Resident Alien, tom 1: Witamy na Ziemi – gdyby Forester Hill był kosmitą [recenzja]

Tom pierwszy „Resident Alien” okazuje się być przednią rozrywką w stylu retro, łączącą w sobie klimat opowieści o Obcych trafiających na naszą planetę, w duchu lat 60., pomieszany z konwencją prowincjonalnego kryminału. Całość, opowiadana z perspektywy właśnie niespodziewanego przybysza z innej planety to przykład, jak mieszanie konwencji można przekuć w lekką, ale przyjemną historię, oferującą mnóstwo satysfakcji z lektury.

Samotny kosmita, którego statek rozbija się pośród amerykańskich pustkowi, trafia do małego, prowincjonalnego miasteczka, gdzie kamufluje się jako lekarz i w wyniku dość makabrycznego zbiegu okoliczności przejmuje lokalną praktykę lekarską. Przedstawia się jako dr. Harry Vanderspiegle i z początku jedyne, co go tak naprawdę interesuje, to spokojne doczekanie misji ratunkowej. Im bardziej jednak poznaje ludzi, tym wzrasta jego ciekawość, a tym samym tym mocniej socjalizuje się z lokalna społecznością, w której zaczyna sobie całkiem nieźle radzić. Nie tylko jako lekarz, ale też… detektyw – amator. I choć daleko mu do epickich wyczynów naszego sandomierskiego „Ojca Mateusza”, to nowy rezydent Patience także ma niezwykły talent trafiania w samo centrum kryminalnych zdarzeń…

A jeśli do tego wszystkiego dorzucimy pielęgniarkę – Indiankę, która postrzega więcej i inaczej, niż inni oraz bardzo zawziętych agentów rządowych, którym koniecznie zależy na odnalezieniu tajemniczego rozbitka, uzyskamy mniej więcej obraz tego, co nas czeka w tym komiksie.

Nawiązanie do Forestera Hilla – bohatera serii „Halloween Blues”, autorstwa duetu Kasprzak i Mythic – może zdawać się dość niefortunne, jednak kiedy przyjrzeć się bliżej scenariuszom Petera Hogana, łatwo dostrzec użycie podobnej konwencji. Małe amerykańskie mieściny, zagadkowe zbrodnie, klimat leniwej prowincji, gdzie – kiedy nawet zdarza się zbrodnia – brak tu ponurego, ciężkiego klimatu kryminału noir. Całość kojarzy się z duchem powieści Agaty Christie, choć zgrabnie wzbogacone zostało przez nietuzinkową postać głównego bohatera. Tom pierwszy: „Witamy na Ziemi” to z jednej strony wprowadzenie do całego pomysłu, ale też dwie dodatkowe zagadki kryminalne, gdzie nawet w finale nie wszystko okazuje się jednoznaczne i oczywiste.

Ale – oprócz wątków kryminalnych i głównego bohatera rodem z pulpowych powieści SF, to w głównej mierze opowieść o ludziach. Smutnych, zagubionych, żałosnych, pełnych nadziei. Chciwych, okrutnych, zrozpaczonych. Słowem – ludzkich, w każdym tego odcieniu. Nasz bohater nie z tej ziemi stara się zrozumieć ich, pojąć, czym się kierują, określić ich motywacje, przeanalizować emocje, jakimi się kierują. A tym samym my – odbiorcy – otrzymujemy cudownie niejednoznaczny kalejdoskop postaci z amerykańskiej prowincji.

Niby nie ma w tym komiksie nic wybitnego. Zagadki kryminalne nie są jakieś przesadnie skomplikowane, czasem wręcz ocierają się o kicz. Całość utrzymana jest w stosunkowo lekkim tonie, bez przesadniej powagi, ale z chwilami zgrabnej refleksji. To, co urzeka to właśnie prostota. Hogan nie starał się przekombinować i utrzymał wszystkie historyjki z tego tomu w lekkiej, ale konsekwentnej estetyce.

W sukurs nostalgicznemu odniesieniu do fantastyki lat 60 – tych idzie strona graficzna, za którą odpowiada Steve Parkhouse. Ten utalentowany grafik ma w dorobku prace nad takimi seriami, jak choćby kultowy „Doctor Who” czy (pisana przez Alana Moore’a) „The Bojeffries Saga”, a polski czytelnik może znać go z pracy przy gaimanowskim “Sandmanie”. Jego kreska jest prosta, wyrazista i tchnąca nieco klimatem retro, jednak to akurat idealnie komponuje się z całością opowieści.

“Resident Alien, tom 1: Witamy na Ziemi” to świetna rozrywka, która zgrabnie bawi się konwencjami zarówno kryminału jak i SF, i robi to z niezwykłym wdziękiem. Mimo, że podchodziłem do tego albumu dość ostrożnie, z dużą dozą niepewności, to jednak po lekturze muszę przyznać, że była to świetna rozrywka I z pewnością jedna z fajniejszych komiksowych rzeczy, jakie miałem okazję w tym roku przeczytać.

Resident Alien. Tom 1 Witamy na Ziemi

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz Peter Hogan. Rysunki Steve Parkhouse. Wydawnictwo Egmont 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Hellblazer, tom 6 – dotknięcie zła [recenzja]

“Hellblazer” ze scenariuszem Warrena Ellisa jest najmniej obszernym tomem wydanym w tej serii przez Egmont. …

Leave a Reply