleśnie trafny komentarz negujący ogólną chęć dążenia do skrajności w imię nowych ideałów, jakie próbują orędować szeroko ich propagatorzy. A które – siłą narzucane i wykoślawione w swej skrajności – przynieść mogą więcej szkody, niż pożytku. To trzeźwa, choć bardzo gorzka ocena współczesności, z jednej strony hołdująca wyszukanym ideałom, a z drugiej unurzana w zafałszowaniu i wypaczeniach każdej idei, najczęściej w imię zysku. Wszystko przekuwane jest przez speców od marketingu w produkt, bo wszystko – nawet uczucia, nawet wartości, mogą, odpowiednio spreparowane i zareklamowane, dać się sprzedać.

Oczywiście nie brak tu trafnego komentarza dotyczącego nowych technologii. Takich, które już wcale nie są nowe, które coraz silniej manifestują swoją obecność, które stają się czymś oczywistym, pewną stałą, a nie – jak to było kiedyś – stanowiących pieśń przyszłości. Jutro jest teraz, chciałoby się powiedzieć, a komentarz Przybyłka do tego stwierdzenia wcale nie jest przesadnie pozytywny. On obawia się nawet nie tyle samej SI, ile tego, jak może ona zostać wykorzystana przez tak nieodpowiedzialne stworzenie, jak człowiek.

„Gamedec Love & Hate” to cyberpunk pełną gębą, który dobrze ilustruje potencjalne kierunki zmian i rozwoju technologii w przyszłości oraz ich wpływ na społeczeństwo. To wizja świata mało przyjazna, ale z drugiej strony coraz mniej nieprawdopodobna. Obecne przemiany – ich kierunki – wskazują wyraźnie, że wiele z przewidywań i prognoz ma szansę się ziścić, w takiej, czy innej formie. I nie wiem, czy na pewno jest się z czego cieszyć.

To również swoisty, głośny i chyba najmocniej (może oprócz „Symfonii życia”) wyartykułowany manifest światopoglądowy i komentarz do aktualnej społecznej kondycji, o jaką Przybyłek się pokusił. Quo vadis, ludzkości?, zdaje się w tej książce pytać. A odpowiedzi, jakie jej treść sugeruje, nie należą do zbytnio pozytywnych. Ale może taka właśnie, pozornie zamknięta w sztafaż prozy czysto rozrywkowej, literatura – na swój sposób odważna, przełamująca schemat, komentująca bieżącą sytuację nie wg obowiązującego światopoglądowego klucza, ale wg szczerze wyrażanych i bezpośrednio artykułowanych wartości – jest nam dziś szczególnie potrzebna? Dla refleksji? Albo może bardziej nawet – ku przestrodze?

Gamedec. Love & Hate

Nasza ocena: - 85%

85%

Marcin Przybyłek. Dom Wydawniczy Rebis 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Strychnica – „Stranger Things” po irlandzku [recenzja]

„Strychnica” to powieść z gatunkowego pogranicza, zawierająca w sobie i klasyczną grozę, i dark fantasy …

Leave a Reply