Gorący temat

Północna granica – polska fantasy lepsza od “Wiedźmina”? [recenzja]

„Północna granica” – pierwszy tom cyklu “Księga Całości” Feliksa W. Kresa to najbardziej niedoceniona polska seria fantasy. Wykreowany w jej ramach świat przebija nawet rozbudowany i osławiony do granic cykl „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego. I choć temu drugiemu nijak nie można odmówić literackiego kunsztu i gawędziarskiego talentu, to jednak Szerer jawi mi się jako kreacja światotwórczo doskonalsza, niż wiedźmińskie Królestwa Północy.

„Północna granica”, pierwszy tom cyklu, jest zarazem wprowadzeniem do niezwykłej powieściowej rzeczywistości stworzonej przez Kresa. Kraina przedstawiona w książce to tak naprawdę jeden kontynent, zawładnięty praktycznie w całości przez Cesarstwo Armektańskie. Jego sile oparła się tylko niewielka część, na północy – Aler, z którym Armektańczycy toczą nieustanną wojnę, czasami tylko przerywaną krótkimi okresami kruchego zawieszenia broni, mającego bardziej charakter podjazdowych, nieustających potyczek i zajazdów, niż rzeczywistego zawieszenia broni.

Jednak najważniejszą cechą Szereru jest Szerń – tajemnicze, jasne i ciemne pasma nieznanej mocy, pokrywające niebo nad krainą. Mocy, która obdarzyła rozumem trzy jakże różne rasy: ludzi, koty i sępy. Pod jej wpływem znalazł się prawie cały Szerer, prócz północno – zachodniego półwyspu, zawładniętego przez Aler – formę mocy analogiczną do Szerni, ale też tylko pozornie odmienną w działaniu. Jej twory – Złoci i Srebrni Alerowie toczą nieustanne walki z ludźmi w rejonie zwanym tytułową Północną Granicą, oddzielającą Armektan od Aleru, ale też zaciekle rywalizują między sobą. Co ważne, jeśli Srebrni jeszcze swoją powierzchownością i zachowaniem przypominają istoty ludzkie, tak Złotym niedaleko do dzikich bestii, choć potrafią grupować się w bliżej nieskoordynowane grupy wojowniczo – łowieckie.

Świat wykreowany przez Kresa jest z jednej strony niezwykły, bardzo złożony, oparty na afirmacji niedookreślonej mocy sprawczej, ale z drugiej zaskakująco surowy i oszczędny. Kres nie popada w przesadę, nie szasta niezwykłością, dawkując ją bardzo oszczędnie, w minimalistycznym stopniu obdarowując swoje postacie co bardziej niezwykłymi cechami. Owszem, są tu koty obdarzone rozumem i stanowiące swoistą przeciwwagę do całkiem zwyczajnych ludzi. Kocia natura, z wszystkimi jej przywarami, wiernie oddanymi przez autora sprawia, że ten gatunek swoją główną domeną uczynił armijny zwiad. I w tym zakresie sprawdza się skądinąd doskonale, dzięki niewielkim rozmiarom, zwinności oraz umiejętności poruszania się wręcz niezauważenie.

Ludzie są zwyczajnie ludzcy. Łaknący czy to władzy, czy to kontroli, czy zaszczytów, sławy i osiągnięć – w zależności od tego, na którego przedstawiciela społeczności zwrócimy uwagę. Każdy ma swoje aspiracje, pragnienia, dążenia, niekoniecznie tożsame z pragnieniami i dążeniami pozostałych. Ich losy to splatają się nierozerwalnie ze sobą, to dążą niezależnie wyznaczonymi ścieżkami, choć w pewnym stopniu w przewidywalnym kierunku. Alerowie zaś to stworzenia poniekąd obce, jednak nie tak bardzo, jak mogłoby się wydawać na początku.

„Północna granica” to w dużej mierze klasyczna fantasy militarna, ze wszystkimi cechami charakterystycznymi dla podgatunku. Tutaj bitwy, podjazdy i potyczki grają pierwsze skrzypce. Nie brak tu zwiadów, manewrów i wojskowych forteli. Nie brak heroizmu, ale i strategicznej buńczuczności, która może prowadzić na manowce nie tylko dowodzącego, ale i podległych mu żołnierzy. Umiejętnością Kresa jest przede wszystkim bardzo realistyczne – nawet z uwzględnieniem fantastycznego sztafażu całości powieści –    oddanie w warstwie literackiej scen batalistycznych. Dynamika opisywanych bitew pozwala łatwo odtworzyć je wszystkie w czytelniczej wyobraźni. Kolejne wojskowe starcia, szalone pościgi konnicy i stateczne pochody ciężkozbrojnej piechoty to z pewnością jeden z najmocniejszych punktów powieści – która zresztą stanowi jeden z najlepszych przykładów podgatunku, jakiego nie powstydziliby się czołowi zachodni twórcy.

Staranność, z jaką Kres kreuje swój świat, jego wewnętrzna spójność i mocne zakorzenienie w realizmie cechującym zwyczajowo powieści historyczne, tylko określonymi elementami odrealnianym poprzez wprowadzenie wątków fantastycznych sprawia, że kreacja światotwórcza okazuje się być naprawdę przemyślanym i dopracowanym przez autora procesem.

Kres konsekwentnie buduje wymyśloną przez siebie krainę, nie dając sobie jednak przesadnie pofolgować wyobraźni. Nie jest jednak ta zachowawczość wynikiem braku umiejętności, czy pomysłów, ale właśnie literackiego kunsztu. Warto zauważyć, że autor obrał sobie w ramach pierwszego tomu (złożonego z wcześniejszych opowiadań) nie tyle bardzo szczegółowe pokazanie świata – bowiem nadal wiele do odkrycia pozostało – ale skupienie na tematyce wojennej, na militarnym i politycznym charakterze przedstawionych zdarzeń. Północna granica” ma więc w zamyśle jasno wskazany cel gatunkowego dążenia i w nim się realizuje, nie próbując uszczknąć ze zbyt wielu motywów charakterystycznych dla fantasy jednocześnie, co prowadziłoby do przesytu. I jest bolączką bardzo wielu serii czy powieści z gatunku.

Bohaterowie „Północnej granicy” są bardzo realistycznie nakreśleni. Każde z nich ma oczekiwania, aspiracje i plany, do których realizacji konsekwentnie podąża. Jednocześnie ich ewolucja w trakcie powieści jest na równi oparta na wspomnianych dążeniach, ale też na ciężarze przeżyć i doświadczeń, jakie ich spotykają po drodze.

Czy to Tereza – ze swoją chorobliwą ambicją udowodnienia własnej wartości wojskowej, która prowadzi ją w co rusz nowe tarapaty, czy to niezdecydowany, nieco niestabilny Rawat, który jest doskonałym dowódcą, ale nijak nie umie czerpać satysfakcji z roli, jaka przypada mu w udziale, ani też komendant Ambergen, zmuszony balansować pomiędzy wojskową powinnością, a wielką polityką cesarstwa, której ani nie rozumie, ani nie uznaje za rozsądną, przedkładając nad nią proste, żołnierskie myślenie – wszyscy oni zdają się autentyczni w swoich pozach. Z wadami i przywarami, jakie czynią ich bardziej ludzkimi, prawdziwszymi.

Jedynym mankamentem „Północnej granicy” jest jej zbyt skromna objętość. Bowiem lektura mija nazbyt szybko, pozostawiając niedosyt nie tyle wynikający z jakości wykonania, co wręcz przeciwnie – upajając światem przedstawionym na tyle, byśmy nie chcieli go zbyt szybko opuszczać. Mimo złożenia powieści z pojedynczych opowiadań, których akcja dzieje się w obrębie Szereru, nie czuć tutaj łatania fabuły na siłę w jedną całość. To kreacja dobrze pomyślana i tak samo wykonana. Otwierająca drogę do niezwykłego, intrygującego świata, jaki nie ma – przynajmniej w rodzimej fantasy – sobie równych.

Północna granica. Księga Całości tom 1

Nasza ocena: - 90%

90%

Feliks W. Kres. Wydawnictwo Fabryka Słów 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Rewolta – trafne podsumowanie kondycji współczesnego świata [recenzja]

„Bez walki nie ma postępu”. Nadav Eyal wybrał słowa Frederica Douglasa na motto swojej książki …

Leave a Reply