Promethea, tom 3 – radujcie się z końca świata [recenzja]

W trzecim tomie serii Alan Moore wyrywa czytelników z tripu, w który zabrał ich razem ze swoją bohaterką w poprzedniej odsłonie. Trzeba się przygotować na doniosłe wydarzenia, ponieważ w świecie Promethei nieuchronnie nadchodzi tegoż świata koniec.

Sophie Bangs po mistycznej podróży przez Immaterię powraca do Nowego Jorku początku dwudziestego pierwszego wieku. Podczas jej nieobecności zastępowała ją w roli Promethei Stacia Vanderveer, która wraz z Grace, poprzednim wcieleniem superbohaterki, bardzo zasmakowała w jej potędze. Sophie i Stacia zwracają się przeciw sobie, co najpierw prowadzi do fizycznego starcia ich superbohaterskich emanacji, a potem do nietypowego sądowego procesu mającego rozstrzygnąć, która z nich może pozostać w roli Promethei. 

To jednak dopiero przedsmak wydarzeń czekających na nas w ostatnim i najkrótszym, ale za to niezwykle intensywnym emocjonalnie tomie z historią wykreowaną przez Alana Moore’a i J.H. Williamsa III. Obaj panowie ponownie wznieśli się na wyżyny talentu, a jeżeli myśleliśmy, że rysownik pokazał wszystkie swoje możliwości twórcze w poprzednim tomie, to bardziej nie mogliśmy się mylić. Apokalipsa w jego wykonaniu to już nie tylko rysunki, to kolaże, to fotorealistyczne rysunki połączone z psychodelicznym klimatem. To po prostu graficzne cuda, z których po lekturze trudno się otrząsnąć, zwłaszcza po finałowym, trzydziestym drugim  zeszycie, nad którego niezwykłą formą Williams i Tod Klein pracowali przez kilka miesięcy. Formalna strona musiała być tak ambitna, bo przecież ambitne okazały się koncepty Alana Moore’a, który wykreowanemu przez siebie uniwersum postanowił zafundować koniec świata.

Pamiętajmy – “Promethea” jest częścią uniwersum America’s Best Comics, którego bohaterowie, na czele z Tomem Strongiem pojawiają się w niniejszym albumie. Czytelnicy, którzy nie znają przygód tych postaci nie powinni czuć się skonsternowani, po prostu, jak to u Moore’a mamy gładko wprowadzoną kolejną superbohaterską drużynę (tu potraktowaną momentami nieco groteskowo), która staje przed wielkim wyzwaniem. Ukrywająca się od dłuższego czasu przed FBI Sophie znajduje się nagle na celowniku władz i Toma Stronga, którzy nieświadomi konsekwencji swoich działań, nękając dziewczynę tylko przyśpieszają nadejście Apokalipsy. Nie zobaczymy tu jednak widoków, do których przyzwyczaiła nas w tym temacie popkultura. U Alana Moore’a to coś innego – to apokalipsa wyobraźni, to przywrócenie temu terminowi jego oryginalnych konotacji, to czas wielkiej zmiany, która odmienić ma nasze postrzeganie rzeczywistości, wraz z nią samą.

Nie znaczy to jednak, że taki rodzaj apokalipsy umniejsza jej znaczenie w naszych oczach. Wręcz przeciwnie – Moore tak rozkłada akcenty, że poczucie chaosu i zagubienia, także dzięki koncepcji graficznej “Promethei” jest nieodparte i sprawia, że sami czujemy się uczestnikami tego wydarzenia. Warto też przed lekturą przypomnieć sobie poprzednie części, szczególnie pierwszy tom, którego wiele pobocznych wątków, na czele z tym seryjnego zabójcy o ekstrawaganckim pseudonimie Malowana Lala, zostaje tu rozwiązane. Moore jak zwykle panował nad wszystkim w stu procentach i dzięki temu otrzymaliśmy wielowymiarową opowieść, którą odbiera się jako coś znacznie więcej niż komiks, po prostu jako podróż przez ludzką wyobraźnie od jej zarania mającą na celu ukazanie jej nieograniczonych możliwości. 

Warto czytać ten tom do samego końca, razem z dodatkami, w których znajdziemy jeszcze inne, stylizowane na klasycznego “Małego Nemo” przygody Promethei oraz arcyciekawe opisy pracy nad finałowymi zeszytami autorstwa samego J.H. Williamsa. Miejmy też nadzieję, że Egmont wyda pozostałe tytuły z uniwersum America’s Best Comics, abyśmy w pełni mogli odczuć, jak Alan Moore, szalony komiksowy demiurg buduje i burzy swoje niezwykłe wizje. Chyba nikt nie potrafi robić tego, tak jak on. 

Promethea, tom 3

Nasza ocena: - 90%

90%

Scenariusz: Alan Moore. Rysunki: J.H. Williams III. Egmont 2020

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

ElfQuest, tom 1 – legenda niezależnego komiksu [recenzja]

„ElfQuest, tom 1″ to z jednej strony rzecz bardzo ciekawa, bowiem Wydawnictwo Amber, odpowiadające za …

Leave a Reply