Gorący temat

Stan przyszłości. Superman – bliższa i daleka przyszłość [recenzja]

“Stan przyszłości. Superman” to kolejna po albumie z Batmanem próba eksploracji przyszłości największych bohaterów uniwersum DC. O ile w poprzednim komiksie zaglądaliśmy w bliskie jutro Mrocznego Rycerza, tak w historiach o Supermanie zobaczymy tytułowego bohatera w jego dużo późniejszym okresie życia. 

“Stan przyszłości” to seria, która jest wynikiem wydarzeń z finału eventu “Batman. Death Metal”. Uniwersum DC zmieniło się w omniwersum z różnorodnymi, możliwymi przyszłościami  i część z nich twórcy prezentują właśnie w ramach tak pomyślanego cyklu. Generalnie wszystko to jest trochę dziwne, bo przecież od dawna funkcjonowały w DC Comics elseworldy i takimi w pewnym stopniu są prezentowane w “Stanie przyszłości” opowieści.  Nie ma jednak co dywagować, czy ów projekt ma w takim razie rację bytu, ważne żeby było to dobre historie, które spodobają się czytelnikom. A z tym bywa różnie. 

Przygodę z Supermanem w nowej serii zaczynamy bez jego udziału i to przez długi czas. Pierwsza opowieść to bowiem historia o Jonathanie Kencie, który pod nieobecność ojca na Ziemi (z niewiadomych powodów) przejął po nim pałeczkę i dba o bezpieczeństwo, szczególnie mieszkańców Metropolis. To niestety dość chaotyczna opowieść, z mało przekonującymi motywacjami i działaniami bohaterów, wikłająca Supergirl i nowego Supermana w konflikt, po tym jak Jonathan zmuszony był zminiaturyzować Metropolis. Ten wstęp jest tak naprawde najsłabszym ogniwem całego albumu, z rozczarowującym scenariuszem i typowymi dla współczesnych superbohaterskich opowieści rysunkami, który po lekturze szybko wyrzucamy z pamięci. Na szczęście dalej jest ciekawiej. 

W dwuczęściowej historii “Worlds of War” za rysunki odpowiada klasyczny w stylu Mikel Janin i to od razu dodaje większej powagi przedstawionej nam fabule. Polskie tytuły dwóch zeszytów tej serii, są bardzo intrygujące, pierwszy z nich, “Wiele żywotów Clarka Kenta” rozpoczyna się w Smallville, które stało się mekką fanów Supermana. Pamiątki, opowieści, i w końcu nadzieje, że superbohater kiedyś powróci wypełniają jego treść do momentu, w którym dowiadujemy się, co obecnie dzieje się z Supermanem (tytuł tego mini cyklu jest konkretną podpowiedzią). Ciekawym zabiegiem jest motyw, że chociaż w drugim zeszycie Supermana jest dużo, to narracja dotyczy zupełnie innej osoby, a całą opowieść podaje nam młoda dziewczyna, dla której ważniejszą i bliższą osobą był dziennikarz Clark Kent, niż jego superbohaterski odpowiednik. I choć scenariusz Phillippa Kennedy’ego Johnsona w wielu momentach wybrzmiewa patosem, to wykonane jest to z wyczuciem i rodzajem nostalgii, które znakomicie sprawdzają się w fabule. Tak naprawdę nie wiemy, czy ta historia wypływa bezpośrednio z poprzedniej, bo przecież obie budowane są na kanwie nieobecności Supermana na Ziemi, ale przy dobrym odbiorze “Worlds of Wars” staje się to mniej istotne.

Dalej mamy krótki przerywnik w postaci historii o Czarny podróżniku, czy raczej Czarnej Podróżnicze podążając śladem Supermana i ten zeszyt  pewnością wiąże się ze “Światami Wojny”, ale już potem wchodzimy na nowy teren i zarazem dostajemy najdłuższą opowieść w albumie. ”Superman kontra Lex Luthor” jest sporym zaskoczeniem, głównie za sprawą lekko prześmiewczego tonu opowieści. Fabuła toczy się w przyszłości, choć nie jakoś specjalnie odległej, bo wciąż żyje Louis Lane, choć widać po niej, że przybyło jej sporo lat. Mamy tutaj prawdziwie galaktyczny rozmach, w postaci Organizacji Planet Zjednoczonych, której żona Superman jest przedstawicielką.  Do tego galaktycznego zgromadzenia aspiruje planeta Lexor i jak możemy domyślać się po jej nazwie, rządzi nią sam Lex Luthor. 

“Superman kontra Lex Luthor” to historia napisana w starym stylu, w której Luthor jest cwanym, miniastym złoczyńcą, a nie wielkim umysłem snującym wielopiętrowe intrygi. Superman z posiwiałymi skroniami jest już w fabule na miejscu  (znalazł się, nie wiadomo jaki i kiedy), lecz w starciu Luth0rem nie dysponuje pełną mocą. Miła dla oka kreska Steve’a Pugh dobrze pasuje do obrazu planety pod rządami Luthora, który stosuje wszechobecną propagandę i wykorzystuje mieszkańców Lexora. Warto sprawdzić, jak ta opowieść się potoczy, bo mamy w niej sporo niespodzianek oraz ciekawą wizję wiecznie drących ze sobą koty bohaterów. 

Na koniec dostajemy jeden długi zeszyt zatytułowany “Ród Ela”, a patetyczne, stylizowane intro szykuje nas na opowieść o ostatniej bitwie potomków Supermana. Patos jest tutaj podkręcony na full, w tym świecie przyszłości Superman jest już bardziej legendą, niż wspomnieniem o prawdziwej osobie, a jego tytułowy ród pragnie zniszczyć enigmatyczny Czerwony Król. No cóż, w opowieściach o najpotężniejszym superbohaterze DC Comics nie da się bez patosu i musimy jakoś przełknąć tę ostatnią fabułę, która jednak jako tom podsumowujący cały album wybrzmiewa jak najbardziej na miejscu. Dzięki tej kompilacji zaczynamy też rozumieć, że koncepcje na poszczególne albumy cyklu mogą się jednak różnić, dlatego z ciekawością czekamy na kolejną odsłonę, która tym razem będzie dotyczyć nie pojedynczego superbohatera, a całej Ligi Sprawiedliwości.

Stan przyszłości. Superman

Nasza ocena: - 60%

60%

Scenariusz: Sean Lewis i inni. Rysunki: Mikel Janin i inni. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Powrót pszczołojada – piękno historii ukryte w jej prostocie [recenzja]

„Powrót pszczołojada” to debiut komiksowy niezwykle utalentowanej holenderskiej twórczyni Aimee de Jongh, którą polski czytelnik …

Leave a Reply