Gorący temat

Po horyzont – survival w powietrzu [recenzja]

Mimo że statystycznie samoloty są najbezpieczniejszym środkiem transportu, wielu z nas przed wejściem na pokład odczuwa strach. Choć dobrze wiemy, że wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi jest on irracjonalny, niepokój nie opuszcza nas aż do momentu, gdy wylądujemy w miejscu docelowym. 

Choć oczywistym jest, że przestworza nie są naturalnym miejscem życia dla naszego gatunku, winę za taki stan rzeczy oczywiście w pierwszej kolejności należy winić media. Wieczorne wiadomości z lubością dorzucają przecież kolejne kamyczki do ogródka, racząc nas poskręcanymi resztkami lotniczych katastrof. Nikt nie przeżył – to chwytliwe hasło które od dekad zapewnia oglądalność. Z takiego założenia wyszli też zapewne twórcy „Po horyzont”, choć uczynili to na zdecydowanie mniejszą skalę.

Oś fabuły w filmie wyznacza zatem spełnienie najgorszych komarów wszystkich i tak już zlęknionych pasażerów – śmierć pilota. O ile w przypadku linii lotniczych jeszcze nie oznacza to, ze należy już żegnać się z życiem, jeśli podobna sytuacja ma miejsce w prywatnej awionetce, problem staje się realny. W sam środek takiej sytuacji dostają się w „Po horyzont” Sara i Jackson – para o dość skomplikowanej uczuciowo przeszłości. W dramatycznej sytuacji będą musieli odłożyć na bok wzajemne animozje i postawić na współpracę, jeśli chcą mieć jakiekolwiek szanse wyjścia z niej cało.

O ile tak zapowiadająca się historia wydaje się z miejsca gwarantować pełen akcji i dramatyzmu survival, „Po horyzont” przez pierwsze kilkadziesiąt minut z naszych oczekiwań nie robi sobie kompletnie nic. Zanim więc przejdziemy do tego co tygrysy lubią najbardziej scenariusz autorstwa Josha Campbella i Matthew Stueckena usiłuje nam sprzedać zarówno dwójkę głównych bohaterów, jak i tło dla ich problematycznych relacji. O jednak ile samemu pomysłowi na takie podejście do tematu można jedynie przyklasnąć, tak jego wykonanie znajduje się już na przeciwnej stronie skali. Pierwsze pół godziny seansu wlecze się niemiłosiernie, a my zmuszeni jesteśmy próbować zaangażować się w schematyczną historyjkę o zauroczeniu ludzi z dwóch różnych światów i niecierpliwie wyczekujemy momentu, w którym wraz z nimi staniemy oko w oko z katastrofą.

Kiedy w końcu „Po horyzont” pokazuje pazur, okazuje się, że w ogólnym rozrachunku wcale nie jest lepiej. Pierwszy problem to niezbędne dla survivalu poczucie zagrożenia, którego nie doświadczymy tu za grosz. Ciężko wyrokować, czy większą rolę odgrywa tu aktorstwo, scenariusz nakazujący postaciom dość frywolne podejście do całej sytuacji i rzucanie czerstwymi żartami co kilkanaście minut, czy wreszcie sekwencje akcji przegięte tak, że dogonienie spadającego samolotu przez Jamesa Bonda w „Goldeneye” wydaje się całkiem rzeczywiste, ale przekonać się do tego, że bohaterom może rzeczywiście stać się krzywda jest wyjątkowo ciężko. Nie ma zagrożenia, nie ma więc też mowy o prawdziwym napięciu. Na domiar złego druga sprawa, to związane z pierwszym aktem nasze emocjonalne zaangażowanie. W „Po horyzont” niekoniecznie jest komu kibicować, bo zamiast ludzi z krwi i kości widzimy kartki papieru zadrukowane przewidywalnymi opisami ich charakterów.

Mimo wszystko, jeśli wyłączyć oczekiwania w rodzaju czegoś równie poważnego jak „Ocean strachu”, film Mikaela Marcimaina okazuje się zrealizowany na tyle kompetentnie, że może umilić nudny wieczór – warto jednak zastanowić się, czy nasz czas chcemy poświęcić na coś, o czym zapomnimy w kilkanaście minut po seansie.

Foto © STXfilms

Po horyzont

Nasza ocena: - 40%

40%

Reżyseria: Mikael Marcimain. Obsada: Allison Williams, Alexander Dreymon i inni. Szwecja, 2020.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Droga bez powrotu. Geneza – podejście siódme znaczy ambitne [recenzja]

Prościutką historię o zamieszkujących amerykańskie lasy zmutowanych kanibalach można lubić albo i nie, ale jedno …

Leave a Reply