Gorący temat

Space Sweepers – kosmiczny blockbuster po koreańsku [recenzja]

Po w najlepszym wypadku średnio udanej „Wędrującej Ziemi”, Netflix kolejny raz uderza z azjatyckim blockbusterem. Czy kosmiczna superprodukcja rodem z Korei Południowej ma szansę zapisać się w naszej pamięci jako lepszy film?

Końcówka XXI wieku. Wyeksploatowana do cna niebieska planeta niemal nie nadaje się już do zamieszkania. Światem rządzą korporacje – w tym w szczególności obiecująca budowę nowego domu dla ludzkości UTS. Tyle że dom ów bynajmniej nie będzie przeznaczony dla wszystkich. Podczas gdy elita będzie mogła cieszyć się wygodami nowego życia, cała reszta zmuszona jest do życia na społecznym marginesie. Właśnie w takim miejscu znajdują się tonący w długach załoganci kosmicznej śmieciarki „The Victory”. Łowcy zagrażającego bezpieczeństwo kosmicznych podróży złomu wkrótce trafiają jednak na coś – a może raczej kogoś, kto może stać się ich przepustką do nowego życia… a przy okazji zdemaskowania diabolicznego spisku zagrażającego milionom istnień.

 Określany jako pierwszy koreański blockbuster, film Jo Sung-hee to przede wszystkim monumentalna oprawa audiowizualna. Pompatyczna muzyka to w gatunku space oper nie pierwszyzna, natomiast już zastosowane w filmie CGI robi potężne wrażenie. Biorąc pod uwagę niezwykle skromny, bo wynoszący zaledwie 21 milionów dolarów amerykańskich budżet, rozmach z jakim przedstawione jest „Space Sweepers” i jakość komputerowo generowanych krajobrazów czy statków sprawia, że to jeden z tych filmów, podczas seansów których naprawdę tęskni się za wizytą w kinie. Pod tym względem więc, koreański superhit wywiązuje się ze swojego zadania w stu procentach.

Dużo większe zarzuty mam  jednak do filmu na poziomie scenariusza. Wprowadzenie do „Space Sweepers” z przedstawioną pokrótce sytuacją umierającej Ziemi i równolegle budowanym raju dla wybranych, zdaje się sugerować, że całość będzie toczyła w dość poważnym tonie… który w ciągu kolejnych minut sukcesywnie niszczy. Dysonans między oczekiwanym kierunkiem scenariusza a tym co dostajemy, odczuwalny jest przez jakiś czas zwłaszcza, że „Space Sweepers” od razu przechodzi do ataku, przedstawiając nam niezwykle dynamiczną, ale i mającą głęboko w poważaniu logikę i prawa fizyki akcję. Kolejne segmenty filmu coraz bardziej uświadamiają w tym, że mimo kilku oryginalnych elementów rdzeń historii nijak oryginalny nie będzie, a jakby było tego mało, im dalej w kosmiczne rubieże, tym bardziej uwydatnia się chaos. W koreańskim hicie dzieje się bowiem tak wiele, że… momentami zwyczajnie zbyt wiele. Wraz z bohaterami jesteśmy rzucani z jednej gonitwy w drugą, kolejne wybuchy malowniczo rozświetlają pustkę kosmosu, a gdzieś w tym szalonym pędzie coraz częściej pojawiają się skróty fabularne i nagłe przeskoki z jednego wątku na drugi. „Space Sweepers” nie jest co prawda rodzajem filmu na którym można byłoby się pogubić, ale brak spójności zauważalnie wpływa na immersję.

Średnio wypadają także sami protagoniści, których osobiste historie są przedstawione na tyle wzmiankowo i stanowią tak niewiarygodny splot wydarzeń z głównym wątkiem, że trudno traktować je inaczej, niż wypełniacze ekranowego czasu. Być może ich odbiór byłby inny, gdyby twórcy zamiast na radosne pajacowanie w akompaniamencie czerstwych żartów i niemądrych min, poświęcili nieco więcej czasu na emocjonalne rozbudowanie całości, ale konstrukcja koreańskiego blockbustera nawet na chwilę ni zdaje się skłaniać w tym kierunku. Dodajmy do tego przeciętne dialogi i część pobocznych wątków które w filmie wcale nie musiały się znaleźć (jak choćby ten związany z terrorystami) i tym samym, w stanie w jakim „Space Sweepers” funkcjonuje, o większe zaangażowanie w losy bohaterów właściwie nie sposób.

Ostatecznie więc mamy do czynienia z filmem który wizualnie olśniewa, ale nie potrafi w podobny sposób wywrzeć wrażenia przedstawianą historią. Całości ewidentnie brakuje momentów, które pozwoliłyby widzowi zaczerpnąć nieco oddechu i zbudować atmosferę. Choć nie jest tak źle jak w przypadku „Wędrującej Ziemi” i ostatecznie potrafi dostarczyć sporo wysokooktanowej przygody, dzieło Jo Sung-hee raczej nie ma przez to szans by zagościć w pamięci widza na dłużej, niż przewidziane na seans przeszło dwie godziny.

Foto © Netflix

Space Sweepers

Nasza ocena: - 55%

55%

Reżyseria: Jo Sung-hee. Obsada: Song Joong-ki, Kim Tae-ri, Jin Seon-kyu i inni. Korea Południowa, 2021.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Droga bez powrotu. Geneza – podejście siódme znaczy ambitne [recenzja]

Prościutką historię o zamieszkujących amerykańskie lasy zmutowanych kanibalach można lubić albo i nie, ale jedno …

Leave a Reply