Per aspera ad astra – kosmos bardziej nieprzyjazny, niż moglibyśmy sądzić [recenzja]

Rzadko kiedy tytuł powieści jest tak adekwatny, tak dobrze dopasowany do treści książki, jak w tym przypadku. „Przez trudy do gwiazd” idealnie oddaje to, co Robert Szmidt serwuje nam w pierwszej części swojego nowego cyklu, będącego prequelem serii „Pola dawno zapomnianych bitew”. I znów okazuje się, że autor doskonale odrobił zadanie domowe z zakresu kreowania klasycznej space opery.

„Per aspera ad astra” opiera się na bardzo schematycznym dla gatunku modelu – grupa astronautów musi zmierzyć się z liczącą 170 lat podróżą do odległego o dziesiątki lat świetlnych systemu Centurion, gdzie astrofizycy odkryli ziemio-podobną planetę.

Załoga „Mayflower” musi zmierzyć się z wszelkimi możliwymi trudami niezwykle ciężkiej podróży, podzielonej na długie okresy hibernacji, oraz wymagającej stałego, starannego nadzoru nad liczną grupą kolonizatorów, którzy na pokładzie statku transportowani są do nowego świata.

Ziemia umiera. Podzielona pomiędzy wszechwładne korporacje, łase na pozostałe surowce oraz nowo zdobywane przez ludzkość przyczółki na Księżycu, jest coraz bliższa totalnej wojny, której przetrwać z pewnością nie zdoła. Ekspedycja pod dowództwem Roberta Bukowskiego nie ma więc zbytniej możliwości odwrotu – musi podążać do raz obranego celu – za wszelką cenę. A że cena będzie wysoka, łatwo się domyślić.

Ta powieść to Szmidt w najlepszej formie. Z typową dla siebie precyzją odmalowuje trudy kosmicznej podróży, skupiając się nie tylko na kwestiach technicznych, zawiłościach procesu wielokrotnej hibernacji etc, ale też (a może adekwatniej byłoby stwierdzić, przede wszystkim) na czynniku ludzkim. Czyli najsłabszym, jakby nie patrzeć, ogniwie całego przedsięwzięcia.

Mimo starannej selekcji i precyzyjnego doboru członków misji, nie da się wszystkiego przewidzieć, nie da się uniknąć pewnych niepożądanych reakcji i zachowań.

U Szmidta postacie jawią się nam naprawdę autentyczni, uwikłani w emocjonalne rozterki, zmęczeni izolacją, rozgoryczeni szczątkowymi informacjami, które otrzymują w ramach misji, coraz trudniej znoszą trudy międzygwiezdnej podróży.

To klaustrofobiczna opowieść o zamknięciu grupy silnych, zróżnicowanych osobowości na niewielkiej – bądź co bądź – przestrzeni okrętu kosmicznego, bez możliwości ucieczki. Albo z opcją jedynie dezercji ostatecznej…

Szmidt doskonale czuje gatunek, po jaki sięga. Jego space opera nie odbiega od klasycznych powieści tego typu, ale autor potrafi nie kalkować na ślepo dorobku poprzedników, ale starannie budować swoją własną wizję międzygwiezdnej podróży.

Powieść rozkręca się powoli, akcja jest stateczna, jednak nie nuży, bowiem wizja Szmidta ma dopracowaną, staranną i przemyślaną formę.

Nie wymaga – co jest znaczące – znajomości pierwszego cyklu, bowiem nowa seria „Bukowski”, której „Per aspera ad astra” jest początkiem, toczy się znacząco wcześniej niż akcja cyklu „Święcki”. Więc dla nowego czytelnika jest dobrym wstępem do wizji świata wykreowanego przez Szmidta i nie spowoduje odczucia zagubienia, dezorientacji. Dla miłośników wcześniejszych książek to ten sam kosmiczny, kreślony z rozmiarem sztafaż, który uzupełni zgrabnie poznane wcześniej historie.

Powieść Szmidta to przede wszystkim sprawnie napisana, rozrywkowa proza gatunkowa, która może nie próbuje pretendować do miana literatury zaangażowanej, niosącej ważkie treści, jednak w swojej popkulturowej kategorii naprawdę stanowi przykład produktu ze znakiem wysokiej jakości. Szukając w polskiej prozie gatunkowej równie zajmującej space opery, wskazać mógłbym chyba jedynie „Głębię” Marcina Podlewskiego.

Ciekawym zabiegiem jest nadanie astronautom nazwisk znanych pisarzy SF. To dodatkowa gratka dla miłośników, którzy odszukają w czasie lektury pierwowzory bohaterów, wg nazwisk.

W finale – jak to już zwykle bywało w „Polach dawno zapomnianych bitew” – autor serwuje nam zgrabny cliffhanger, który z jednej strony mocno przemodelowuje wizję świata, z jaką zdążyliśmy się w czasie lektury przyzwyczaić, a z drugiej zaostrza apetyt na kolejny tom cyklu – „Alea iacta est”. Ta parafraza domniemanego stwierdzenia Cezara – „kości zostały rzucone” – które miało paść po przekroczeniu przez jego i jego armię Rubikonu, znamionuje swoisty brak odwrotu. Przed podobną wszak niemożnością cofnięcia się w swym postępowaniu stają bohaterowie „Per aspera ad astra”. Nie tylko w chwili, kiedy wyruszają w swoją, trwającą dekady podróż, ale także – a może nawet w większym stopniu – kiedy docierają do jej celu.

Per aspera ad astra

Nasza ocena: - 90%

90%

Robert J. Szmidt. Dom Wydawniczy Rebis 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Prosta sprawa – Jack Reacher na polskiej prowincji [recenzja]

„Prosta sprawa” Wojciecha Chmielarza to powieść sensacyjna, która podąża utartymi ścieżkami, znanymi choćby z bestsellerów …

Leave a Reply