Gorący temat

Proces diabła – seryjny morderca “po krakosku” [recenzja]

„Proces diabła” – drugi z odświeżonych tomów serii o krakowskim psychopacie Kubie Sobańskim trafił niedawno na rynek książkowy. I znów z jednej strony zaskakuje tendencyjny sznyt kreacji seryjnego mordercy – jakich w literaturze było przecież wielu – ale z drugiej, imponuje magnetyzm tej postaci, który nie pozwala się od powieści oderwać.

Czytając po raz pierwszy kilka lat temu wszystkie tomy cyklu, zwyczajowo miałem wrażenie, że dużo zgrzyta, nierzadko przeczy logice i w wielu aspektach dałoby się z łatwością podważyć zaserwowane przez autora ciągi przyczynowo – skutkowe, jako zupełnie nieprawdopodobne. Czemu więc wracałem wtedy do kolejnych książek? Czemu wracam do nich teraz, ponownie? Jest coś niepokojącego w prozie Bednarka. Ta pierwszoosobowa narracja rodzi pewien niesmak – wszak autor próbuje myśleć, jak seryjny morderca, patrzeć jego oczami, oddawać jego emocje. To słuszne? Warte zapisania? Nie gloryfikuje nazbyt wykreowanego na potrzeby historii potwora? Nie rozgrzesza go rozwodzeniem się nad tragiczną genezą jego skłonności, nie tłumaczy akcentowaniem jego – przegrywanej, co rusz – ale jednak nieustannej walki z demonami? Jest w kreacji Sobańskiego pewna sprzeczność, która uwiera mnie szczególnie przy tej powieści. Z jednej strony, to człowiek skrajnie bezwzględny, który nie tylko potrafi uknuć szokującą intrygę, byle odwrócić od siebie podejrzenia, ale potrafi też pokusić się o drastyczne formy zemsty. Nie tylko na dawnym koledze, którego w pierwszym tomie wmanewrowuje we własne winy, jako Rzeźnika Niewiniątek, ale też byłą dziewczynę, którą pcha wprost w objęcia heroinowego nałogu. To absolutny egocentryk, skupiony na sobie, na własnym dobru i wygodnym życiu, który nie posunie się – dla osobistej korzyści – przed niczym. Z drugiej strony, da się dostrzec usilne starania autora, by Sobańskiego nieco wygładzić, uczynić sympatyczniejszym, akceptowalnym dla szerokiego grona odbiorców – mimo oczywistej winy, mamy go pokochać, ma nas jego osoba zafascynować. Bednarek rozgrzesza go, otwarcie wskazując, że jest li tylko ofiarą własnej siostry, jednostką, która przeżyła w dzieciństwie traumę, jaka obudziła w nim wspomniane demony, a on tylko walczy z nimi, raz po raz odtwarzając wyobrażoną, wspominaną zemstę na swojej oprawczyni sprzed laty. To kreacja mocno niedookreślona, bo z jednej strony Sobański wręcz kipi złem, by na kolejnych stronach jawić się jako zagubiony, straumatyzowany dzieciak, który – mimo nieubłaganie zbliżającej się dorosłości – nadal tkwi uwięziony w dziecięcych koszmarach. Czy to właśnie czyni Sobańskiego tak popularnym? Czy to magnetyzuje, przyciąga kolejnych czytelników? Czy wyraźne fetyszyzowanie zbrodni, jakie uwidacznia się w kolejnych częściach jest akceptowalne?

Nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, bo choć zdecydowanie nie pochwalam gloryfikacji postaci seryjnego mordercy, to z drugiej strony fascynująca zdaje się szansa, by zajrzeć mu do głowy, zrozumieć, jak myśli, czym się kieruje. I choć literacka konfabulacja w tym zakresie jest jedynie złudną namiastką tegoż procesu, wyraźnie widać, że społeczeństwo łaknie takich doświadczeń. Choćby – a może właśnie dlatego – wyimaginowanych? Może myśl, poczucie, że to, o czym czytamy, nie zdarzyło się naprawdę, pozostaje w sferze literackiej fikcji, ułatwia nam, odbiorcom akceptację? Nie przeraża, aż w takim stopniu, dając ułudę autentyzmu, z jednoznaczną świadomością jego braku?

W „Procesie diabła” wiele fabularnych rozwiązań wybrzmiewa mocno naciąganie, ale zdają się wyolbrzymione, przeinaczone i odrealnione świadomie, na potrzeby fabuły, o czym zresztą finalnie wspomina sam autor. Bednarek nie sili się na przesadny realizm, podpierając się w tym zakresie przede wszystkim sztafażem topografii miasta, które każdy mieszkaniec z łatwością rozpozna, ulokuje na planie miasta. A to dodaje ostrego smaku całości, przyznaję. Także fakt, że Bednarek mimo wszystko trzyma w ryzach makabrę, nie idąc zbyt dalece w brutalne opisy. Są one, owszem, ale szczątkowe, eksponowane na tyle, ile to konieczne, bez lubowania się w detalach samego aktu przemocy. I dobrze, bo w tym zakresie łatwo przekroczyć tę cienką granicę akceptacji, która thriller zmienia w sadystyczną pornografię. Bednarkowi udaje się jej nie przekraczać, choć bardzo blisko niej balansuje. A tu duża sztuka.

W nowej wersji znów całość jest wygładzona, poprawiona stylistycznie, dając sygnał, że z jednej strony autor twórczo dojrzał, rozwinął się, ale też, że książka doczekała się solidniejszej redakcji. W obydwu przypadkach to element na plus. Dodatkowo, nowe okładki prezentują się o wiele lepiej, niż w pierwszej wersji.
„Proces diabła” to przykład powieści popularnej, spod znaku takich autorów, jak Remigiusz Mróz, czy Max Czornyj. I bliżej Bednarkowi do tego drugiego tematycznie, choć i stylistycznie radzi sobie lepiej, jego proza bardziej „płynie”, jest – abstrahując od fabuły – lepiej napisana.

To proza, która sięga po nasze, społeczne fetysze, naszą fascynację złem jako takim. A które mamy dzięki nim szansę oglądać z wygodnego fotela, z drugiego rzędu. Tej bezpiecznej pozycji, pozwalającej nam zajrzeć za zasłonę oddzielającą nas od zbrodni, ale bez doświadczania jakiegokolwiek zagrożenia. Mimo, że moralnie taka literatura jest co najmniej dwuznaczna i nie zaskarbia sobie bezkrytycznej akceptacji, to warto zaznaczyć, że Bednarek nie przekracza przysłowiowego rubikonu ekshibicjonistycznej ekspresji makabrą. Dobrze radzi sobie ze snuciem opowieści, która może nie wznosi się na wyżyny literackie, ale nieźle wpisuje się w popularny trend, stając się zarazem wiodącym jego reprezentantem.

Proces diabła

Nasza ocena: - 70%

70%

Adrian Bednarek. Wydawnictwo Zaczytani 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Bielmo. Niezwykły przypadek Edgara Allana Poe – mroczne sekrety początków West Point [recenzja]

Sięgając po „Bielmo. Niezwykły przypadek Edgara Allana Poe” Louisa Bayarda, z jednej strony cieszyłem się …

Leave a Reply