Gorący temat

Śmierć druga – to nie jest kryminał dla śmiertelnie poważnych ludzi [recenzja]

Jeden z najbardziej nietuzinkowych detektywów polskich serii kryminalnych nie zwykł pozwalać sobie na chwilę oddechu. Któż jednak lepiej odnajdzie się pośród mglistych dowodów i spraw za którymi ewidentnie kryje się  coś więcej, niż Tomasz Winkler… i jego niezawodna babcia, Roma.

„Śmierć druga” to czwarta już powieść w cyklu o rzeczonym, mającym cokolwiek nieoczywiste stosunki zawodowe i prywatne bohaterze. Podobnie jak i w poprzednich przypadkach, historia zaczyna się wydarzenia stosunkowo niewielkiego w skali – ot, znalezione zostaje ciało dwudziestoletniego Rafała Góry. Sprawa wydaje się prosta: pozornie oczywisty podejrzany, łatwy do zidentyfikowania potencjalny motyw. Kolejne próby zamknięcia śledztwa palą jednak na panewce. Brak dowodów i narastające wątpliwości powodują, że wrocławska policja w końcu decyduje zwrócić się dokładnie do tej osoby, którą przed laty wyrzuciła poza nawias. Rozwikłanie tajemnicy dla Tomasza Winklera będzie więc nie tylko kwestią zawodowego obowiązku – ale i szansa na rozpoczęcie kolejnego rozdziału życia z czystą kartą.

Jeśli w serii powieści o Tomaszu Winklerze próbować znaleźć elementy wyróżniające ja spośród innych na rodzimym wydawniczym rynku, jedną z pierwszych rzeczy które rzucają się w oczy, są regularne dawki sardonicznego humoru co rusz dostarczane nam przez wykreowanych przez Eugeniusza i Beatę Dębskich bohaterów. W „Śmierci drugiej” ironii pojawiającej się w dialogach jest nawet więcej niż wcześniej – niemal każda linia stanowi okazję do zjadliwej puenty, a postaci w bezpardonowy sposób komentują otaczającą je rzeczywistość. Takie podejście do tematu powoduje, że nowa powieść z Tomaszem Winklerem w roli głównej raczej nie stanie się dla nikogo synonimem mroku i nieustającego napięcia… choć to drugie przejawia się w zupełnie nieźle skonstruowanej intrydze.

Jako słowo się rzekło, ta początkowo zakrawa na wręcz banalną, wychodzącą niewiele poza schemat „po nitce do kłębka”, gdzie bohater będzie mozolnie dopasowywał kolejne elementy układanki. W miarę kolejnych rozdziałów okazuje się jednak, że klisze zostały tu przez Dębskich nieco odwrócone. W tle pojawia się bowiem personalny związek bohatera ze sprawą, a ta zahacza coraz to szersze kręgi, sięgając nigdy do końca niewyjaśnionych wydarzeń sprzed lat. O ile całość mimo wszystko ciężko nazwać gatunkową rewolucją, by znaleźć wspomniany kłębek, Winkler będzie musiał przemierzyć cały labirynt powiązań i niedopowiedzeń, a wreszcie również zmierzyć się z ważkimi społecznie kwestiami.  „Śmierć druga” obok sarkazmu ma swoim odbiorcom również coś do przekazania – i choć wydawać by się mogło, że takie połączenie może stać jej kulą u nogi, Dębscy po raz kolejny udowadniają, że na łączeniu pozornie przeciwstawnych styli znają się jak mało kto.

Stabilna ewolucja zamiast odwracania sytuacji o sto osiemdziesiąt stopni czekać na czytelników będzie również w aspekcie bohaterów powieści – zarówno Winkler, Iwa, Roma czy odgrywający znacznie większą rolę niż dotychczas Malicki, to wciąż charaktery tyleż nietuzinkowe, co zapewniające całości odpowiednią dynamikę emocjonalną. „Śmierć druga” to z resztą w tym względzie wzorem poprzednich odsłon serii również przewaga kryminału, uzupełniona odpowiednią dawką powieści obyczajowej.

Tych którzy z Tomaszem Winklerem zdążyli się już wcześniej polubić, nie trzeba będzie zatem długo przekonywać – nowa powieść Dębskich to jeszcze więcej sprawdzonego pomysłu na niekoniecznie bombastyczny w swych rozmiarach, ale solidnie poprowadzoną rzecz w gatunku, w którym aż roi się od konkurencji. Na jej tle seria autorstwa pisarskiego małżeństwa potrafi twardo stać na własnych nogach, a „Druga śmierć” udowadnia, że definitywnie znajduje swoją niszę.


Śmierć druga

Nasza ocena: - 70%

70%

Autorzy: Beata i Eugeniusz Dębscy. Wydawnictwo Agora, 2022.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Plama światła – wszystkie dzieci Antrovisu [recenzja]

Sięgając po „Plamę światła” nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. Owszem, znam twórczość Pawła Matei …

Leave a Reply