Gorący temat

Śpiewaczka – thriller ze zmarnowanym potencjałem [recenzja]

„Śpiewaczka” Macieja Klimarczyka to thriller psychologiczny, który – choć oparty na bardzo ciekawym koncepcie wyjściowym fabuły – bardzo wiele traci w zakończeniu. To przykład, że sam pomysł nie wystarczy, by powstała zajmująca historia.

Nie możemy mówić tutaj o formule kryminału, bowiem od pierwszych stron wiemy, kto jest mordercą. Więc sednem dociekań staje się nie to, kto zabił, ale dlaczego to zrobił. Znana, zdobywająca coraz większą popularność śpiewacza operowa Eliza Kantecka popełnia zbrodnię. Zabija z premedytacją, starannie planując swój czyn, konsekwentnie się do niego przygotowując. Co najciekawsze, ona wyraźnie ma opracowany także plan jak uniknąć odpowiedzialności karnej! Sama dzwoni na policję, czeka na miejscu zdarzenia, daje się – co oczywiste w tej sytuacji – zamknąć do aresztu… I zaczyna się interesująca rozgrywka Kanteckiej, policji i prokuratury, która zwraca się po ekspertyzy do biegłych psychiatrów…

W tym aspekcie – trzeba przyznać – Klimarczyk nieźle sobie poradził. Początek powieści rzeczywiście potrafi zaintrygować, a sam tor jej prowadzenia – z wykorzystaniem zawodowego oświadczenia (autor jest uznanym psychiatrą) jest całkiem ciekawie rozegrany. Gorzej jest w dalszej części książki, bowiem rozwiązanie zagadki okazuje się nie tyle trywialne (ciężar przedstawionych zdarzeń jest trudny do trywializowania), co mocno już wykorzystany przez popkulturę, a to niestety pozbawia go oryginalności. Przewidywalność tajemnicy Kanteckiej i jej ofiary – starego antykwariusza, może i porusza ważką, ciekawą (z perspektywy budowania fabuły) tematykę, jednak niestety mocno już wyeksploatowaną, by jeszcze robiła zamierzone wrażenie. Słowem – to wszystko już było. Takie zacieranie winy u sprawcy, przesuwanie punktu ciężkości na ofiarę, która okazuje się w rzeczywistości ofiarą nie być. A przynajmniej nie do końca, nie wyłącznie, bo w moralnej ocenie łatwo nam dokonać niejako „zamiany ról”. Trochę szkoda, bowiem punkt wyjścia zapowiadał naprawdę intrygującą historię, która jednak traci siłę wyrazu przez oczywiste fabularne rozwiązania.

Kolejnym problemem jest styl Klimarczyka. Nie tyle zły, nie tyle niepoprawny, co dość mdły, bez emocjonalny, opierający się na bardzo starannym, ale w dużej mierze pozbawionym emocji relacjonowaniu poszczególnych scen. Autor nie potrafi nas porwać ze sobą, swoją opowieścią. Nie przekonują mnie do końca jego bohaterowie, opisywani dość sztampowo, w dużej mierze przewidywalni i zachowujący się w sposób bardzo oczywisty. Może oprócz Kanteckiej, w pierwszych scenach, jednak już finał skutecznie tłumaczy jej postępowanie. I odziera je z emocjonalnego wydźwięku. Brak Klimarczykowi pewnego flow w pisaniu, pewnej charakterystyczności językowej, jaką mają choćby tacy twórcy kryminału jak Anna Kańtoch, Robert Małecki, czy Wojciech Chmielarz. Ich książki kipią emocjami, ich światy materializują się w naszej wyobraźni w czasie lektury – pełne wad i niedoskonałości, ale przez to właśnie autentyczniejsze. U Klimarczyka mamy suche, rzeczowe sprawozdanie, jak raport z obserwacji pacjenta, lub szkolne wypracowanie. Nie ma tu językowych błędów, ale nie ma też wyczuwalnej pasji, energii, która w drewniane opisy tchnęła by życia. Jest dużo opery, która – jak dowiadujemy się z okładki – jest pasja autora. Owszem, to da się zauważyć, bo nie skąpi on czytelników popisów swojej erudycji w tym temacie, jednak miejscami stanowi to problem przez zbyt nachalne popisywanie się wiedzą, która dla fabuły jest najzwyczajniej w świecie zbędna. Oczywiście, nie sposób skreślić jej zupełnie – rola głównej bohaterki tego wymaga. Jednak autor ma manierę zbytniego chwalenia się swoim obyciem w świecie opery, które czytelników thrillera nie do końca interesuje. Lepiej wypada ukazanie świata psychiatrii sądowej, niuansów korelacji ich pracy z postępowaniem sądowym, działaniami prokuratury, czy policji. Jednak ten element – naprawdę zasługujący na uznanie i z pewnością przygotowany w oparciu o szeroka merytoryczną wiedzę, nie wystarcza, by powieść uznać za bardzo dobrą.

Reasumując, „Śpiewaczka” opiera się na ciekawym pomyśle, ale na nie najlepszym wykonaniu. Koncept osadzenia zbrodni w operowym świecie, zresztą opartym na motywie fabularnym ze znanej opery z pewnością należy uznać za oryginalny, jednak brak autorowi polotu w jego przelewaniu na papier. Efektem czego jest powieść, która rozbudza apetyt, by finalnie zawieść i nieco znużyć własną przewidywalnością oraz formą podania.

Śpiewaczka

Nasza ocena: - 50%

50%

Maciej Klimarczyk. Wydawnictwo Literackie 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Bestiariusz japoński. Yokai – przepiękny i fascynujący [recenzja]

“Bestiariusz japoński” to moje pierwsze spotkanie z serią “Legendarzy” autorstwa Witolda Vargasa. Dodam, że niezwykle …

Leave a Reply