Gorący temat

Rodzina z domku dla lalek – groza w rozmiarze mini [recenzja]

“Rodzina z domku dla lalek” to powrót na polski rynek długo na nim nieobecnego, znakomitego scenarzysty i pisarza Mike’a Careya. Komiks ukazał się w nowej serii wydawniczej Hill House Comics w ramach DC Black Label.

Styczeń 2021 roku przyniósł dwie obiecujące komiksowe premiery z Egmontu. Tym razem nie chodzi o żadne wypasione wydanie z superbohaterami, a dwa horrory pełną gębą, czyli “Kosz pełen głów” i “Rodzinę z domku dla lalek”. Oba komiksy ukazały się w USA w kolekcji Hill House Comics, której wydawcą w ramach DC jest Joe Hill, scenarzysta między innymi komiksu “Locke & Key” i kilku powieści oraz zbiorów opowiadań z gatunku horroru. Joe Hill wciąż bardziej niż ze swoich literackich dokonań jest znany jako syn Stephena Kinga, jednak przez lata jak mało kto zapracował na swoją literacką markę i nie powinno dziwić, że włodarze DC postanowili uczynić go ambasadorem ambitnego, horrorowego projektu.

Czy to rzeczywiście ambitny projekt? Tytuły wydawane w ramach Hill House Comics określane są jako nowa jakość w komiksowym horrorze. Po lekturze dwóch z nich można śmiało powiedzieć, że jakość jest może nie aż tak nowa, ale za to po prostu świetna. Tak jest, nie ma co ukrywać, że “Kosz pełen głów” ze scenariuszem samego Joe Hilla i “Rodzina z domku dla lalek” ze scenariuszem M.R. Careya wypadają znakomicie, przypominając czytelnikom, jak duże emocje może wzbudzić ów lekceważony czasami gatunek i jak potrafi być przenikliwy w opisywaniu świata przedstawionego. 

To, co udało się w “Rodzinie w domku dla lalek” to umiejętne łączenie klasycznych wzorców ze współczesnym spojrzeniem na horrorowe motywy. Mike Carey opanował zresztą ten sposób narracji do perfekcji w jego książkowej serii o egzorcyście Felixie Castorze oraz w komiksowym “Lucyferze” i “Hellblazer” (Egmoncie, chcemy też kolejnego “Hellblazera” od Careya, nie tylko od Delano!). Idąc w konkretne porównania, “Rodzina z domku dla lalek” najbardziej przypomina fabuły Neila Gaimana z “Sandmana”, łączące przyziemną obyczajowość naszego świata z potężnymi, nadnaturalnymi siłami.

Poznajemy tu Alice, sześcioletnią dziewczynkę, w której otoczeniu pojawia się nagle tytułowy domek dla lalek żyjącymi w jego wnętrzu, sympatycznymi  mieszkańcami. Po wypowiedzeniu pewnej frazy Alice może się zmniejszyć (co samo w sobie jest czytelnym nawiązaniem do łatwo rozpoznawalnego, klasycznego dzieła) i spędzać czas w domku. Na zewnątrz, w zwykłym życiu jest niestabilny emocjonalnie ojciec, który używa wobec matki przemocy i domek jest rodzajem azylu dla dziewczynki. Jednak tylko do czasu. 

To jedynie zawiązanie fabuły, która jak na sześć zeszytów jest wyjątkowo gęsta, rozciąga się na stulecia (a nawet można powiedzieć, że na eony), z każdym rozdziałem odkrywa więcej tajemnic i przynosi więcej szokujących wydarzeń. Ma rzetelnie poprowadzoną sferę obyczajową zarówno we współczesności jak i nieco wcześniej, bo XIX wieku, a jednocześnie jest odmianą horroru kosmicznego, co sygnalizuje nam już pierwsza plansza komiksu. Kosmiczne siły igrają tu ze zwykłym ludzkim życiem i Carey nadaje tej relacji podwójne znaczenie, które możemy odczytywać nie tylko w podstawowej warstwie fabularnej, ale i w symbolicznej. W tej drugiej człowiek nie jest panem własnego losu, miotają nim w ciągu całego życia przeróżne, niepowstrzymane siły, którym zazwyczaj ulega, a jedyną ucieczką staje się wtedy własna wyobraźnia, która jak to bywa w tego typu opowieściach, materializuje swoje wytwory. 

Bardzo pomaga w takim odbiorze kreska Petera Grossa, uciekająca od fotograficznego realizmu (który w zamian  ciekawie funkcjonuje w formie okładek do kolejnych zeszytów) w stronę komiksowej klasyki rodem ze wspomnianego wyżej “Sandmana”. To horror narysowany i pokolorowany nie jak typowy horror, z paletą barw w jaśniejszych tonacjach, z okropieństwami, które idą bardziej w stronę groteskowego koszmaru niż namacalnej i przejmującej grozy. Na pierwszy rzut oka taka forma grozy wydaje się bardziej obłaskawiona, trochę jak w “Alicji z krainy czarów”, ale w rzeczywistości wdziera się podskórnie poza strefę komfortu czytelnika i zostawia tam swój ślad, który zostaje w nim na długo.

Podsumowując, Egmont wraz z publikacją dwóch komiksów z Hill House Comics trafił w dziesiątkę. Owszem, “Rodzina z domku dla lalek” to horror, ale taki, który powinien zadowolić fana każdego rodzaju fantastyki. Opowieść Careya (razem z opowieścią Hilla w “Koszu pełnym głów”) ma w sobie rodzaj pasji i popkulturowego zacięcia, poprzez które wyziera chęć opowiedzenia czegoś nowego i ekscytującego, przy jednoczesnym podpieraniu się na klasycznymi wzorcami. To horror pełną gębą i miejmy nadzieję, że tę formę zaprezentują również pozostałe komiksy spod szyldu Hill House Comics.

Rodzina z domku dla lalek

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz: M.R.Carey. Rysunki: Peter Gross. Egmont 2020

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Dziki Zachód, tom 2: Dziki Bill – z szerszej perspektywy [recenzja]

Drugi tom “Dzikiego Zachodu” wita nas przepięknym portretem jednego z najsłynniejszych bohaterów tych niebezpiecznych czasów …

Leave a Reply