Gorący temat

Pewnego razu we Francji tom 2 i 3 – prawdziwe historie nigdy nie są jednoznaczne [recenzja]

„Pewnego razu we Francji” to znakomita seria, która w udany sposób miesza fakty historyczne i fikcję, by pokazać, ze w sytuacjach granicznych nic nie jest tak naprawdę czarno – białe, a punkt widzenia zależy od przysłowiowego punktu siedzenia. A moralizować jest najwygodniej z bezpiecznej pozycji, kiedy omawiane zagrożenie już nas nie dotyczy.

Pierwszy tom sugerował nie tyle dualny moralizm Joanoviciego, ile jego umiejętność ustawiania się żaglem z wiatrem, co zresztą bohater wykorzystywał nad wyraz chętnie, aby nie tylko się wzbogacić, ale też zrobić niemało dobrego, poprzez współpracę i hojne wspieranie francuskiego ruchu oporu. W tomie drugim uwypukla się jednak nieco inna postawa. Bardziej wyrachowana, bezwzględniejsza. Joseph wyraźniej gra tutaj pod siebie, dba przede wszystkim o interes osobisty, a wszelkie zagrania patriotyczne mają przybliżyć go do zamierzonego celu, nie będąc dla niego wartością nadrzędną. Jednak, co ważne, nie wybrzmiewa tutaj sugestia, że ten rumuński Żyd był jednoznacznie dwulicowym graczem. Autor scenariusza – Fabien Nury raczej implementuje w opowieści tezę o jego powolnym, acz nieuchronnym upadku. Kiedy imperium złomiarskie Joanoviciego rozrasta się do niebotycznej potęgi, staje on przed oczywistą prawdą, że albo zagra va banque, albo straci wszystko. Niemiecka machina wojenna słabnie, nazistowski kolos chwieje się coraz mocniej, więc i nazistowscy poplecznicy Josepha wykonują coraz bardziej nerwowe ruchy… A on sam, aby zachować status quo, zdolny będzie zdolny posunąć się do rzeczy najgorszych moralnie.
I obraz, jaki wyłania się z tej historii, uwypukla starą prawdę o tym, jak pojedynczy akt zła, pojedynczy krok w imię wyparcia się właściwej postawy moralnej prowadzi nieuchronnie do destrukcji moralności w pełni, jako takiej. Nie da się być – na dłuższą metę – trochę dobrym, trochę złym. Nie da się stać po części po każdej ze stron. Nadejdzie chwila wyboru, a chęć zachowania tej pozornej równowagi zmusi do rzeczywistego przekroczenia granicy. Zazwyczaj w niewłaściwą stronę.
To smutny komiks o człowieku uwikłanym nie tylko w wielką historię swoich czasów, ale przede wszystkim we własną chciwość i wciąż rosnące łaknienie wielkości. Wielkości, dla której poświęcił nie tylko siebie, nie tylko swoją żonę i córki, ale wszystkich, których kiedykolwiek kochał. I którzy kiedykolwiek kochali jego.
„Pewnego razu we Francji” w tomie trzecim dopełnia tej swoistej kroniki upadku, mocno przechylając szalę na niekorzyść Josepha Joanoviciego. Jeśli nawet potrafiliśmy mu sekundować, współczuć, czy wręcz zawierzyć w jego intencje jeszcze w pierwszym tomie, tak druga część skutecznie zdołała z nas te odczucia wyplenić. Finałowy, trzeci tom dopełnia obrazu klęski i degradacji moralnej, ale też ukazuje, jak skomplikowane było środowisko społeczno – polityczne powojennej Francji. I nie tylko Francji, bowiem takie same kalki odnieść możemy i do innych państw europejskich tamtego okresu. Proces oczyszczania przestrzeni publicznej z jednostek w ocenie dwuznacznych nie był zabiegiem chirurgicznie czystym i szybkim. Trwał rozłożony na wiele lat i niestety, pozwalał tym o brudnych rękach skutecznie się maskować i unikać odpowiedzialności za własne czyny. Widać to dobitnie, kiedy przyjrzymy się otoczeniu Joanoviciego, jego klakierów i obrońców, którzy realnie mieli równie wiele – a może i więcej, niż on – do stracenia. I gotowi byli bronić się do upadłego. Ten komiks obrazuje też, że wojna potrafi ubrudzić każdego i wygodnie jest jednoznacznie szafować ocenami, kiedy jesteśmy w komfortowej, bezpiecznej pozycji, z szeroką perspektywą spojrzenia. I to nie moja chęć usprawiedliwienia Joanoviciego, ale akcentowanie, że próżno w sytuacji skrajnej szukać świętych, bo szczególne okoliczności generują skrajne postawy i zawsze musimy patrzeć szerzej na alternatywy, jakie były w ówczesnym czasie dostępne dla samych decydentów. Joanovici jest trudny do jednoznacznej oceny, bo – mimo jego osobistych motywacji i wielu działań nie tylko niemoralnych, co zwyczajnie przestępczych, uczynił też, pośrednio, wiele dobrego. Uratował wiele ludzkich istnień. Czy sam ten fakt ma większe znaczenie, czy ważniejsze są motywacje sprawcy? Konieczność takiego wyboru staje się sednem oceny Josepha, która nie jest możliwa w sposób zero-jedynkowy i ostateczny.

Opowieść o Josephie Joanovicim jest historią człowieka wrzuconego w tryby wielkiej historii, który stronił od bohaterstwa, wybierając brutalny pragmatyzm i realizując sobie tylko korzystne założenia, przynajmniej na pewnym etapie życia. Bo z drugiej strony to opowieść o człowieku zagubionym, który z plebsu wyrósł na osobistość, który sięgnął po najwyższe szczeble społecznej hierarchii i który nijak nie był zdolny poświęcić własnego bogactwa i pozycji oraz poczucia własnej wielkości w imię bardziej altruistycznych pobudek. Joanovici miota się, nie potrafiąc opowiedzieć po żadnej ze stron. Już nawet nie w wymiarze politycznym, czy moralnym, ale nawet osobistym. Manifestowana wszem wobec miłość do córek, tragiczna w swojej formie i ogólnym wydźwięku troska o zdradzaną i praktycznie porzuconą żonę stanowić mają plastry dla sumienia Josepha. Jednak – jak to plastry – nie goją one rany, a jedynie ją maskują, pozwalając się jej jątrzyć i zatruwać organizm.

W warstwie graficznej nadal jest bardzo dobrze, poszczególne kadry cechuje realizm i szczegółowość, a samo rozplanowanie scen dobrze dopasowuje się do temperatury i tempa opowieści, co sprawia, ze lektura jest doprawdy przyjemnością. To komiks czysto we frankofońskim stylu, gdzie realizm kreski stawiany jest nad graficzne eksperymenty, ale to akurat dobrze pasuje do samej historii. To opowieść quasi – biograficzna, budowana w oparciu fakty, a więc realistycznej jej zobrazowanie w pewien sposób uwiarygadnia ją, pozwalając lepiej zaprezentować człowieka na tle swoich czasów.

„Pewnego razu we Francji” to znakomita seria, w której wielka historia spotyka zwykłych ludzi. A maluczcy, chcąc pretendować do wielkości, zdolni są czynić rzeczy haniebne. Ale – z drugiej strony – łatwo nam oczekiwać altruizmu i bohaterstwa, kiedy sami nie jesteśmy okolicznościami zmuszeni do poświęceń. Historia Josepha Joanoviciego pokazuje dosadnie, jak złożona jest historia i jak niemożliwe jest często jednoznaczne ocenianie postaw ludzkich. Pamiętajmy o tym, zwykle tak ochoczo, na co dzień, szafując wyroki.

Tom drugi:

Tom trzeci:

Pewnego razu we Francji tom 2 i 3

Nasza ocena: - 90%

90%

Scenariusz: Fabien Nury. Rysunki: Sylvain Valee. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawnictwo Non Stop Comics 2023 - 2024

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Excalibur. Kroniki – historia legendarnego miecza opowiedziana na nowo [recenzja]

Już sam tytuł albumu – „Excalibur. Kroniki” – wskazuje całkowicie czytelny trop dla odbiorcy, w …

Leave a Reply